Takie se tam...
Piszem bo chcem
0 obserwujących
54 notki
16k odsłon
  78   0

Człowiek w lustrze

Uciekamy od bałaganu prawdziwego życia marząc o ich popularności. Chcemy przyciągnąć

widownię, by z podziwem śledziła wspaniały film o naszej codzienności. Staramy się

dopasować do spojrzenia wyimaginowanej kamery – w każdym momencie jesteśmy

świadomi tego, jaką postawę przyjmujemy, jaką odzież zakładamy, jakie słowa

wypowiadamy. Zastanawiamy się, jak zareaguje nasza publiczność. Kultura celebrycka

nauczyła nas niemal nieświadomego kreowania osobistych scenariuszy. Zaszczepiono nam

sposoby mówienia i myślenia, które rażąco wypaczają nasze stosunki z otaczającym

światem. Zdaniem pisarza Neala Gablera kultura celebrycka nie tyle połączyła

konsumpcjonizm z religią, co umożliwiła przejęcie religii przez konsumpcjonizm.

Jackson panicznie bał się procesu starzenia. Wierzył, że zdoła poddać kontroli rasę i płeć.

Operacje plastyczne i żeńskie hormony pozwoliły mu na dokonanie radykalnej

transformacji – z afroamerykańskiego mężczyzny zamienił się w androgynicznego upiora o

kredowej twarzy. I chociaż to przesuwanie granic miało w jego przypadku postać

ekstremalną, to powielał praktyki będące rutyną wielu Amerykanów. W 2011 roku w

Stanach Zjednoczonych przeprowadzono 12 milionów zabiegów z zakresu chirurgii

plastycznej. Wykonywano je, ponieważ większość ludzi – bogatych i biednych, sławnych i

nieznanych – nauczono postrzegać siebie jako zbywalne produkty konsumpcyjne. Nie mają

przyrodzonej wartości. Muszą wyglądać bajecznie i żyć pośród bajecznej scenografii.

Muszą zachować młodość. Muszą odnieść finansowy sukces. Cel uświęca środki.

Nihilizm moralny naszej kultury udziela zgody na podglądanie upokorzeń, cierpienia i

słabości bliźnich. Wykształcenie, potrzeba budowania społeczności, uczciwość, otwartość i

szczodrość to cechy, które sprawią, że zostaniesz wyśmiany i wyeliminowany z reality

show. Zawodnicy konkurujący o nagrody pieniężne i szansę na ulotną sławę głosują za

usunięciem niechcianych przeciwników. W napisach końcowych każdego odcinka Top

Model Ameryki zdjęcie kobiety wyrzuconej z programu znika z grupowego portretu

uczestników. W oczach telewidzów przegrani stają się nikim. Celebryci, którzy nie generują

wokół siebie szumu – pozytywnego lub negatywnego – zwyczajnie ulatniają się. Według

pomysłodawców tych teleturniejów życie jest brutalnym światem rywalizacji i nieustannej

pogoni za poklaskiem i zainteresowaniem – sprowadza się ono do poniżania tych, którzy

nam się sprzeciwiają. Wygrani są najlepsi. Przegrali zasługują na wymazanie.

Tych, którzy ponoszą porażkę, są biedni lub uznawani za brzydkich, poniża się i wyśmiewa.

W kulturze towarowej istoty ludzkie są wykorzystywane, zdradzane i odrzucane. Jackson

był jedną z nich, chociaż po śmierci doświadczył celebryckiego zmartwychwstania.

Sprzedaż jego muzyki odnotowała wzrost, co z pewnością sprzyjało wynikom finansowym

nowej firmy nagraniowej jego ojca – Joe Jackson nie omieszkał jej zareklamować podczas

publicznych imprez ku pamięci syna. Współczucie, kompetencje, inteligencja i solidarność

to atuty bezużyteczne, gdy ludzie są towarem. Anonimowi nieudacznicy, którzy nie

zarabiają kroci na Wall Street, zasługują na swój żałosny los.

W naszej kulturze dominuje kult własnego ja. Łączy on w sobie klasyczne cechy

psychopatów: powierzchowny urok osobisty; megalomanię; nieustanne poszukiwanie

podniet; skłonność do kłamstw, oszustw i manipulacji; brak poczucia winy. Jackson – ze

swoimi pozorowanymi małżeństwami i podejrzanymi kontaktami z chłopcami – ucieleśniał

wszystkie te cechy. Składają się one także na etykę promowaną przez korporacje. To etyka

drapieżnego, nieskrępowanego kapitalizmu. To błędne przekonanie, że osobisty styl i

rozwój – mylone z indywidualizmem – są tożsame z demokratyczną równością. To

gloryfikacja wizerunku. Treść nie ma znaczenia.

W kulcie własnego ja mamy prawo zdobyć wszystko, czego zapragniemy. Nakaz zdobycia

majątku i sławy usprawiedliwia każdą podłość – nawet deprecjonowanie i niszczenie osób z

najbliższego otoczenia. Majątek i sława stają się swoim własnym uzasadnieniem i

moralnością. To właśnie ta etyka dała nam banki i domy inwestycyjne z Wall Street, które z

premedytacją zdruzgotały gospodarkę kraju, skradły pieniądze dziesiątkom milionów

drobnych akcjonariuszy, którzy inwestując w papiery wartościowe, myśleli o sfinansowaniu

swoich emerytur lub edukacji swoich dzieci. Szefowie korporacji, którzy niczym

triumfatorzy reality show kłamali i sterowali innymi, aby zwyciężyć, zgarnęli setki milionów

dolarów w postaci rekompensat i premii. Etyka Wall Street to etyka celebrycka.

Medialny cyrk wokół śmierci Jacksona jest przykładem naszej zbiorowej ucieczki w iluzję.

Obsesja na punkcie ciekawostek z jego życia przesłania rozpacz, bezsens i pustkę naszej

egzystencji. Pozwala też odwrócić uwagę od moralnych pytań, które rodzi nierówność

społeczna, korupcja polityczna, wojny imperialne, rozkład gospodarczy i destrukcja

środowiska. W szalonej pogoni za statusem, bogactwem i sławą zatraciliśmy nasze dusze.

Sława celebrytów maskuje tożsamość tych, którzy sprawują prawdziwą władzę —

korporacji i elity oligarchicznej. Zanurzeni w ekonomicznym i politycznym bagnie, w

przededniu zapaści, która spowoduje więcej niedoli niż Wielki Kryzys, jesteśmy

kontrolowani i rozpraszani przez cienie na ścianie jaskini Platona. Fantazje kultury

celebryckiej nie służą jedynie rozrywce. Mają na celu wyczerpać nas emocjonalnie;

zaburzyć tożsamość; przekonać o tym, że winę za nasze indywidualne i zbiorowe położenie

ponosimy my sami; uwarunkować nas, byśmy uganiali się za komercyjnie zdefiniowanym

„szczęściem”; odwieść nas od buntu. I ostatecznie tym była transmisja z ostatniego,

pośmiertnego występu Michaela Jacksona – tandetnym widowiskiem zagłuszającym

skowyt wygłodniałego wilka, który czeka na nas przy wyjściu.


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale