To niesamowite przeżycie, spotkać się i rozmawiać póltorej godziny z człowiekiem, który przez całe swoje dorosłe życie był papieskim fotografem - Arturo Mari. Rozpoczął swoją pracę zawodową przy boku Piusa XII - papieża czasu II wojny światowej i nie spodziewał się, że będzie robił zdjęcia kolejnym sześciu papieżom.
Spotkałem się z nim wczoraj (22 października 2010 roku) w dzień, w którym Jan Paweł II dokładnie 32 lata wstecz, wypowiedział pamiętne słowa podczas pierwszej Mszy świętej pontyfikalnej: Nie bójcie się, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi i Jego zbawczej władzy". Na tym spotkaniu mówił tylko o Nim, o Papieżu, który w jego życiu był najważniejszą osobą. Jan Paweł II odbył wiele pielgrzymek, ale najpiękniejszym widokiem, jak to określił Arturo, było "zobaczyć Go wśród swoich ludzi, pośród swojego narodu". Ponurych i sztywnych przywódców z czasów PRL-u, którzy witali go jak "towarzysza" i lud, który nieskrępowanie z otwartym sercem i miłością nabierał przy nim wiatr w żagle nadchodzącej wolności. "Mogłem zaobserwować, jak przez kolejne pielgrzymki do Polski ten kraj się diametralnie zmieniał" i dodaje "Solidarność nie zrodziła się z niczego, mur berliński sam nie runął!, po czym opisuje spotkanie Ojca świętego z Gorbaczowem: "Byłem tam, kiedy zasiedli razem do rozmowy, w pewnym momencie Michaił Gorbaczow uderzył ręką w stół (nie pięścią) i powiedział: Ojcze święty, teraz koniec, powiedz mi, co mamy robić!? i tak się zaczęło...". Podobnie było podczas spotkania z Vaclavem Havlem, kiedy to na początku rozmowy z Papieżem powiedział: "Jestem niewierzącym człowiekiem, ale doświadczyłem prawdziwego cudu, że Papież znalazł się pośród ludu czechosłowackiego i to, że obalenie komunizmu dokonało się bez ani jednego wystrzału i bez ani jednej kropli krwi".
Arturo Mari był też świadkiem wielu dramatycznych spotkań, jak to, w stolicy Sudanu - Chartumie z przywódcą al -Baszirem. Papież wiedząc o okrutnych prześladowaniach chrześcijan powiedział stanowczym głosem: "Jaką pan jest głową państwa, jeśli nic nie robi, aby zapobiec potwornym mordom swojego narodu! " Tamten odpowiedział: "Może ma Papież złe dane, niewiarygodne informacje" i próbował z uśmiechem wyjść z tej sytuacji, jednak - jak to określił Arturo Mari - papież odpowiedział stanowczym głosem: "Ja nie przyjechałem tutaj na wakacje, ale po to, aby mówić w imieniu tych, którzy nie mogą mówić" i dodał "niech pan pamięta, że za to wszystko pan kiedyś odpowie". Tak się też stało, rok temu, został oskarżony przed trybunałem o zbrodnie przeciw ludzkości.
Papieski fotograf opowiedział też o spotkaniach, które towarzyszące Mu osoby wprawiały w głębokie zdumienie a wręcz zażenowanie. Jedno miało miejsce podczas pielgrzymki do Korei. Przy śniadaniu abp. Seulu prosił Papieża, aby zrezygnować z niektórych punktów programu, bo jest zbyt napięty. On zdecydowanie odmówił. Wiedział bowiem, że mają popłynąć na wyspę, gdzie mieszkało około 800 trędowatych. Kiedy wysiedli - opisuje Arturo Mari "złapałem się za głowę, podobnie jak pozostali uczestnicy podróży, bo wiedzieli co Papież chce zrobić. Ten uklęknął przez tą kilkuset osobową grupą trędowatych i przez 10 minut się modlił, po czym wstał i podszedł do nich. Każdego, dosłownie każdego dotknął, robił znak Krzyża na ich czołach, głaskał, mimo tego, że niektórzy z jego świty ciągnęli go z tyłu za sutannę, aby odszedł od nich. On to ignorował".
Zapytałem Arturo z wielką delikatnością, o jego "ostatni dzień pracy", bo tak go później nazwał, o ostatnie dni życia Papieża. Był przecież przy nim 27 lat, aż nadszedł w końcu ten ostatni dzień. Na kilka dni przed śmiercią Jan Paweł II zbliżył się po raz ostatni do okna z którego zawsze pozdrawiał wiernych. Zanim podprowadzono go do okna - mówi Arturo - "spojrzałem przez to okno, aby zobaczyć jak wygląda sytuacja na placu. Oniemiałem. Stałem pół metra od Niego i zrobiłem kilka zdjęć, po czym zacząłem płakać...".
"2 kwietnia 2005 roku, po raz pierwszy w życiu wyszedłem ze swojego pokoju do apartamentu papieskiego nie zabierając aparatu fotograficznego. Osiem godzin przed śmiercią Papieża, ksiądz biskup Stanisław Dziwisz wprowadził mnie do pokoju gdzie Jan Paweł spoczywał na łóżku. Leżał na lewym boku, na poduszce obok niego leżała maska tlenowa, ale nie miał jej na twarzy. Sekretarz Papieża wyszeptał cichym głosem: Ojcze święty jest Arturo". W tym momencie Arturo Mari przestaje mówić, do oczu cisną się łzy, przełyka ślinę i pochwili mówi dalej: "Papież spojrzał na mnie wzrokiem, jakby chciał się uśmiechnąć, wzrokiem - jak powiedział później ksiądz biskup Stanisław Dziwisz - od wielu dni nie było w Jego oczach uśmiechu bo bardzo cierpiał i poruszając ustami powiedział: Arturo, grazie, grazie (Arturo, dziękuję, dziękuję)".
Na tym zakończę wpis.
Zdjęcia ze spotkania można zobaczyć na: http://www.facebook.com/album.php?aid=2060271&id=1247486627&l=64a571d3cd


Komentarze
Pokaż komentarze (3)