Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera
248
BLOG

Oj co się dzieje?! ALARMUJĄCE DONIESIENIA z dwóch skrajnie różnych branż: medycznej i IT.

Tymczasowe konto Peacemakera Tymczasowe konto Peacemakera Polityka Obserwuj notkę 2

Ostatnio pisałem głównie o szaleństwach Tuska, Żurka i innych "siłowników" tego rządu. Pisałem o tym, bo ten temat jest najważniejszy - jeśli ta ekipa zniszczy prawne podstawy naszego państwa i moralne podstawy naszego społeczeństwa, to będziemy mogli tylko odliczać godziny do upadku RP (jak za czasów Targowicy). Ale dziś nie skomentuję tego, że przestępca polujący na Zbigniewa Ziobro od wczoraj zaczął także uganiać się za Mateuszem Morawieckim, Mariuszem Błaszczakiem, Łukaszem Szumowskim i Janem Krzysztofem Ardanowskim. Cóż tutaj dodać? Mogę tylko powtórzyć moją naprawdę bardzo życzliwą radę dla wszystkich wyborców obecnej koalicji rządzącej: jeśli nie wszystko, co robi obecny rząd Ci się podoba i jeśli masz jakąś osobę "po pisowskiej stronie" na relacjach z którą Ci zależy, to już dziś pędź biegiem do tej osoby, aby powiedzieć że wprawdzie głosowałeś / głosowałaś na tę koalicję, ale z takim i z taki i jeszcze z takim działaniem się nie zgadzasz. Skąd ten pośpiech? Bo ta ekipa w szaleńczym pędzie zmierza do momentu w którym nikt przyzwoity nie będzie miał już ochoty z tobą rozmawiać nie tylko o polityce, ale na jakikolwiek temat. Staniesz się dla nich tym samym czym byli kolaboranci najgorszych reżimów: hitlerowskiego i stalinowskiego. Jeśli nie wiesz o czym mówię, to przeczytaj koniecznie artykuł: "Krzysztof Kwiatkowski nieprawomocnie skazany. A ja głupi zastanawiałem się..." 

https://www.salon24.pl/u/peacemaker2/1475077,krzysztof-kwiatkowski-nieprawomocnie-skazany-a-ja-glupi-zastanawialem-sie 

Ale jak wspomniałem na wstępie nie o tym będę dzisiaj pisał. Bo gdy ekipa rządząca ugania się to za jednym, to za drugim, trzecim, czwartym... politykiem opozycji, to inne sprawy w państwie leżą odłogiem. Jak wspomniałem niedawno, na kanwie geostrategicznej Polska właśnie ponosi największą klęskę od czasów Drugiej Wojny Światowej: w Genewie trwają negocjacje mające ustalić geopolityczny kształt nie tylko Ukrainy i Rosji, ale całego rejonu, w tym przede wszystkim Polski (jako "kraju przyfrontowego") po wojnie ukraińskiej, a NAS TAM NIE MA, bo Tusk z Sikorskim zamiast skonsumować dla dobra Polski dorobek Morawieckiego i Błaszczaka w tej wojnie woleli rozpocząć wojnę nie tylko z nimi, ale także z Prezydentem US Donaldem Trumpem i politykiem który ma z nim najlepsze relacje - Prezydentem RP Karolem Nawrockim. Więc skoro nawet w przestrzeni międzynarodowej ten rząd ma takie "sukcesy", to co musi się dziać w kraju? Szczerze wyznam, że nie mam informacji "z pierwszej ręki" co się dzieje na przykład w rolnictwie, budownictwie, górnictwie, przemyśle takim siakim i owakim. Z mediów dochodzą do mnie doniesienia, że dzieje się źle (zwłaszcza w rolnictwie), ale doniesienia medialne to za mało, aby o tym pisać. Ponieważ jednak ja pracuję w branży informatycznej, a moja Żona w służbie zdrowia, to mamy od groma znajomych zarówno wśród programistów, administratorów i innych pracowników branży IT jak i wśród lekarzy, pielęgniarek, położnych, farmaceutów i innych pracowników służby zdrowia. I co oni nam mówią? Że jest TRAGICZNIE... TAK ŹLE JESZCZE DOTĄD NIE BYŁO. 

Sytuacja w służbie zdrowia

Od znajomych słyszymy, że na naszym, łódzkim podwórku dzieje się bardzo źle. Szpital położniczo-ginekologiczno-neonatologiczny im. M. Madurowicza ma zostać zlikwidowany lub przekształcony w zakład opiekuńczo-leczniczy, ze względu na problemy finansowe. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że kilka razy do roku będziemy mieli falę zgonów wcześniaków. Dlaczego, skoro w Łodzi jest jedno z najlepszych w Polsce Centrum Zdrowia Matki Polki ze wspaniale wyposażonym Oddziałem Wad Wrodzonych i Patologii Noworodka? Bo ten oddział nie jest z gumy - stworzono go po to, aby przyjmować same najcięższe przypadki, które w innych szpitalach skazane by były na śmierć. Ale liczba porodów - choć niestety w naszym kraju spada - nie jest wartością rozkładającą się równomiernie. Każda szanująca się położna powie, że są czynniki przyrodnicze, które powodują nagły wzrost liczby porodów, w tym także porodów przedwczesnych: fala upałów, przesilenie wiosenne, pełnia księżyca. A co się dzieje jeśli na przykład fala upałów wypadnie w okolicach przesilenia wiosennego? Wtedy mają taki wysyp przedwczesnych urodzeń, że we wszystkich szpitalach pediatrycznych zaczyna brakować inkubatorów, respiratorów, c-pap'ów, pomp infuzyjnych i innego sprzętu do ratowania i podtrzymywania życia wcześniaków. Wtedy zdarzają się sytuacje takie jak u mnie, że jeden z Bliźniaków został przewieziony do "Matki Polki", a drugi do "Madurowicza" choć obaj przyszli na świat dzień wcześniej w "Rydygierze" (nota bene ten szpital też już został zlikwidowany), bo w "Matce Polce" kończyły się już respiratory, więc dziecko w lepszym stanie przewieziono do "Madurowicza". A jeśli zlikwidują też "Madurowicza"? To w takiej sytuacji lekarze będą mieli trudny wybór: które dziecko ratować, czy to w gorszym stanie, które na innym oddziale na pewno nie przeżyje, czy to w lepszym stanie, którego szanse uratowania są większe i które poradziłoby sobie na innym oddziale, gdyby taki był. Oczywiście wieści z "Madurowicza" budzą trwogę wśród pracowników "Matki Polki" a tym bardziej w szpitalu WSSz im. M. Pirogowa pod który to szpital "Madurowicz" podlega. Bo przecież zamknięcie dużego szpitala oznacza tąpnięcie na rynku pracy - oznacza kilkaset osób z jednej, mocno "hermetycznej" branży poszukujących zatrudnienia. W "Matce Polce" boją się zwolnień lub zmiany umów na mniej korzystne (bo "jest wielu kandydatów na twoje miejsce"). W "Pirogowie" od dawna szaleje likwidator, a ordynatorowie oddziałów i kierownicy / kierowniczki działów nawet nie kryją się z mobbingiem, który zdaniem pracowników jest przygotowaniem gruntu pod zwolnienia ("no tak, sami widzicie jaka ona jest beznadziejna, przez kilka ostatnich miesięcy non-stop musiałam ją za coś opieprzać"). Tylko problem jest taki, że jak się pozwalnia ludzi, to w tej naszej służbie zdrowia, w której i tak na procedury medyczne czeka się niekiedy rok kolejki jeszcze bardziej się wydłużą. A co z nagłymi przypadkami, jak choćby wspomniane przeze mnie wcześniaki? Pandemia pokazała, że jeśli nie będzie odpowiednich rezerw sprzętowych i ludzkich, to wcześniaki będą umierać. Bo potrafię sobie wyobrazić, że przy "wysypie wcześniaków" szpital wyciągnie z magazynu stare inkubatory i respiratory, które już dawno powinny trafić na złom. Tylko jak z dnia na dzień zatrudnić na jeden miesiąc pięciu lekarzy i dwadzieścia pielęgniarek, bo nastąpił "wysyp"?

Ale zamknięcie Madurowicza to jeszcze nic. Najgorsze jest to, co lekarze po cichu słyszą od działu księgowości. Przede wszystkim kłamstwem jest to, co mówi Donald Tusk, że NFZ niby płaci za zabiegi planowe, nagłe i nadwykonania. Nie płaci nie tylko za nic z tych rzeczy, ale nawet wstrzymał wypłatę pieniędzy na konieczne terapie wykonywane wyłącznie w tych szpitalach bez których chorzy natychmiast umrą np.: karmienie dojelitowe. Jak szpitale radzą sobie z tymi problemami? Tak, jak mówi Krzysztof Stanowski: jedne wstrzymują przyjęcia pacjentów i przekładają zabiegi na styczeń, drugie organizują "zrzutki", trzecie biorą "chwilówki" (patrz film poniżej). A ja Wam zdradzę inną tajemnicę. Jaki był najtańszy sposób "kredytowania" działalności firm prywatnych w bandyckich czasach Balcerowicza? Z pieniędzy pracowników: albo się im nie wypłacało przez jakiś czas wynagrodzeń, albo się ich zatrudniało na czarno nie płacąc ZUS-u ani podatków. Ponieważ niewypłacenie wynagrodzeń odbiłoby się szerokim echem po kraju, więc szpitale potrącają z wypłat pracowników pieniądze na ZUS, ale nie przelewają je na ich konta ubezpieczeniowe, tylko finansują z nich bieżące procedury (a ZUS przymyka na to oko, aby zatuszować sprawę zapaści NFZ-u). Czy pamiętacie kto i kiedy ukrócił proceder defraudowania składek zdrowotnych pracowników (wtedy takie machlojki były domeną "prywaciarzy")? W 2006 roku zrobiła to Minister Finansów w rządzie PiS - Zyta Gilowska. Rząd Tuska przez dwa lata cofnął nas w rozwoju o jakieś dwie dekady! O innych sprawach nie będę się rozpisywał, bo pewnie już każdy słyszał o tym, że są plany zamykania co trzeciego szpitala powiatowego oraz koncepcje, aby masowo "zwijać" porodówki... i niech kobiety rodzą na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych... Rany Boskie, ŚREDNIOWIECZE! 

Więcej na ten temat w filmie Krzysztofa Stanowskiego: 

A tu ciekawostka: Stanowski ostrzegał przed tym już rok temu: 

Ochrona zdrowia zawsze robiła za "brzydkie kaczątko" które nigdy nie mogło wyrosnąć na pięknego łabędzia. Zawsze brakowało w niej pieniędzy, zawsze były za długie kolejki, zawsze rządzący narzekali to na zbyt małą liczbę lekarzy, to na ich zbyt wysokie oczekiwania płacowe... Zawsze chorych było za dużo, a pieniędzy, personelu i sprzętu za mało. I nie była to zawsze wina rządzących - w samej służbie zdrowia wytworzyły się takie patologiczne mechanizmy dojenia NFZ-u (np.: pacjent czeka miesiącami na pierwszą wizytę... a jak już jest wyleczony, to się go zapisuje na kilka niepotrzebnych wizyt kontrolnych przedłużając kolejkę oczekującym pacjentom... bo NFZ tyle samo płaci za wizytę kontrolną, co za trudne leczenie, a lekarz chce odpocząć i zarobić jednocześnie...) Niestety Polska straciła ogromną szansę przez to upadł rząd PiS w 2007 roku, a rząd PO nie chciał słuchać prof Zbigniewa Religi... przez to, że opozycja próbowała zniszczyć prof. Łukasza Szumowskiego który świetnie poradził sobie z pierwszą falą koronawirusa. Do prawdziwego zreformowania służby zdrowia potrzeba prawdziwego lekarza z prawdziwym autorytetem. Niestety jak tylko taki się pojawił na horyzoncie (Religa, Zembala, Szumowski) to albo rząd upadał, albo ów autorytet był niszczony... bo są takie kręgi, co będąc u władzy nie zrobią nic dobrego, ale za to będąc w opozycji robią dużo złego... ze zwykłej, podłej zazdrości. Ale to temat na osobny artykuł. 

Sytuacja w branży IT (informatycznej)

Natomiast branża IT od dekad uchodziła z kurę znoszącą złote jajo. Polscy programiści są świetni, zarobki konkurencyjne, co daje w sumie jakość produktu końcowego nieporównywalną z oprogramowaniem stworzonym w Indiach, a to wszystko za podobną cenę i w dużo krótszym czasie (pracowałem z Hindusami... to bardzo szlachetni, ambitni i pracowici ludzie, którzy gotowi są nauczyć się wszystkiego... ale zanim oni się nauczą, Polacy zdążą już skończyć robotę). Praca w branży IT była postrzegana jako tak atrakcyjna, że pojawiły się dziesiątki reklam naciągających "leszczów" bez przygotowania i predyspozycji, że jak zapłacą, to przez miesiąc zrobią z nich programistów. I w pewnym momencie to zaczęło się sypać. Dlaczego? Oficjalna plotka głosi, że to przez sztuczną inteligencję. Guzik prawda! Odkąd weszła AI moja praca stała się szybsza i łatwiejsza, bo mogę w minutę mieć tłumaczenie jakiejś instrukcji lub analizę trudnego fragmentu kodu - wcześniej pracowałbym nad tym cały dzień. Managerowie opowiadają, że to przez presję płacową z czasów rządów Morawieckiego staliśmy się nieatrakcyjni. To trochę prawda, ale nie do końca. Wyrosła nam konkurencja w Rumunii i innych krajach Europy Wschodniej, ale pozytywnych skutków "presji płacowej" jakoś nie poczułem w swoim portfelu. Może rzeczywiście płaci się więcej osobom rozpoczynającym pracę, ale dla tych co pracują już od lat przez ostatnie lata nie było żadnych spektakularnych podwyżek. Więc co się stało? Przede wszystkim uciekli klienci. Kryzys panie, kryzys. Duże firmy krajowe (np.: operatorzy sieci komórkowych) którzy wcześniej cały czas coś zamawiali teraz oszczędzają - wolą modyfikować oprogramowanie swoim małym zespolikiem IT niż zlecić tę pracę dużej firmie z zewnątrz (logiczne). Jeszcze większe firmy zagraniczne? Uciekły z polskiego rynku. Nie zdradzę żadnej tajemnicy, bo chyba każdy w tym kraju słyszał np.: o problemach Siemensa. Czasem trafi się jakieś zamówienia spoza UE np.: od angielskiego klienta. Więc pozostaje to, co kiedyś było "wisienką na torcie", czyli zamówienia z sektora "public". Ale zamówień od polskiego rządu i instytucji budżetowych też jest mało (paradoksalnie dobrze wspominam wczesne czasy "pierwszego Tuska": 2007 - 2012... zmieniali przepisy jak szaleni, a za tym szły zamówienia na modyfikację oprogramowania). Więc co pozostało? Jak za czasów RWPG zamówienia z ZSRR dziś pozostały nam zamówienia od Komisji Europejskiej... o które firmy biją się jak głodujący biedacy o ostatni bochenek chleba. Pewna duża polska firma programistyczna już zwolniła ponad 200 pracowników. Oprócz tych zwolnionych, jak zwykle w tej sytuacji znaleźli się także i tacy, co widząc początki zwolnień sami wzięli nogi za pas... i wygrali los na loterii. Bo kto wtedy znalazł nową pracę, ten wygrał. Wtedy można było jeszcze zmieniając pracę wynegocjować pensję ciut wyższą od tej u wcześniejszego pracodawcy. Po tej fali zwolnień średnia zarobków proponowanych w ogłoszeniach jest o około 30% niższa od średniej zarobków w branży na podobnych stanowiskach... a i tak kandydatów bywa po kilkunastu lub kilkudziesięciu na jeden etat. Miałeś chamie złoty róg! 

Czy reforma PIP (radykalne ograniczenie samozatrudnienia) zabije branżę IT i szpitale jednocześnie? 

I teraz informacje NAJGORSZE - absolutnie z pierwszej ręki. Otóż firmy programistyczne drżą ze strachu, bo rząd zapowiedział reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Miałaby ona zyskać uprawnienia do samodzielnego zmieniania umów cywilnoprawnych na umowy o pracę bez ścieżki sądowej, jeśli tylko stwierdzi, że samozatrudnienie jest pozorne i ktoś niby współpracujący z firmą jako "samodzielna działalność gospodarcza" tak naprawdę wykonuje pracę etatową. Ale to jeszcze nic! Otrzymałem informację, że beneficjenci pozornego samozatrudniania (czyli zarówno pracownicy na "działalności gospodarczej" jak i firmy które miały zawarte z nimi kontrakty zamiast umów o pracę) mieliby wyrównać ZUS-owi i Urzędowi Skarbowemu różnicę we wpływach z trzech ostatnich lat. Ponoć wcześniej były zakusy, że miało to być nawet pięć lat, ale rząd łaskawie zgodził się zmniejszyć zakres działania prawa wstecz do trzech lat. Trudno sobie wyobrazić panikę z tym związaną, bo przecież pracownicy branży IT to nie tylko mistrzowie kreatywności w programowaniu, ale także mistrzowie kreatywności w obchodzeniu danin publicznych. Bo skoro prawo nie odróżnia biednego malarza, pisarza lub muzyka, który tworzy dzieło miesiącami lub latami i sprzedaje je jednorazowo, z czego musi utrzymać siebie i rodzinę do momentu sprzedania kolejnego dzieła od bogatego programisty, który swoje "dzieła" sprzedaje korporacji co miesiąc bez względu na to czy ma zapieprz czy siedzi na "benczu" czekając na projekt, to dlaczego nie skorzystać z tej luki w prawie i nie zastosować zwiększonych kosztów uzyskania przychodów, czyli ulgi dla twórców? A skoro państwo stworzyło taki system, że bardziej opłaca się założyć fikcyjną "działalność gospodarczą" i zarabiać zdecydowanie więcej niż przy normalnym opłacaniu pracowniczych składek ZUS, to czemu nie??? Przecież to jest całkiem legalne. I teraz ma się to nie tylko ukrócić, ale trzeba będzie oddać zysk z trzech lat (zarówno pracownik, jak i oszczędzająca na nim firma), bo prawo zadziała wstecz. Cóż... mam przy tej okazji tak mieszane uczucia, jak ktoś, kogo znienawidzona teściowa zabiła się wjeżdżając pod pociąg jego ukochanym samochodem. Bo z jednej strony zmiana ta (o ile wejdzie w życie w tej postaci) najbardziej uderzy po kieszeni najlepiej zarabiające "korpoludki" na stanowiskach managerskich, czyli ŻELAZNY ELEKTORAT TUSKA - takie typowe "Jagodno" i "Wilanów" itp... Dlatego mam złośliwą satysfakcję. A z drugiej strony może ona uderzyć także w naszą firmę... tak uderzyć, że nie wiadomo czy ona przetrwa taką zawieruchę. A przecież na takim obejściu systemu ZUS-owskiego zarabiały nie tylko firmy IT, ale także szpitale. Czy one też oberwą po kieszeni? Trzeba więc zadać sobie pytanie: 

Dlaczego Donald Tusk to robi?  

Oczywiście nie chodzi o banalną odpowiedź "bo mu się pieniądze w budżecie skończyły". Dlaczego uderza w swój żelazny elektorat dużo mocniej, niż zrobił to "Polski Ład" wprowadzony przez rząd Mateusza Morawieckiego... i później dwukrotnie poprawiany... właśnie po to, aby za mocno nie przywalić tzw... "klasie średniej", która może nie jest w większości elektoratem PiS, ale tamten rząd rozumiał, że to samobójstwo. Zdanie które usłyszałem niedawno mówi wszystko:

"Bywały różne jaja, jak rządziły kaczory, ale takiego numeru, aby prawo działało wstecz i jeszcze kazano płacić za trzy lata do tyłu za to, co przed zmianą prawa było legalne, a po zmianie nie jest, to jeszcze nie było." 

Więc jak można interpretować intencje Donalda Tuska? Ja mam trzy teorie: 

  1. Donald Tusk postradał zmysły. Niestety to jest za piękne, aby było prawdziwe. Tusk jest bezwzględnym psychopatą i cynicznym kłamcą, ale nie jest wariatem. A szkoda, bo wtedy szybciej by się znalazł jakiś Stauffenberg, który by doszedł do wniosku, że szaleństwa "wodza" szkodzą interesom, więc trzeba coś z tym zrobić... 
  2. Donald Tusk liczy na głupotę elektoratu i "efekt kozy". Co to jest "efekt kozy"? A pamiętacie dowcip o narzekającym na biedę i ciasnotę w domu Żydzie, któremu rabin kazał kupić kozę i trzymać ją wraz z żoną i gromadą dzieci w tym ciasnym domku? Gdy po miesiącu rabin kazał mu sprzedać kozę, to chłopina tak się ucieszył, że na nic już nie narzekał. Więc możliwe że Tusk celowo tak straszy branżę koniecznością opłacania ZUS-u trzy lata wstecz (co przy średnich miesięcznych dochodach brutto "kontraktowców" rzędu 20 tys PLN i więcej stanowi ogromną sumę), bo liczy na to, że jak z tego pomysłu się wycofa, to głupie lemingi będą się cieszyć... choć bezpowrotnie stracą możliwość pracy na "samozatrudnieniu". Jest to prawdopodobne - pożyjemy, zobaczymy. 
  3. Donald Tusk jest już dogadany z Mentzenem w sprawie przyszłej koalicji KO - Konfederacja. Bo przecież elektorat Tuska nie stanie się nagle elektoratem PiS, tylko raczej przejdzie do Konfederacji. I w ten sposób Tusk powtórzy numer z 2023 roku (kiedy to w debacie jak zawodowy aktor udawał głupka, by zyskała "Trzecia Droga") i przegra wybory jako partia a jednocześnie wygra możliwość rządzenia jako koalicja blokująca stworzenie większości rządowej przez PiS. Moim skromnym zdaniem jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. 

Jeśli rzeczywiście sprawdzi się trzeci scenariusz, to znów będę miał mieszane uczucia. Bo z jednej strony lepsze to niż wywołanie przez Tuska wojny z Rosją... lub przekształcenie ponad 40% Polaków w nazistowski motłoch kierujący się wyłącznie nienawiścią do PiS-u. A po szaleństwach Żurka Tusk ma tylko te trzy możliwości: albo tak omami Polaków, by z nienawiści do PiS-u dali mu samodzielne rządy na drugą kadencję, albo wejdzie w koalicję z Konfederacją, albo odwoła wybory z powodu wojny lub stanu wojennego - utrata władzy to dla niego śmierć, odsiadka lub dożywotnia banicja. Ale z drugiej strony każdy rok i miesiąc trwania Tuska u władzy to czas niszczenia Polski, marnowania szans geostrategicznych i rozwojowych, odkładania na później przygotowań do ewentualnej konfrontacji z Rosją i mamienia Polaków hasłami typu "Jude raus!" tylko w bardziej brutalnej formie "J*bać PiS!". Więc oby jednak spełnił się ten najmniej prawdopodobny, pierwszy scenariusz, Tusk stracił rozum do reszty i wprowadził przepisy z płaceniem za trzy lata wstecz tak brutalnie, aby jego dawny elektorat nie tylko porzucił KO, ale nawet nie godził się na żadną koalicję KO - Konfederacja. A że firma w której pracuję upadnie? Hmmm... znów mi się przypomina dowcip... stary, PRL-owski, z kabaretu Jana Pietrzaka. "Rabbi, czy mogę u ciebie zostawić na przechowanie 100 dolarów". "A nie możesz ich wpłacić do banku?" "A jak ten bank upadnie?" "Ten bank nie upadnie, bo całe państwo gwarantuje jego wypłacalność." "A jak to państwo upadnie?" "PRL nie upadnie, bo cały system państw socjalistycznych mu to gwarantuje." "A jak ten system upadnie?" "A jak ten system upadnie to co, tobie sknero będzie tych głupich stu dolarów szkoda?"... I tym optymistycznym akcentem zakończmy ten smutny artykuł. 

Post Scriptum

"Konkret numer jeden. Zniesiemy limity w NFZ-cie dla szpitali. Już nikt nigdy nie będzie odesłany ze szpitala dlatego, że skończyły się limity." - Bartosz Arłukowicz

Jak ktoś nie wierzy, to tu jest film: https://www.facebook.com/reel/833163076270978 Ot tak wpadł mi w ręce już po publikacji artykułu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka