X Bonieckiemu w poczuciu solidarności dedukuję:
"Znam twoje czyny, miłość, wiarę, posługę i twoją wytrwałość,
i czyny twoje ostatnie liczniejsze od pierwszych,
ale mam przeciw tobie to,
że pozwalasz działać niewieście Jezabel,
która nazywa siebie prorokinią,
a naucza i zwodzi moje sługi, by uprawiali rozpustę
i spożywali ofiary składane bożkom.
Dałem jej czas, by się mogła nawrócić,
a ona nie chce się odwrócić od swojej rozpusty."
z Apokalipsy św. Jana rozdz. II (tłumaczenie powiadają, że takie sobie i mogłoby być lepsze - o tzw. "Tysiąclatce" - ale przynajmniej dostępne i akurat ten fragment czytelnym się wydaje, więc nie szukałem innego)biblia.deon.pl/rozdzial.php
Idem do innych kościołów też pojawia się "ale ..." - jak czytamy w tym rozdziale. Nikt zatem X Bonieckiego z Kościoła nie wyklucza, ani z uczelni nie wyrzuca, a milczeć pozwala, w trosce o nawrócenie jak sądzę także. Aczkolwiek nie tylko, powiedzmy sobie szczerze, też o przyzwoitość i nazwę to tak o czystość i klarowność nauki, czytelność przekazu. Powiedziano "Nie możecie służyć dwom panom". A Wielce Szanowny X, którego bynajmniej nie potępiam, ponoć powiedział, że obydwie strony mają rację. Nie wiem co miał na myśli, ale to chyba o jeden krok za daleko w kierunku budowania zgody. Tak to rozumiem i czuję. Ludzie w obronie wartości i też tego symbolicznego krzyża poświęcali, oddawali życie. W księdze machabejskiej, nie dla wszystkich ortodoksyjnej czytamy, że dali się pokroić, by nie jeść mięsa świni. Mamy powiedzieć, że to idioci?
Przykro mi, że być może sprawa dotyka osobiście księdza i współczuję mu. Ponieważ sam wiem jak się człowiek czuje w takiej sytuacji proponuję lampkę wina z toastem za przełożonych, jakby co to mogę nawet towarzyszyć przy rytuale. Generalnie to nie ma się czym przejmować, lepiej poglądy zrewidować i szukać zgody z przełożonymi. Tak bezczelnie doradzę. Chociaż młodszy i głupszy zapewne jestem. Radek udziela ćwierkając szef MSZ, też młoszy od niektórych, i niekoniecznie mądrzejszy, że o przymiotach i cnaotach nie wspomnę, to i ja sobie też pozwoliłem, a co:).
No to czas na prasówkę:
"Nosowski: Kościół za to ciężko odpokutuje"
"Prof. Krasnodębski zwolniony z UKSW
dodane 2011-11-04 11:43
jad/fronda.pl
Mojego zwolnienia domagała się Magdalena Środa - mówi w wywiadzie dla portalu fronda.pl. Żadne ruchy kadrowe w naszej uczelni nie mają podłoża politycznego - odpowiada w rozmowie z "Gościem" Marcin Kozłowski, rzecznik UKSW." gosc.pl/doc/1000300.Prof-Krasnodebski-zwolniony-z-UKSW
Profesor profesorowi nie równy, bo Gazeta Wyborcza w obronie Krasnodębskiego jakby nie stawała. Chociaż wyrzucenie z uczelni wydaje mi się sankcją bardziej dotkliwą niż zakaz wypowiedzi w mediach.Niemniej jednak zdumiewa agresywny ton wypowiedzi w tonie jakby groźby pa Kościoła. Przynajmniej zapewniają reklamę. Może napiszę coś o krzyżu? Przy okazji próby usunięcia krzyża z sejmu. Jest zatem okazja podyskutować o istocie chrześcijaństwa. Ale są mądrzejsi ode mnie, to co będę się wysilał. Wkleję.
Idąc pod prąd mainstreamu pozwolę sobię odkurzyć mało znanego profesora, którego onegdaj pokazał Pospieszalski w "Warto rozmawiać". Tekst dowcipny, trochę szokuje, ale głęboki. Poczucie homoru, czy szokowanie, słusznie zresztą w moim odczuciu i przekonaniu raczej ma tu skłonić do po/słuchania - czyli Shema, jak mawiają nasi bracia starsi w wierze.
"Przedruk" z gosc.pl/doc/793907.To-modlitwa-przeciwko-mnie
To modlitwa przeciwko mnie
Z Adamem Piecuchem, paulinem, rozmawia Marcin Jakimowicz
Marcin Jakimowicz: Scena z programu telewizyjnego. Ojciec mówi: „Ojcze nasz” to modlitwa przeciwko mnie. Zapada cisza jak makiem zasiał. Prowadzący spotkanie zdziwiony pyta: dlaczego przeciwko ojcu? I zaczyna się…
O. Adam Piecuch: – To bardzo trudna modlitwa walki wewnętrznej, wielkiego ukrycia. W pierwszych wiekach była to modlitwa tajemnicza, w którą wprowadzano katechumenów bardzo późno.
Dlaczego?
– Bo to modlitwa niezrozumiała, a nawet… gorsząca. Zobaczmy, jak brzmią już same słowa „Ojcze nasz”, czytane w świetle Ewangelii, gdzie napisane jest, że „Jego słońce świeci nad złymi i dobrymi”. Wzywam Ojca wszystkich, za których Jezus oddał swoje życie: a więc i Ojca najgorszych zbrodniarzy, ludzi, których potępiam, omijam szerokim łukiem. To gorszące.
O wiele łatwiej powiedzieć: Ojcze mój
– Jasne. Ale to też ojciec mojego największego wroga. I co ja na to? Przypomina mi się litania Matki Teresy. Gdy ją odmawiano w czasie beatyfikacji, ludzie byli oszołomieni. Zaczynała się od słów: „Jezus jest głodny, Jezus jest spragniony”. Bardzo dotknęło mnie jedno z wezwań: „Jesus is the Prostitute to remove from danger and befriend her”: Jezus jest prostytutką, by odsunąć ją od niebezpieczeństwa i zaprzyjaźnić się z nią. Niektórzy byli zniesmaczeni. Jak to, Jezus prostytutką? Pamiętam też reakcję Ojca Świętego: serdecznie się uśmiechnął. Modlitwa Pańska też może być dla nas zgorszeniem… „Święć się imię Twoje” – bardzo trudne słowa. Szczególnie dla nas, duchownych. Mamy żyć tak, aby ludzie widzieli nasze dobre czyny, ale chwalili Ojca, który jest w niebie. Ojca, nie nas. A to bardzo trudno odróżnić. Jak łatwo podszywamy się pod chwałę Bożą! Jak to niesamowicie kusi. Sami chcemy błyszczeć i uchodzić za kogoś szlachetnego, dobrego. A Jezus przypomina: unikajcie dwulicowości. Święć się imię Twoje, nie moje!
„Bądź wola Twoja, nie moja” – to słowa przeciw powszechnej religijności, gdzie człowiek ustala sobie plan dnia, doskonale wie, czego chce i dopiero gdy już nie daje sobie rady i nie może na nikogo liczyć, wzywa Boga. Po co? Aby wypełnił nasze plany i zamiary…
A Ojciec potrafi wstać rano i zapytać: „Boże, jakie masz plany na dzisiejszy dzień?” i błogosławić w ciemno za wszystko, co Ojca spotka?
– Dziś zapowiadał się bardzo spokojny dzień. Nie przewidziałem tego, że zadzwoni dziennikarz z „Gościa”, a tu nagle masz… (śmiech). I jak tu pełnić swoją wolę? Nie wiadomo, z czym Pan Bóg wyskoczy?
A z czym ostatnio wyskoczył?
– Przed godziną straszliwie zaczął mnie boleć kręgosłup. Nie wiedziałem, co robić. Ani siedzieć, ani stać. Co zrobić: bądź wola Twoja…
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Po co? Przecież ja sam sobie zarobię na chleb dla siebie i mojej rodziny.
Nikt nie chce być żebrakiem…
– Nie potrzebujemy jałmużny. Modlimy się inaczej; daj mi pracę, pozycję, a na chleb to sam sobie zarobię. Podoba mi się polskie tłumaczenie tego zdania. Co to znaczy „powszedni”? To znaczy również „po wsze dni” – czyli po wszystkie dni, na życie wieczne. Widzę w tym wyraźną prośbę o Chleb eucharystyczny.
W czasie wspomnianego telewizyjnego programu powiedział Ojciec: „Pod koniec »Ojcze nasz« to już modlę się o piekło dla siebie”. Jak to?
– … bo mówię: „przebacz mi, tak jak ja przebaczam moim wrogom”. A ja doskonale wiem, jak ja przebaczam. Te słowa zamknęły też usta Apostołom. To ciekawe, że Jezus nie mówił im, jak mają się modlić. Widzieli Jego modlitwę, widzieli, jak znikał na całe noce, ale On nie mówił im, jak się modlić. Aż do czasu, gdy zapytali Go o to sami. I ciekawostka – Jezus zaczął od tego, jak nie powinno się modlić! Nie bądźcie gadatliwi, wielomówni jak poganie, bo Ojciec wie, czego wam potrzeba, zanim Go o to poprosicie. Odmawiając „Ojcze nasz”, pamiętajmy o tym, że Bóg wie, czego nam potrzeba, zanim zaczniemy się modlić.
A jeśli nie potrafię przebaczyć? Mówię „przebaczam”, ale w sercu nie życzę tej osobie dobrze?
– W modlitwę „Ojcze nasz” wprowadzano katechumenów bardzo późno. Dlaczego? Bo musieli na własnej skórze doświadczyć, co to znaczy przebaczyć i przyjąć przebaczenie. Po takim doświadczeniu ja mogę powiedzieć: Panie, właśnie tak mi przebacz. Powiem szczerze; był czas, gdy miałem ogromny problem z przebaczeniem jednej osobie i dlatego nie potrafiłem modlić się tymi słowami. Milczałem jak grób. Nie chciałem rzucać słów na wiatr. Wiedziałem, że to zbyt poważna sprawa. Bo modlitwa „Ojcze nasz” wymaga naszego nawrócenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)