Jak podała Rzeczpospolita:
"Już pierwsze próbki, zarówno z wnętrza samolotu, jak i poszycia skrzydła maszyny, dały wynik pozytywny. Urządzenia wykazały m.in., że aż na 30 fotelach lotniczych znajdują się ślady trotylu oraz nitrogliceryny. Substancje te znaleziono również na śródpłaciu samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Było ich tyle, że jedno z urządzeń wyczerpało skalę. Podobne wyniki dało badanie miejsca katastrofy, gdzie odkryto wielkogabarytowe szczątki rozbitego samolotu. Ślady materiałów wybuchowych nosiły również nowo znalezione elementy samolotu, ujawnione podczas tej właśnie wyprawy do Smoleńska"
Okazuje się teraz, że „Eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny - czytamy w "Rzeczpospolitej". Wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej. Wówczas w rejonie Smoleńska toczyły się bardzo ciężkie walki.”
Chylę czoła przed ekspertami. Nie za ich merytoryczną ‘eksperckość” w sprawie materiałów wybuchowych (to załatwił licznik) ile za próbę wytłumaczenia istnienia śladów materiałów wybuchowych na fotelach lotniczych. Czekam teraz na eksperta od antycznych mebli, jakiegoś nawiedzonej „designera” wnętrz i historyka (może Jego Wysokość Tuskowatość zabierze głos?), którzy będą dowodzili, że TU154 był wyposażony podczas remontu w Samarze, celem stworzenia klimatu na pokładzie w zabytkowe fotele które jak dowodził będzie historyk, przeszły drogę od Lenino do Berlina, zaś w dzień po bitwie pod Smoleńskiem ciężarówka wioząca owe fotele wywróciła się dokładnie na skład amunicji stanowiska artyleryjskiego. I są na to dowody w otwartych na wszelką współpracę z Polską archiwach rosyjskich.
Przerażające jest to że zamordowano nam Prezydenta.
Czy w końcu oponenci przejrzą na oczy?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)