Romuald Szeremietiew Romuald Szeremietiew
260
BLOG

Krok po kroku trzeba iść do przodu

Romuald Szeremietiew Romuald Szeremietiew Bezpieczeństwo Narodowe Obserwuj temat Obserwuj notkę 20

image

Rozmowa z prof. Romualdem Szeremietiewem


Długo trzeba było czekać, zanim amerykański Kongres zdecydował się wesprzeć Ukrainę kolejną transzą finansową w wysokości blisko 61 mld dolarów. Sytuacja na froncie nie jest najlepsza?

– Rzeczywiście trwało to długo, ale zdaje się sytuacja wewnętrzna w Stanach Zjednoczonych komplikuje podejmowanie takich decyzji. Toczy się kampania prezydencka przed listopadowymi wyborami i napięcia, jakie są między kandydatami – urzędującym prezydentem Joe Bidenem i ubiegającym się ponownie o prezydenturę Donaldem Trumpem – przekładają się również na sprawy, które toczą się w Kongresie. Finalnie jednak te pieniądze będą i oby pomogły Ukraińcom w walce z rosyjskim najeźdźcą.

Różni eksperci, np. gen. Ben Hodgest, ostrzegają przed nadmiernym tryumfalizmem i twierdzą, że zanim amerykańska broń trafi na Ukrainę, minie trochę czasu, który Rosja może wykorzystać i przyspieszyć ofensywę?

– Oczywiście przy założeniu, że Rosja rzeczywiście potrafi taką ofensywę przyspieszyć, niezależnie od tego, czy w ogóle ma możliwości, żeby ją przygotować. Pamiętajmy, że rosyjskie ofensywy w przeszłości polegały na tym, że na frontu rzucano duże ilości żołnierzy – masę ludzką, która miała nacierać. Charakterystyczne dla Rosjan zawsze było to, że nie liczono się ze stratami, a żołnierze to było przysłowiowe mięso armatnie. Rosyjscy dowódcy wojskowi działali właśnie w ten sposób. Tymczasem Władimir Putin dzisiaj zdaje się ma kłopot z zebraniem odpowiedniej liczby sołdatów, dlatego nie jestem pewny, czy mobilizacja będzie zgodna z zapotrzebowaniem i oczekiwaniami Kremla.

Podobno Rosjanie miesięcznie mobilizują 25 tys. żołnierzy.

– To znaczy, że w ciągu 10 miesięcy Rosja może zmobilizować 250 tys. żołnierzy. Zważając na okoliczności i liczbę mieszkańców Rosji, nie jest to jakaś porywająca liczba.

Ukraina – jak ostatnio napisała Agencja Reutera – obok problemów z bronią i amunicją ma jeszcze większe problemy kadrowe niż Rosja?

– To prawda. Wynika to m.in. z błędu, jaki popełnił prezydent Wołodymyr Zełenski, kiedy nie posłuchał rad doświadczonego dowódcy gen. Wałerija Załużnego, który domagał się, żeby na Ukrainie przeprowadzić mobilizację. Tego – jak wiemy – nie zrobiono, co więcej, gen. Załużny został zdymisjonowany z funkcji naczelnego dowódcy sił zbrojnych Ukrainy, a jego miejsce zajął gen. Ołeksandr Syrski. Biorąc pod uwagę straty, jakie ponosi Ukraina, stan posiadania zasobów ludzkich w armii może się okazać za mały. Warto pamiętać, iż inne siły są potrzebne do obrony, a inne, dużo większe, do ataku.

Ostatnio dużo się mówi o tym, że Rosja, jeśli nie zostanie skutecznie zatrzymana na Ukrainie, pójdzie dalej. Hamulcem dla Kremla mogłaby być amerykańska broń jądrowa w Polsce w ramach programu odstraszania „Nuclear Sharing”, o czym mówił prezydent Andrzej Duda?

– Sytuacja chyba dojrzała do tego, żeby tego typu ładunki jądrowe zostały rozmieszczone na terytorium Polski w ramach programu „Nuclear Sharing”. Tym bardziej że Putin zdaje się zainstalował głowice jądrowe na terenie Białorusi, z pewnością są one także w obwodzie królewieckim, nazywanym przez Rosjan w nawiązaniu do zbrodniarza katyńskiego Kalinina, kaliningradzkim. Jeśli zapadłaby decyzja o rozmieszczeniu na terenie Polski głowic jądrowych, byłoby to sensowne i korzystne rozwiązanie.

