27 obserwujących
443 notki
467k odsłon
  1140   0

O ostrych słowach Jezusa i dwóch etapach wiary (J 4,46-54)

Niedziela to dobry czas, by zacząć realizować składane obietnice. Zwłaszcza gdy dotyczą refleksji ewangelicznych. Zacznę jednak nie od początku Ewangelii Jana (mam nadzieję, że do wcześniejszych fragmentów będzie mi dane wrócić), ale od perykopy o uzdrowieniu syna dworzanina.
Zapraszam oczywiście na początek do przeczytania całego (niedługiego) fragmentu, który zostawiam w przypisie[1]. Ja chcę się skupić tylko na dwóch kwestiach. Po pierwsze na sposobie, w jaki Pan odpowiada dworzaninowi, po drugie na dwóch „uwierzył” (na dwóch etapach nabywania, uzyskiwania wiary).
Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki Jezus odpowiada na prośbę dworzanina, by uzdrowił Jego syna. Pamiętajmy, że choroba syna, to zawsze sprawa ogromnie bolesna dla ojca, zwłaszcza gdy jest to choroba, która wydaje się zmierzać ku śmierci. Tymczasem reakcją Jezusa na błaganie ojca o uzdrowienie dziecka jest wypowiedź: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie.
– A co to ma do rzeczy? – moglibyśmy zakrzyknąć. – Przecież on prosi, żeby Jezus uzdrowił mu syna! – Jedni powiedzieliby, że to ze strony Jezusa moralizowanie, inni zapewne posunęliby się do twierdzeń – patrząc z dzisiejszej perspektywy – że jest to wręcz wypowiedź granicząca z bezczelnością. Gdyby dziś ktoś odpowiedział w takim stylu, bez wątpienia zostałby okrzyknięty człowiekiem bez uczuć, a w świecie politycznej poprawności skazałby się na „polityczną śmierć”.
Tymczasem te radykalne słowa Jezusa – podobnie jak cały fragment i jak perykopa następna o uzdrowieniu przy sadzawce Betesda – zwracają naszą uwagę na to, że istnieje coś o wiele ważniejszego niż uzdrowienie fizyczne. Jezus, nie skupiając się na uczuciach ojca, zwraca uwagę na rzeczywistość wiary. Ja dostrzegam tutaj także wskazanie, że są rzeczy ważniejsze niż ciepłe podejście, dialog, akceptacja, pokój (święty spokój), miłe traktowanie. Istnieją wartości, dla których – w imię wyższego celu – warto z takiego podejścia rezygnować. Można to przełożyć zarówno na życie rodzinne, jak i społeczne, ale do tego wątku będzie okazja wrócić przy rozważaniu J 2,13-22.
Zwróćmy także uwagę, że przytoczone słowa Jezusa można (i należy) odnieść także do samego dworzanina i w kontekście całego fragmentu okazują się one niezwykle celne. Pełna wiary konsekwentna odpowiedź dworzanina: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko, wydaje się im pozornie przeczyć. – Przecież on ma wiarę – moglibyśmy powiedzieć. Zdają się to potwierdzać również słowa autora natchnionego, który po odpowiedzi Jezusa, że syn dworzanina żyje, informuje: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem.
A jednak dalszy fragment pokazuje, że dworzanin nie wierzy jeszcze w pełni. Gdy słudzy wychodzą, informując go o uzdrowieniu syna, ten upewnia się, o której godzinie mu się poprawiło. Jeśli znamy Biblię szerzej, wiemy, że postawy pełnej wiary i zaufania, takich dodatkowych dowodów nie potrzebują. To, jak niedoskonała była wcześniej wiara dworzanina, widzimy jeszcze wyraźniej, gdy czytamy werset 53: Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina.
I po przeczytaniu tego zdania wróćmy jeszcze raz do zdania, od którego rozpoczęliśmy rozważanie: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. Właśnie! Widzimy tutaj bardzo wyraźnie, jak słaba jest duchowa kondycja człowieka, jak trudno jest człowiekowi naprawdę „przyjąć wiarę”. Jezus ubolewa nad tym, ale z drugiej strony doskonale ten fakt rozumie i akceptuje, skoro buduje wiarę współczesnych właśnie przez znaki i cuda.
Na podstawie tego fragmentu możemy mówić o dwóch etapach wiary. Pierwszy etap: Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział, to etap, na którym jest większość z nas. Nie każdy doświadczył cudu, ale na podstawie nauczania Kościoła, lektury Biblii, wierzymy słowom. Z naszymi sprawami uciekamy się do Jezusa. I wydaje się, że taka wiara – choć niedoskonała – jest wystarczająca. Czy to do tego, żeby być gotowym na budowanie swojej wiary poprzez cuda, czy to do tego, by doświadczać rzeczywistości zbawienia, którą symbolizować może doświadczenie przez dworzanina uzdrowienie jego syna.
Dodajmy na koniec, że rzeczywistość cudu/zbawienia z jednej strony domaga się wiary (tej niedoskonałej), ale z drugiej strony buduje wiarę (tę dojrzałą i pełną).


[1] 46 Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. 47 Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. 48 Jezus rzekł do niego: «Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie». 49 Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko». 50 Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. 51 A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. 52 Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». 53 Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina. 54 Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale