Piontek Piontek
682
BLOG

No to się zaczęło

Piontek Piontek Rozmaitości Obserwuj notkę 7

Podniesiony na duchu pierwszymi komentarzami do niedawno co utworzonego blogu, zgodnie z obietnicą, chcę wyjaśnić opis kim jestem. "Człowiekiem, księdzem, żołnierzem".

Będąc jeszcze młodym człowiekiem (l. 20) dostałem tzw. bilet do wojska. Skierowanie do Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych w Brzegu. Bardzo się tego bałem, choć o dziwo już w szkole średniej sam się zgłosiłem do WKU, aby mnie przydzielono do Marynarki Wojennej. To był czas "buntu". Tak go nazwę, bo jak się pogodzić z odejściem bliskiej osoby, która walczyła z III Rzeszą w II wojnie światowej. To był mój śp. dziadek Hubert. Autoryet w dziedzinie wojskowości. Przy każdej rodzinnej imprezie, babcia tylko czekała jak dziadek rozpocznie swoje wojenne wspomnienia. Kiedy zmarł, miałem 18 lat. Wtedy chciałem być tak jak On - Żołnierzem. Przez duże "Żet". Ale na tej komisji powiedzieli, że lepiej byłoby, jak dokończę swoją edukację. Tak się też stało.

Zdałem maturę, uzyskując dyplom "Technika Technologii Żywienia Zbiorowego". Fach w ręku. To jest to, co może się przydać w "Odrodzonej Polsce". Pierwsza praca 420 PLN za miesiąc pięknej, dającej prawdziwą satysfakcję pracy w Pizzerii. Rzeczywiście, wspominam ją do dzisiaj i czasami chodzę to niej jak jestem w rodzinnych stronach.  Ale praca w pizzerii nie była moim przeznaczeniem. Przyszedł czas że poczułem coś czego nie można wyjaśnić słowami. Często porównuję to do stanu zakochania -nie da się tego opisać. To był Głos powołania.

Na samym początku delikatny, ledwo wyczuwalny, dojrzewający trudny do zdefiniowania. Będąc blisko Kościoła, nie był to Głos silny, porywający, wstrząsający podstawami ludzkiej egzystencji, bardziej jak powiew wiatru. Ale o powołaniu to innym razem, bo wiem że czas czytelnika tego bloga jest cenny, więc "do brzegu".

Właśnie w tym mieście - Brzeg, znalazłem się jako żolnierz - saper, miner. Piękna przygoda, ale może o tym też później. Tam chodziłem co niedzielę do kościoła garnizonowego, bardziej to byla kaplica cmentarna niż kościół, ale to był i jest nasz kościół garnizonowy.

Tam właśnie spotkałem wspanialego księdza kapelana śp. Zbigniew Stefaniaka, który był księdzem otwartym dla każdego żołnierza. Pamiętnej lipcowej niedzieli 1996 roku, po zakończonej Mszy świętej wracałem do jednostki wojskowej. Wtedy to na bramie przepustek doznałem jakby olśnienia - "przecież ty też możesz służyć żołnierzom". Chwilę po tym zadzwoniłem do księdza kapelana z prośbą o rozmowę. Przyjął mnie, porozmawialiśmy trochę i wtedy powiedzial mi słowa, które stały się mottem mojego życia: "Najpierw Pawle musisz być Człowiekiem, potem księdzem, a na samym końcu żołnierzem".  Jest w tym głęboki sens. Każdy kto czyta ten fragment, może odnieść go do swojego życia. Czy jest się księgową, dziennikarzem, ministrem czy sprzedawcą w "Biedronce". Obowiązuje nas ta sama zasada. Najpierw trzeba być Człowiekiem.

Niech to wystarczy na dziś.

Ups, chciałem dodac jakieś zdjęcie, ale coś nie wyszło.

 

 

Piontek
O mnie Piontek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości