Z artykułu dowiesz się:
- W 2025 roku ogłoszono 21 266 upadłości konsumenckich – to stabilizacja, ale na historycznie wysokim poziomie; w IV kwartale padł rekord niemal 5,9 tys. bankructw
- 47 proc. bankrutów było notowanych w rejestrze dłużników już trzy lata wcześniej, a w dniu ogłoszenia upadłości prawie 60 proc. miało łącznie 21,5 tys. przeterminowanych długów
- Największą grupę stanowią osoby w wieku 36–45 lat; dominują mieszkańcy dużych miast, szczególnie Mazowsza, Śląska i Wielkopolski
- Firmy z sektora finansowego mają do odzyskania 262 mln zł, a rośnie udział multidłużników – już ponad 23 proc. wszystkich zadłużonych ma kilka równoległych zobowiązań
Wprawdzie liczba bankructw konsumenckich po kilku latach znaczących wzrostów ustabilizowała się, ale to stabilizacja na bardzo wysokim poziomie. W minionym roku ogłosiło upadłość 21 266 osób, o 79 więcej niż w 2024 r, ale dynamika ogłaszanych upadłości była bardzo duża. Na to nakładają się nie najlepsze nastroje konsumentów. Jak podaje GUS, w grudniu bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), opisujący obecne tendencje konsumpcji indywidualnej, wyniósł minus 9,9.
Jedną z przyczyn były też ciągle rosnące koszty życia, zawirowania na rynku pracy (do powiatowych urzędów pracy trafiło około 97,6 tys. wniosków o zwolnienia grupowe) i spadek liczb ofert pracy o 9 proc. rok do roku.
Bankructwa konsumenckie za 2025 rok
Jak pokazują dane utrata kontroli nad swoimi finansami i zobowiązaniami nigdy nie jest nagła. 47 proc. bankrutów z II połowy 2025 roku widniało w rejestrze już na trzy lata przed ogłoszeniem upadłości. A w dniu orzeczenia sądu 6792, a więc blisko 60 proc. bankrutów. Mieli niemal 21,5 tys. przeterminowanych zobowiązań.
- To pozornie wygląda na paradoks. Z jednej strony polska gospodarka zanotowała jeden z największych wzrostów w całej Unii Europejskiej, z drugiej równolegle w tym samym czasie dochodzi do fali bankructw konsumentów. W IV kwartale 2025 r. PKB urósł o około 4 proc., a jednocześnie mieliśmy rekord – prawie 5,9 tys. ogłoszonych upadłości. Tyle że bankructwa to efekt wieloletniego zadłużania się i braku poduszki finansowej, a nie nagłego załamania koniunktury. Co piąty Polak nie ma żadnych oszczędności, a 17 proc. ma środki najwyżej na miesiąc życia po utracie pracy - wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Kto najczęściej ogłasza upadłość?
Wśród bankrutów znajdują się także osoby, które prowadziły jednoosobową działalność gospodarczą. Przy tej formie biznesu nie ma rozdziału między majątkiem firmy a osobistym. Mikroprzedsiębiorcy, którzy tracą płynność finansową i mają chroniczne długi, mogą po zamknięciu swojej firmy, ogłosić upadłość jako konsumenci.
Największą grupą wśród bankrutów są Polacy w wieku 36-45 lat, jest ich blisko 2 tys. i są winni 80 mln zł. Na nowy start zdecydowało się także 1550 dłużników mających 46-55 lat, mają 76 mln zł długów. Trzecia to konsumenci w wieku 26-35 lat – ponad 1,5 tys. musi oddać 50 mln zł. Na dzień upadłości wśród wpisanych do rejestru było 55 proc. mężczyzn i 45 proc. kobiet. Panowie mieli blisko 12 tys. zobowiązań na sumę 170 mln zł, panie - 9,5 tys. rachunków na 116 mln zł
Im większe miasto, tym więcej dłużników-bankrutów. W miejscowościach powyżej 300 tys. mieszkańców mieszka ponad 1,5 tys. osób, których wierzyciele mają do odzyskania 74 mln zł. Prym wiedzie Mazowsze, gdzie ponad 1 tys. osób nie uregulowało 55 mln zł, dalej jest Śląsk (951 bankrutów ma do oddania 38,2 mln zł i Wielkopolska - upadłość ogłosiło 717 osób, które ma 27 mln długu. Najmniej bankructw ogłosili mieszkańcy województwa świętokrzyskiego (136 osób) – zalegali oni z zapłatą 3,78 mln zł.
Największa kwota do zwrotu należy się firmom z rynku finansowego (m.in. bankom, SKOK-om, firmom pożyczkowym, towarzystwom ubezpieczeniowym i funduszom sekurytyzacyjnym). To aż 262 mln zł. Dłużnicy mają też nieuregulowane rachunki na prawie 18 mln zł wobec administracji państwowej i samorządowej. To alimenty, grzywny i kary nałożone przez sądy – te zobowiązania nie podlegają umorzeniu przy ogłoszeniu upadłości.
Spirala zadłużenia i brak oszczędności
- Głównym źródłem problemów finansowych Polaków, jest długoletnie niespłacanie kredytów. Dane z rynku wierzytelności pokazują, że problem narastającego zadłużenia nie jest marginalny. Według najnowszego raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych w III kwartale 2025 r. firmy zarządzające wierzytelnościami przyjęły do obsługi na zlecenie 1,15 mln spraw o wartości 2,46 mld zł, a udział multidłużników – osób mających kilka równoległych zobowiązań – sięga już ponad 23 proc. wszystkich dłużników. Właśnie w tej grupie najłatwiej o spiralę zadłużenia: niespłacane zobowiązania zaczynają się nawarstwiać, odsetki rosną, a brak reakcji na wezwania do zapłaty i podjęcie działań naprawczych kończy się często egzekucją komorniczą lub upadłością konsumencką. Im wcześniej dłużnik wejdzie w dialog z wierzycielami i urealni plan spłaty, tym większa szansa, że uniknie takiego finału podsumowuje Jakub Kostecki, wiceprezes zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Fot. Pexels/zdj. ilustracyjne
Tomasz Wypych






Komentarze
Pokaż komentarze (15)