W „Nowinach” ze środy 27 sierpnia 2008 r. ukazał się mój tekst dotyczący sklepu z legalnymi substytutami narkotyków, który w ciągu kilku miesięcy ma pojawić się w Rzeszowie. Legalna sprzedaż substancji odurzających kwitnie cały czas w internecie, a policja – dopóki poszczególne substancje nie zostaną wciągnięte na listę substancji zakazanych – nie może interweniować. To pokazuje po raz kolejny, że państwowe zakazy to walka z wiatrakami i wynika z nich zazwyczaj więcej zła niż dobra.
Zachęcam na początek do zapoznania się ze szczegółami artykułu oraz z licznymi komentarzami (które notabene nie są szczególnie budujące). Dla mnie absolutnie oczywiste są dwie rzeczy:
1. Trzeba być człowiekiem podłym, by dorabiać się na sprzedawaniu ludziom środków odurzających. Zwłaszcza jeśli się to robi w sposób tak wyrafinowany, a z drugiej strony bezczelnie otwarty, jak firma z Manchesteru, której właściciele zapowiadają otwarcie, że jeśli dana substancja zostanie zakazana, już następnego dnia pojawi się jej legalny substytut.
2. Jednak jest dla mnie równie jasne, że zabranianie komukolwiek rozprowadzania takowych substancji jest zupełnie bez sensu. Po pierwsze dlatego, że jest nieskuteczne – co pokazuje przykład sklepu z Manchesteru. Można zabraniać poszczególnych substancji, ale w pewnym momencie doszlibyśmy do całkowitego absurdu. Poza tym zakazywanie nakręca czarny rynek, który po pierwsze pozwala się dorabiać dealerom i innym czarnym charakterom, przy tym nie ma żadnej kontroli nad towarem i można nim manipulować, sprzedając jakieś podejrzane substancje. Po drugie dlatego, że jest zwyczajnie niemoralne, bo państwo nie ma żadnego prawa, by zabraniać sprzedawania czy kupowania czegokolwiek.
Natomiast jeśli coś może uchronić młodych ludzi przed zetknięciem się z narkotykami to na pewno nie państwo, tylko silna rodzina, tylko wychowanie do wartości, tylko ciepły, bliski kontakt z rodzicami. Wiem o tym doskonale, bo dzięki moim rodzicom bez żadnych problemów wytrwałem do 18 roku życia bez alkoholu, papierosów czy innych używek. W zasadzie pierwszy alkohol wypiłem w wieku 20 lat. Innych z wymienionych używek nigdy nie próbowałem. Podobnie moi bracia, ale również moja Żona (wychowana przecież w innej rodzinie). Jeśli rodzice naprawdę kochają swoje dzieci, świadomie przeżywają swoje rodzicielstwo, nie tracą kontaktu z dziećmi, to takie rzeczy można pokonać nawet bez większych zakazów, po prostu poprzez przekazanie wartości. Jeśli natomiast rodzina będzie słaba, to państwo przed niczym nikogo nie jest w stanie ochronić, a efekty tej państwowej „ochrony” mogą okazać się tragiczne.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)