Gdy w roku 1990 Lech Wałęsa został prezydentem Polski, w wieczorze wyborczym Jarosław Kaczyński zapowiadał dojście do głosu “elektoratu tradycjonalnego”. Wydawało się, że ludzie prawicy… no może: centroprawicy, właśnie weszli na szczyty władzy…. A Kaczyńscy stali murem przy Wałęsie…
Ale już dwa lata później Kaczyńscy stali na czele frontu antywałęsowskiego. Zorientowali się doświadczalnie, patrząc z bliska, kim jest LW i co (kto) naprawdę orientuje jego politykę. Miało się wrażenie, że wychodzą w próżnię i zaprzepaszczają “niepowtarzalną szansę”. Szansę kręcenia lodów z Wachowskim?
Wybrali inaczej - mieli rację. To oni pierwsi powiedzieli prawdę o Wałęsie.
I na tym historia się nie skończyła…
***
A dziś też potrzeba ludzi, którzy zamiast kręcić lody i konserwować władzę dla władzy wolą powiedzieć prawdę. Tym razem prawdę o Kaczyńskich. Na pewno głosem mniej emocjonalnym niż ten z manifestacji antywałęsowskich sprzed lat.
I domagać się używania władzy nie tylko dla “rozbijania układu” - także dla chronienia ładu.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)