Co jakiś czas nachodzi mnie dziwna myśl. Otóż zastanawiam się, po co nam instytucje państwa, które, mimo że osadzone w polskim systemie prawnym, kierują się nierozpoznawalnymi – przynajmniej dla mnie – kryteriami, podczas swoich działań.
Czy policja, prokuratury i sądy, instytucje jak najbardziej państwowe, kierowane nie według widzimisie swoich szefów i funkcjonariuszy, ale według ściśle określonych ram wyznaczonych przez ustawy i rozporządzenia oraz pragmatykę służbową, mogą działać w poprzek obowiązującego prawa?
Czy wymienione wyżej organy państwa mogą, w bliźniaczo podobnych sytuacjach, działać odmiennie, w zależności od światopoglądu funkcjonariusza, politycznych koniunktur czy wręcz mód wytyczanych przez tzw. „autorytety”, media, opinię publiczną?
Odpowiedź jest niestety pozytywna. Mogą.
W „wolnej” Polsce "wolność" polega na tym, że instytucje państwa stoją na straży prawa wybiórczo, a ich funkcjonariusze „po swojemu” interpretują prawo. W przypadku jednych zdarzeń reakcja jest szybka, skuteczna, jednoznaczna. W przypadku innych, z udziałem innego środowiska (grupy, partii, związku wyznaniowego) – reakcji nie ma, jest spóźniona lub nieefektywna.
W ostatnią sobotę media elektroniczne, a wczoraj papierowe doniosły o „marszu narodowców”. Praktycznie wszystkie media zauważyły to zdarzenie i podobnie opisały, w żadnym nie zauważyłem opisu złamania prawa przez demonstrantów. Nawet w relacji Gazety.pl (http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,5113660.html).
Ale cóż się dzieje:„Manifestacja została rozwiązana, bo hasła, które manifestanci wygłaszali były niezgodna z tematem manifestacji, który do nas zgłaszali - mówi Zbigniew Morawski, szef bura prasowego prezydenta Wrocławia.”
Ha, ha, ha!
Jakie to były hasła: „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” i „Precz z komuną”. Urzędnik miasta Wrocławia nie utożsamił Katynia z komuną, czy nie wolno ich skandować przedstawicielom NOP i ONR?
Te relacje zbiegły się z odebraniem przeze mnie listu poleconego z Sądu, z którego dowiedziałem się, że nie jestem stroną i dlatego nie mogę się odwołać, i takie tam ble ble ble.
Wyjaśniam, że chodzi o mój wniosek do Prokuratury, w którym domagałem się ścigania osób propagujących zakazane symbole komunistycznego totalitaryzmu, co miało miejsce w dniu 1 maja 2007 r. (pisałem o tym wcześniej http://piotrstrzembosz.salon24.pl/56034,index.html).Co na to policja, którą prosiłem na miejscu zdarzenia o interwencję: Nic poza wylegitymowaniem wskazanego uczestnika demonstracji, czyli „nie ma sprawy”.Co na to Prokuratura, którą powiadomiłem o złamaniu prawa: Nie wszczyna postępowania, czyli „nie ma sprawy”.Co na to niezawisły Sąd: Nie rozpatrzył sprawy, bo nie jestem stroną pokrzywdzoną, czyli „nie ma sprawy”.I teraz odebrałem postanowienie Sądu wyższej instancji, do której się odwołałem. SIERP I MŁOT – NIE MA SPRAWY!Ośmieliłem się zadać Wysokiemu Sądowi pytanie: „A kto byłby stroną pokrzywdzoną? Ktoś, komu ubecja wyrywała paznokcie i przesiedział 10 lat na Kołymie?”Czy podobnie zachowałaby się policja, gdyby zauważyła kogoś w koszulce ze swastyką, prokuratura powiadomiona, że na stronie www ktoś propaguje faszyzm, sąd mając do czynienia z powszechnie potępianym nazizmem?Dlaczego jest przyzwolenie instytucji polskiego państwa na propagowanie komunizmu?Czy polska Temida jest ślepa, czy łypie przez jedynie przysłonięte opaską oczy?


Komentarze
Pokaż komentarze (10)