0 obserwujących
97 notek
135k odsłon
  221   0

Lekcja antyklerykalizmu

Kredki były szczególnie ważne na tej lekcji. Przez pierwsze parę lat, gdy służyły wyłącznie do rysowania uśmiechniętych postaci z ogromnymi skrzydłami na plecach, kolor  przyborów miał znaczenie. Później chodziło już tylko o samo ich posiadanie. W ostatnich klasach podstawówki pełniły rolę amunicji. Czasami wyjątkowo ostrej.

Dziecko i ksiądz

Zeszyt i podręcznik postawione pionowo stanowiły osłonę dla głowy. Szczególnie cenną, gdy praktycznie z każdej strony nadlatywały nowe, wielobarwne pociski. Tę swoistą bitwę na kredki urządzaliśmy sobie regularnie na lekcjach religii. Ot, niewinne, szczeniackie wygłupy. Tydzień po tygodniu.

Po ukończeniu podstawówki zabawa na katechezach zamarła. Chociaż w nowej szkole wielu chciało kontynuować niechlubną tradycję, nie było takiej możliwości. Zajęcia z religii prowadziła siostra zakonna. Na jednej z pierwszych lekcji dowiedzieliśmy się, że – cytuję z pamięci, raczej ujmując, niż dodając:

Takie nic nie warte dzieci jak Wy stanowią obrazę dla Boga i Jego dzieła. Na szczęście żyjemy w czasach apokaliptycznych i Jezus niedługo zejdzie na ziemię, by raz na zawsze rozprawić się z takim elementem…

Po tych słowach, przez pozostałe 3 lata gimnazjum karnie rysowaliśmy aniołki (za krzywy uśmiech czy nierówną linię – ocena niedostateczna do dziennika) i pokornie wkuwaliśmy na pamięć kolejne zasady i modlitwy. To, czy rozumiemy ich treść – a w ogromnej większości nie rozumieliśmy – nikogo, a zwłaszcza siostry prowadzącej zajęcia, nie obchodziło. Nikt nie próbował zawalczyć o duszę dziecka targanego sprzecznymi emocjami wieku dojrzewania. Zamiast tego dowiadywaliśmy się, że jesteśmy diabłami, pomiotami, zbędnym złem.

W liceum było już na szczęście lepiej. Lekcje religii prowadził młody ksiądz. Początkowo zajęcia rzeczywiście były zajmujące – duchowny potrafił wymusić spokój i posłuch, w zamian oferując 45 minut naprawdę ciekawych rozważań. Pech jednak chciał, że po pierwszych kilku miesiącach zajęć, nasz nauczyciel miał bardzo poważny wypadek drogowy. Fizycznie, po kilkutygodniowej hospitalizacji, wyszedł z niego bez szwanku, jednak mentalnie był już zupełnie innym człowiekiem. Na pierwszej lekcji po swoim powrocie wyznał:

Są takie sytuacje, w których nawet kapłan zaczyna się poważnie zastanawiać.

Nigdy nie rozwinął tej kwestii. Od tamtej pory, na zajęcia przychodził jedynie formalnie – sprawdzał obecność, siadał za biurkiem i milczał. Całe 45 minut. W tym czasie wszyscy zajmowali się swoimi sprawami, odrabiali prace domowe, rozmawiali. Z czasem po sprawdzeniu obecności połowa klasy zaczęła wychodzić do domu.

Pewnego razu religię w liceum gościnnie poprowadzić miały o kilka lat starsze od nas dziewczyny z tzw. Oazy. Zapowiadała się ciekawa odmiana od standardowych trzech kwadransów nic-nie-robienia. Dziewczyny zaczęły zajęcia, które miały najprawdopodobniej na celu promować Ruch Światło-Życie wśród młodzieży przedmaturalnej, od prostego acz kontrowersyjnego pytania. Poprosiły bowiem, by rękę podniosły te osoby, które regularnie chodzą do kościoła. Następnie podzieliły klasę na dwie grupy, w ławkach po lewej stronie usadowiły osoby uczęszczające na msze, pozostałą część – po prawej. Po chwili przeznaczonej na przenosiny, prowadząca lekcję grupka młodych kobiet oficjalnie przywitała się jedynie z uczniami regularnie uczestniczącymi do kościoła. Na głosy protestu z prawej strony odpowiadając, że z niewierzącymi nie chcą mieć nic wspólnego. Nic dziwnego, że tą uwagą spora grupa poczuła się urażona. Protestującym dziewczyny jasno jednak oświadczyły, że nie można wierzyć w Boga nie chodząc do kościoła. Oburzonym radziły nawet, by skończyli udawać.

 

* * Zapraszam do dyskusji na Facebooku * *

 

Poza Kościołem

Kościół Katolicki już na samym starcie – w szkole podstawowej – przegrywa walkę o zainteresowanie młodego człowieka. Z autopsji wiem, że podczas lekcji religii nikomu nie zależy na pozyskaniu zrozumienia czy sympatii dzieci i nastolatków. Ba, nikt nie dba nawet o to, by jako dorośli ludzie mogli darzyć tę instytucję chociażby życzliwą obojętnością. Wręcz przeciwnie – młodzież współcześnie często czuje się z Kościoła wypychana.

Nie chcę generalizować – z całą pewnością nie wszyscy księża i katecheci prowadzący lekcje religii swoją szkolną posługę pojmują w kategoriach bezmyślnego wkuwania modlitw i przykazań. Ale – jak pokazują wyniki wyborów parlamentarnych – jest ich spora grupa.  85% spośród 1,4 mln wyborców Ruchu Palikota, to ludzie młodzi. Kościół przegrał nie tylko walkę o duchowe zaangażowanie tych ludzi, Kościół przegrał podwójnie, czyniąc z nich swoich wrogów.

W szkole księża, zakonnice i katecheci zamiast rozmawiać z młodym, zbuntowanym i często zagubionym człowiekiem, starają się za wszelką cenę podporządkować go zasadom wiary, uczynić z niego pokorną część wspólnoty. To próby z góry skazane na porażkę. Lekcje religii w szkołach, które miały umacniać pozycję Kościoła Katolickiego, okazują się dzisiaj jego głównym problemem. To właśnie na nich, wskutek takich doświadczeń jak moje, rodzi się pierwsza niechęć nie tyle do Boga, co do poszczególnych księży i zakonnych sióstr. Niechęć, która odpowiednio podlewana przez media i polityków, kiełkuje obecnie w postaci populistycznego antyklerykalizmu. Niechęć, którą tak umiejętnie i cynicznie wykorzystuje Janusz Palikot.

 

* * Zapraszam do dyskusji na Facebooku * *

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale