Niebawem Prezydent Karol Nawrocki wyjaśni Premierowi Tuskowi i szefowi MON Kosiniakowi-Kamyszowi oraz (mam nadzieję) opinii publicznej, co kryje się za hasłem „SAFE zero procent”. Czekają na to zwolennicy Prezydenta, a niektórzy jego przeciwnicy prawdopodobnie liczą na potwierdzenie głoszonej tezy, że unijny SAFE nie ma poważnej alternatywy i dywagacje o innym finansowaniu polskich sił zbrojnych, to mrzonki i strata cennego czasu.
Gdyby chodziło tylko o pieniądze, dokonano by obliczeń, ile z polskiego budżetu wyda się na przestrzeni dziesięcioleci na unijny SAFE i jeśli krytycy tego projektu by nie wskazali lepszej finansowo opcji, program by zaakceptowano, a krytykom wytrącono argumenty, którymi teraz szermują. Ale unijny SAFE, to nie tylko "korzystny kredyt", ale też brak elastyczności w wydawaniu ogromnej sumy pieniędzy.
Przy odmiennym finansowaniu niż unijny SAFE mogą być co prawda wyższe odsetki lub nawet koszty inwestycji i zakupów, ale nie będzie trzeba w trzy miesiące (do maja br.) podejmować decyzji, co przez kilkadziesiąt lat kupimy i wybudujemy za astronomiczną kwotę 44 mld euro (ok. 200 mld złotych). Wątpliwe jest, by w podpisanych w maju br. 139 projektach unijnego SAFE znajdowało się wszystko to, co będzie Polsce (polskiej armii) potrzebne w okresie kilku następnych dekad, ani to co, wymyślą i zrealizują w przyszłości naukowcy i inżynierowie.
Przy realizacji zakupów i inwestycji z instrumentów finansowych kontrolowanych wyłącznie przez polskie instytucje (rząd, MON, NBP itd.) będzie można podjąć decyzję, że – to tylko przykład - w pierwszym etapie, za określoną kwotę u dowolnego dostawcy (w Polsce, UE lub innym regionie świata), zostanie zakupiona spełniająca oczekiwania polskiej armii broń i amunicja, a w innym terminie, na przykład za pięć miesięcy lub pięć lat, pozyska się w kolejną kwotę i wybuduje nowe lub zmodernizuje istniejące zakłady zbrojeniowe albo kupi licencję na produkcję sprzętu czy amunicji i ta decyzja by zależała wyłącznie od polskich władz po konsultacjach z dowolnie wyłonionymi ekspertami cywilnymi i wojskowymi (bez oglądania się na UE czy jakąkolwiek inną osobę lub instytucję zewnętrzną).
Wojna za wschodnią granicą Polski oraz konflikt na bliskim wschodzie mogą niebawem wygasnąć, mogą też trwać wiele lat lub przekształcić się w globalny konflikt, a wtedy priorytetem będzie nie „tani kredyt”, ale wspomniana „elastyczność” w zakupie sprzętu, amunicji czy technologii. Przy czarnym scenariuszu (wojna bezpośrednio dotycząca Polski), decyzje dotyczące skali i kierunków działań w kwestii obronności Polski, trzeba będzie podejmować na bieżąco. Ponadto wieloletnia umowa na dostawę broni, amunicji czy technologii może nie być dotrzymana w sytuacji, gdy działania zbrojne zagrożą partykularnym interesom firmy lub kraju, z którymi Polska ją podpisała. W takich sytuacjach kluczem do „sukcesu” jest produkcja na terenie Polski, własne zdolności inwestycyjne, magazynowe, surowcowe, kadrowe.
Tego wszystkiego nie przewidzimy, zatem polskie władze nie wynegocjują i nie wpiszą tego do umowy SAFE w maju 2026 r., gdy będzie zakończony proces podejmowania decyzji i pojawią się wieloletnie zobowiązania finansowe, których skali i zakresu nie będzie można zmienić.
„Elastyczne” finansowanie da realną możliwość wspierania polskiej myśli technologicznej i polskich podmiotów gospodarczych, zmobilizuje polskich inżynierów i przedsiębiorców do współpracy z polskim rządem i armią, da impuls do powoływania startupów, zakładania nowych firm, budowania fabryk i linii technologicznych, również takich, o których w maju 2026 przedstawiciele polskiego rządu i unijni urzędnicy nie mogli rozmawiać, bo po prostu ich nie było. Pozwoli to również na kształcenie specjalistów w wyłaniających się branżach.
Kilka lat temu mało kto przypuszczał, jak wielkie znaczenie w działaniach zbrojnych będą miały drony, ale warto również zauważyć, że „rewelacyjne” i „niezbędne” na początku wojny na Ukrainie tureckie Bayraktary, dziś już nie są wiodącymi bezzałogowcami, więc gdyby ktoś na kilka lat naprzód zakontraktował i sfinansował ich produkcję lub zakup, zostałby z nimi jak Himilsbach z angielskim.
Dziś nikt nie wie, jakie nowe technologie i urządzenia będą decydowały o sukcesach lub porażkach w wojnie (na linii frontu i poza nim) za dwadzieścia, a nawet za dwa lata. W ostatnim okresie ogromną uwagę przyciągają drony bojowe i amunicja krążąca, które stały się symbolem nowoczesnego pola walki. Jednak w cieniu tej rewolucji rozwijają się technologie, które w perspektywie najbliższej dekady mogą mieć jeszcze większy wpływ na sposób prowadzenia wojen. Przede wszystkim to sztuczna inteligencja w systemach dowodzenia, broń elektromagnetyczna oraz wojna kosmiczna oparta na satelitach.
