Wczoraj, jak każdego dziesiątego dnia miesiąca, przed pałacem prezydenckim odbył się „marsz pamięci”. I jak zwykle przemawiał prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Portal TVN24.pl tak o tym pisze: „W demonstracji wzięło udział ok. 2 tys. osób. Przed marszem w archikatedrze św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście odbyła się msza św. w intencji ofiar katastrofy. (…) - Nigdy nie zgodzimy się na to, by odpowiedź na pytanie o smoleńską tragedię padła bez wszystkich dowodów, co więcej - bez wielu bardzo ważnych dowodów - mówił prezes PiS. Powiedział też zgromadzonym przed Pałacem, że ich upór doprowadzi do momentu, w którym będzie można powiedzieć: »cała prawda wyszła na jaw«. - Niezależnie od tego, jaka ona jest. Bo dziś jej jeszcze nie znamy, ale musimy ją poznać - podkreślił. Poznanie prawdy o katastrofie prezes PiS nazwał zobowiązaniem, zarówno wobec tych, którzy zginęli, jak i wobec przyszłość i godności narodu”.
Chyba nie wszystko dobrze rozumiem, bo odnoszę wrażenie, że pan prezes na drodze do poznania prawdy zrobił kilka kroków wstecz. Przecież już mówił, że piloci zostali wciągnięci w śmiertelną pułapkę, a wina spada na cały polski rząd i na Rosję. A tu – okazuje się – nic nie wiadomo. Cała nadzieja w uporze zebranych wczoraj na Krakowskim Przedmieściu.
Jerzy Skoczylas


Komentarze
Pokaż komentarze (6)