Słynny cytat z „Misia” o mierze możliwości przypomniał mi się dzisiaj, gdy usłyszałem o przypadku pani Nadji Benaissy z niemieckiego zespołu „No Angels”. Nie znam tego zespołu, bo jestem „stary grzyb” (jak o mnie pieszczotliwie mówi Bratowa), ale wystarczy włączyć dowolny niemiecki kanał telewizyjny, aby się przekonać o gustach muzycznych za Odrą.
Owa pani, świadomie zarażała swoich kochanków HIV-em. Można oczywiście zadać pytanie, czy to jest efekt wierzeń szamańskich, czy też zemsta na białej rasie za kolonializm i niewolnictwo.
Najciekawsza w tym przypadku jest, porównując panią Nadję z naszym swojskim Simonem Molem, różnica. Tu biedny uchodźca ze sfałszowanymi dokumentami, mieszkający w mieszkaniu komunalnym, znany jedynie w środowisku klubu „Le Madame”. Tam gwiazda popu zarabiająca miliony, przebierająca w facetach. Dużo jeszcze brakuje Polsce do Niemiec, aby przynajmniej afery z zarażaniem HIV-em mieć na odpowiednim, gwiazdorskim poziomie.
PS1. Czy pani Benaissa dostała nagrodę Antyfaszysty Roku lub coś w tym stylu?
PS2. Sama nazwa zespołu powinna odstraszać od kontaktów. "Nie Anioły" - to nie brzmi ciekawie. Ciekawe czego możnaby się spodziewać po bara-bara z wokalistką zespołu "Rura w dupie"?


Komentarze
Pokaż komentarze