Ma miejsce trend polegający na coraz większym wykorzystaniu sztucznej inteligencji do zarządzania polem walki. Systemy sztucznej inteligencji mogą analizować ogromne ilości danych z radarów, satelitów, dronów i czujników w czasie rzeczywistym, a następnie proponować lub automatycznie wykonywać decyzje taktyczne. W praktyce oznacza to skrócenie czasu reakcji z minut do sekund. Programy te pokazują, że przyszłe konflikty mogą być prowadzone przez sieci algorytmów wspierających dowódców w planowaniu i prowadzeniu operacji.
Technologią, która może być wykorzystywana w ciągu najbliższych lat jest broń elektromagnetyczna, w tym tzw. działa mikrofalowe i generatory impulsu elektromagnetycznego. Tego typu systemy mogą niszczyć lub wyłączać elektronikę przeciwnika bez klasycznej eksplozji. W świecie, w którym niemal każda broń, od rakiety po czołgi, opiera się na elektronice i systemach cyfrowych, możliwość sparaliżowania całej infrastruktury wojskowej jednym impulsem staje się niezwykle groźnym narzędziem strategicznym.
Bardzo istotnym obszarem jest lepsze wykorzystanie pod względem militarnym przestrzeni kosmicznej. Nowoczesne armie są coraz bardziej zależne od satelitów odpowiadających za komunikację, nawigację i rozpoznanie. Systemy takie jak konstelacja satelitów Starlink pokazały podczas wojny w Ukrainie, jak kluczowa jest infrastruktura kosmiczna. Jednocześnie rozwijane są technologie zdolne do zakłócania, oślepiania lub niszczenia satelitów przeciwnika.
Podsumowując - przyszłe konflikty mogą rozstrzygać się nie tylko na lądzie, morzu i w powietrzu, lecz także w cyberprzestrzeni i na orbicie okołoziemskiej. Armia, która uzyska przewagę w tych przytoczonych obszarach sztucznej inteligencji, broni elektromagnetycznej i systemach kosmicznych, może w praktyce sparaliżować zdolności bojowe przeciwnika jeszcze zanim dojdzie do tradycyjnej walki.
Powyższy obszerny opis możliwości prowadzenia współczesnej wojny zamieszczam po to, by uświadomić czytelnikom, że nie ma możliwości, by tego typu urządzenia, technologie i systemy znalazły się w ramowej umowie zawieranej przez Polskę w ramach unijnego SAFE. Unijne SAFE nie będzie zawierać technologii, których nie oferują państwa UE, a nawet jeśli je posiadają, jest wątpliwe, by bez wahania udostępniły wszystko, co mają najlepszego. Bardziej prawdopodobne jest oferowanie nam „na korzystnych warunkach finansowych” uzbrojenia i technologii o niższym zaawansowaniu lub wręcz to, co im „zalega na półkach”. Mało tego. Z przyczyn czysto politycznych, producenci tych systemów i urządzeń lub unijni decydenci, nie będą chętni, by je sprzedać każdemu chętnemu, a raczej, by mogły nimi dysponować konkretne kraje i konkretne armie. Na przykład, by nie były dostępne dla Węgier, które w obiegowej opinii są politycznie związane z Rosją prowadzącą zbrodniczą wojnę na terenie Ukrainy. Zatem nie jest tylko program finansowy, ale również polityczny, czego obawiają się krytycy SAFE czy po prostu krytycy Unii Europejskiej i panującej tam biurokracji oraz korupcji.
Unijne SAFE, to również ryzykowny pomysł z czysto finansowych powodów. Kupowanie (kontraktowanie) sprzętu lub technologii na 30 lat naprzód uniemożliwi polskim decydentom modyfikowanie zamówień za dwa, pięć czy piętnaście lat, a jak wspomniałem wcześniej, technologie się zmieniają, pojawią się nowi, być może lepsi dostawcy i licencjodawcy, zagraniczne technologie, które dziś są reglamentowane, za kilka lat mogą być dostępne dla polskiej armii, pojawią się polscy wynalazcy i konstruktorzy, na terenie Polski powstaną dziesiątki nowych instytucji badawczych i przedsiębiorstw produkcyjnych, których teraz jak na lekarstwo. To wszystko będzie bardziej realne, jeśli polski rząd i polska armia nie będzie związana długoterminowymi umowami powiązanymi z wielomiliardowymi transferami finansowymi do z góry określonych podmiotów.
Gadanie, że z „SAFE zero procent” będzie można finansować dodatkowe inwestycje i zakupy jest mrzonką. Nikt nie podejmie decyzji o wydaniu kolejnych miliardów na lepszy, tańszy lub wyprodukowany w Polsce sprzęt, amunicję i technologie mając świadomość, że jest prawnie zobligowany do finansowania gorszego, droższego lub zagranicznego.
Unijny SAFE nakłada na Polskę zobowiązania, z których nie będzie można bezboleśnie się wycofać. Istnieje realne ryzyko, że zostaniemy z miliardami euro do wydania i jeszcze większymi kwotami do spłacenia (oczywiście „na korzystnych warunkach”) w konkretnych firmach tak, jak zostaliśmy z miliardami do zapłacenia firmie Pfizer za niewykorzystane (niepotrzebne) szczepionki. Warto o tym pamiętać, zanim się podejmie decyzję o „korzystnym kredycie”, który będą spłacały nasze wnuki.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)