Jakie są szanse, żeby taką broń umieścić w naszym kraju i jak mogłaby na to zareagować Rosja?

– Zdanie Rosji nie ma tu znaczenia. Ponadto jak mogłaby zareagować?

Pamiętamy, jak Donald Tusk przestraszył się słów Putina, i wbrew stanowisku prezydenta George’a Busha zrezygnował, a de facto utopił na długi czas program budowy tarczy antyrakietowej w Polsce?

– Donald Tusk tańczył i tańczy do innej melodii wygrywanej z Berlina. Niemcy w swojej strategii bezpieczeństwa narodowego mówią wyraźnie, że Europa rozszerzy swoją strefę bezpieczeństwa na całą Ukrainę, Gruzję i Kaukaz. Jak widać, inne treści się pojawiały w berlińskich głowach.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w reakcji na wywiad prezydenta Andrzeja Dudy i gotowość uczestniczenia Polski w programie „Nuclear Sharing” podkreślił, że Rosja podejmie niezbędne kroki, aby zapewnienić sobie bezpieczeństwo, co więcej, mówił też o krokach odwetowych.

– To jest typowa retoryka Moskwy, która grozi, próbuje straszyć, zrażać inne państwa do podejmowania tego typu decyzji. To jest stara gra rosyjska – mianowicie, jeśli nic nie można zrobić, to przynajmniej trzeba dużo i głośno mówić, straszyć itd. Tego typu słowami Pieskowa nie należy się przejmować. A ponad w doktrynie rosyjskiej jest zapis o możliwości użycia broni jądrowej przeciwko krajowi, który takiej broni nie posiada. Natomiast to, co jest rzeczywiście niebezpieczne, to równanie, jakie może się pojawić, jeśli chodzi o zależności Wschód – Zachód. Otóż w różnych wypowiedziach wskazywałem, że zawsze istniała wielka chęć współpracy między Niemcami i Rosją. Z czasem ta współpraca się kończyła i przekształcała w formę agresji Niemiec na Rosję bądź Rosji na Niemcy. Jest taka wypowiedź Lenina, który w okresie Rapallo, kiedy Rosja bolszewicka porozumiała się z Republiką Weimarską, mówił, że burżuazyjne rządy Niemiec nienawidzą bolszewików, ale sytuacja międzynarodowa – czy chcą, czy nie – popycha ich w kierunku pokoju z Rosją sowiecką. Mówił też, że Niemcy będą głównym wrogiem Rosji, kiedy ta zechce przekształcić Europę związek komunistyczny wyzwolonych narodów. Później – jak wiemy – pojawił się Adolf Hitler ze swoim projektem budowy na Wschodzie przestrzeni życiowej dla narodu niemieckiego. Okazało się, że porozumienie Ribbentrop-Mołotow, a de facto Hitler- -Stalin z sierpnia 1939 roku, to była tylko zasłona przed uderzeniem Niemiec na Rosję. Z drugiej strony Stalin też przygotowywał się do uderzenia na Niemcy, chcąc zrealizować wspomniany leninowski plan. Jednak to Hitler wyprzedził Stalina i zaatakował pierwszy.

A dzisiaj?

– Dzisiaj sytuacja jest następująca, otóż wygląda na to, że po pierwsze, Niemcy doszli do wniosku, że dalsza współpraca z Rosją będzie bardzo trudna i niekorzystna dla nich, biorąc pod uwagę zaborczą politykę, jaką prezentuje Moskwa. Trudno bowiem nadal popierać Putina, który niszczy i morduje Ukraińców, oraz dążyć do tego, że Ukraina ma się poddać. Po drugie, wojna na Ukrainie pokazała, że tak naprawdę Rosja jest bardzo słaba, a to oznacza, że nie należy się z nią specjalnie liczyć. Myślę, że stąd wzięło się to, że Niemcy nagle nabrali wiatru w żagle i oto do Warszawy przyjeżdża szef Bundeswehry gen. Carsten Breuer i spotyka się z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesławem Kukułą, po czym ambasador Niemiec w Polsce Viktor Elbling na platformie X przekazuje, że Niemcy przejmują odpowiedzialność za wschodnią flankę NATO. W tle jest strategia, o której wspomniałem, co wskazuje, że Niemcy doszły do wniosku, że są w stanie zbudować swoją siłę, korzystając z maski europejskiej i nie muszą się już liczyć z Rosją. Natomiast partnerem dalekosiężnym Berlina, jeśli chodzi o budowanie pozycji hegemona w świecie, będą Chiny.

Kanclerz Olaf Scholz gościł niedawno w Chinach.

– Tak, ale chyba niewiele załatwił, a przynajmniej nie to, na co liczył. Rosja przestaje być partnerem, przestaje się liczyć w optyce Berlina. To z kolei może spowodować tylko jedno, mianowicie reakcję Moskwy, która może próbować się zemścić na Niemczech, a Polska może niejako przy okazji oberwać. Jeśli chodzi o położenie geopolityczne, to jesteśmy po drodze w jedną i w drugą stronę. Wciąż nie mamy silnej armii, której budowę rozpoczął rząd Zjednoczonej Prawicy. Nie sądzę, żeby po zmianie władzy nowy szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz taką silną armię chciał budować i czy w ogóle potrafi to zrobić. Jak widać, sytuacja jest dość skomplikowana, pojawia się szereg niewiadomych i trudno powiedzieć, jak to się wszystko skończy.

Jeśli chodzi o program „Nuclear Sharing”, to wiadomo, jakie jest stanowisko Rosji, a jak Niemcy, nasz sojusznik, mogą zareagować na tę gotowość Polski?

– Broń jądrowa w Polsce z pewnością zwiększyłaby bezpieczeństwo nasze i państw wschodniej flanki NATO. Niewątpliwie rozlokowanie arsenału nuklearnego w Polsce nie jest na rękę Niemcom. Jeśli chodzi o broń jądrową, to w tej chwili jedynym państwem w Unii Europejskiej, które dysponuje tego typu arsenałem, jest Francja, która ma ok. 290 głowic jądrowych. Jest czwartym krajem pod tym względem na świecie, więcej mają tylko Chiny, ok. 500 głowic, Stany Zjednoczone niewiele ponad 5 tys. i Rosja też podobną liczbę. Gdyby głowice nuklearne pojawiły się na terytorium Polski – dodajmy, że broń ta byłaby oczywiście cały czas pod kontrolą Stanów Zjednoczonych – z pewnością skomplikowałoby to plany niemieckie. Dlatego sądzę, że proniemiecki rząd „koalicji 13 grudnia” nie będzie zabiegał o to, żeby Polska miała broń atomową.

Pytanie, jak długo potrwa ta niekorzystna dla Polski i Polaków sytuacja, jak długo będzie rządziła „koalicja 13 grudnia”?

– Dopóki będzie rządzić koalicja Tuska, dopóty będziemy mieć stagnację, zresztą nie tylko w tej dziedzinie. Jednak sprawa bezpieczeństwa Polski i Polaków jest, a przynajmniej powinna być, priorytetowa dla każdej władzy, niezależnie od tego, jaką opcję reprezentuje. Zdaje się, że będziemy musieli poczekać, ale też dążyć do zmiany władzy na taką, która będzie realizowała interesy narodowe Polski. To konieczność, zważywszy że bezpieczeństwo Polski i Europy Środkowej jest kluczowe. Mamy też koncepcję Trójmorza czy Międzymorza, a więc strefy bezpiecznej, która będzie w stanie przeciwstawić się naciskowi zarówno ze Wschodu, jak i z Zachodu. Koncepcja Międzymorza wcale nie odeszła w przeszłość, cały czas jest do zrealizowania, tylko mamy pewien przestój w tej sprawie. Wynika to ze zmian, jakie nastąpiły w Polsce, jeśli chodzi o czynnik rządowy. Jak wiadomo, Tusk reanimuje Trójkąt Weimarski, a więc skłania się ku Berlinowi i Paryżowi. Nie należy czekać z założonymi rękami na rozwój wydarzeń, tylko trzeba się zabrać do pracy. Oby tylko czas stracony nie trwał zbyt długo i żeby zniszczenia nie były zbyt wielkie i możliwe do odbudowania. Za nami wybory samorządowe, a przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego, a później, w przyszłym roku, wybory prezydenckie. Krok po kroku trzeba iść do przodu.

Dziękuję za rozmowę. Mariusz Kamieniecki

22 kwietnia 2024

Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/296848,krok-po-kroku-trzeba-isc-do-przodu.html



Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo