Niemal codziennie dowiadujemy się o bankructwie jakiegoś biura podróży i kłopotach Polaków, którzy albo stracili swoje pieniądze albo zmarnowali swój tegoroczny urlop. Ktoś może powiedzieć, że to sprawa rynku oraz głupoty i naiwności klientów więc nikt w to nie powinien wkraczać. I tak to chyba rządzącym się wydaje, bo jakoś nie słyszałem, żeby na ten temat toczyła się publicznie jakaś ożywiona debata. A przecież ustawa o usługach turystycznych to nie produkt krasnoludków a rządzących z Platformy Obywatelskiej, sprawujących władzę w kraju już od 5 lat. Sama ustawa zresztą została znowelizowana ledwo dwa lata temu. W tymże 2010 roku wydano także całą serię rozporządzeń wykonawczych. I wydawało się, że wszystko będzie porządku, bo nowelizacja odbywała się w atmosferze obowiązkowego urzędowego optymizmu i erupcji pustosłowia o tym jak to nowe prawo będzie teraz chronić konsumentów (patrz: www.msport.gov.pl/aktualnosci/1785-Nowelizacja-ustawy-o-uslugach-turystycznych-wchodzi-w-zycie?retpag=/)
I co? I nic. Po dwóch latach wiemy, że przeprowadzona przez rząd Donaalda Tuska nowelizacja okazała być bublem niewartym funta kłaków. Ale spokojnie. Koszty skandalicznego nieprofesjonalizmu i tchórzostwa jej autorów na przemądrzalców z PO nie spadają. Spadają na zwykłych obywateli i budżet państwa. A dlaczego podkreślam tu tchórzostwo autorów? No, bo jeśli ktoś myśli, że o turystycznym funduszu gwarancyjnym zaczęło się mówić dopiero teraz, to jest w wielkim błędzie. Mówiono o nim jeszcze przed nowelizacją z 2010 roku. Jednakże przedłozoną publicznie opinię Polskiej Izby Turystyki, tzw. "wybitni fachowcy z PO" całkowicie zlekceważyli i uchwalili co uchwalili.
Może by więc teraz kogoś o to zapytać? Może byśmy sobie wyjaśnili jakie i czyje interesy stanęły tu na przeszkodzie? A może zapytamy czy komuś za to spadł choćby jeden włos z głowy. Klienci, których bankuctwa biur podóży uderzyły prosto w oczy, będą zapewne bardzo ciekawi odpowiedzi




Komentarze
Pokaż komentarze