W Wałbrzychu odbyły się przedterminowe wybory na prezydenta miasta. Poprzedniemu prezydentowi (z PO) udowodniono kupowanie głosów, dlatego PiS wiele sobie obiecywało.
Tuż przed dniem głosowania do Wałbrzycha przyjechał prezes Jarosław Kaczyński, który powiedział: „Mamy dzisiaj - jako Polacy, ale też mówię w imieniu mojej partii - jedno wielkie zadanie - odbudować uczciwość, przejrzystość, wiarygodność naszego życia publicznego, bo bez tego nie uzyskamy sukcesów w żadnej innej dziedzinie, także w gospodarczej”.
No i co? Na wszelki wypadek wyniki podaję za dzisiejszą Rzeczpospolitą: „Pełniący obowiązki prezydenta Wałbrzycha niezależny kandydat Roman Szełemej, popierany przez PO wygrał przedterminowe wybory prezydenckie.
Kandydat uzyskał 23 812 głosów, czyli ponad połowę głosów ważnych. To oznacza, że nie będzie II tury wyborów.
Jak poinformowała PAP Emilia Dorsz, dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w Wałbrzychu, żeby wygrać wybory kandydat powinien był uzyskać w I turze 19 728. »Szełemej uzyskał o ponad 4 tys. głosów więcej, bo 23 812. To daje zwycięstwo w I turze« - powiedziała Dorsz.
Ponadto Patryk Wild ze Stowarzyszenia Obywatelski Dolny Śląsk uzyskał 8 131 głosów, Mirosław Lubiński, kandydat nienależny popierany przez SLD - 5 503, a Kamil Zieliński z PiS - 2 008.
Uprawnionych do głosowania było 98 450 osób. Kart do głosowania wydano 39 795, głosów ważnych oddano 39 454, a głosów nieważnych 337”.
Jak widzimy, kandydat PiS był dosłownie o włos od zaszczytnego trzeciego miejsca, a w pokonanym polu zostawił tak silnych kandydatów, jak… A, nie, okazuje się, że kandydat PiS zajął ostatnie miejsce. Ale za to uzyskał ponad 5 proc. głosów, co jest doskonałą prognozą przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.
Jerzy Skoczylas


Komentarze
Pokaż komentarze (11)