Polemika Piotra Zaremby z Miładą Jędrysik pokazuje bezwzględność skrajnie prawicowej publicystyki i jej niechęć do zrozumienia świata przeciwników.
– To pani chce, żeby przedstawiać świat kobiecy w naszym poważnym piśmie? Poważnie? Boki zrywać. Chłe, chłe. Pewnie jakaś… – excuse le mot: feministka. I do tego koniecznie jeszcze coś dodam o totalitaryzmie współczesnej komuny z Czerskiej, gdzie siedziba Wyborczej – tak, w dużym skrócie, wygląda polemika autorstwa Piotra Zaremby („Rzeczpospolita”, 1.09) z felietonem Miłady Jędrysik.
Macho z Rzepy płacze jeszcze, że gdy się chce uderzyć psa, kij zawsze się znajdzie, i zakłada, że pewnie dziennikarka „Gazety Wyborczej” z musu przywaliła „Uważam Rze”. I docinasz jej szefom, by nakazali jej wykonywanie innych zadań, bo szkoda jej dla „tak podrzędnych zadań, jak skubanie od czasu do czasu nielubianego tygodnika”.
Chłopie, Pernambuco to ty nie odkryłeś – nie wiem jak Miłada, ale cholernie wiele osób was nie znosi i ja akurat się do nich zaliczam. I zaskoczę cię – tak, jak ty dostajesz świerzbu sięgając po Gazetę, tak my – biorąc do ręki „Uważam Rze” czy inną „Gazetę Polską” z waszej stajni. I to nie dlatego, że jesteś brzydki, a Semka urodziwy, ale dlatego, że się nie zgadzamy z waszą wizją świata.
Więc nie ma co udawać zatroskanego, pseudo-obiektywnego wyważonego publicystę – twój tekst przeciwko Miładzie jest po prostu bejsbolem pisany. Naparzamy się i będziemy się naparzać, ale nie dlatego, że ktoś dostaje zlecenie na załatwienie drugiej strony. Bo chyba nie powiesz, że bierzesz kasę od Kaczora za polemikę z GW, prawda? Ale kopnąć przeciwnika i potem się nad nim boleśnie pochylić, stwierdzając, jaki to gorzki świat nam funduje? O, to jest wyższa sztuka! I ty to potrafisz? Gratulacje.
A co Miłada Jędrysik naprawdę napisała? Ni mniej ni więcej to, że w naturalny sposób autorzy dzieła, również dziennikarskiego, jakoś współkreują świat opisywany. W skrócie – jeśli usiądą za redakcyjnym stołem wyłącznie kibice Wisły Kraków, to w dziale „muzyka” będziemy mieli tylko hymn klubu „Jak długo na Wawelu”, a w dziale „polemiki” – co i kiedy zrobiłbym z Legią Warszawa.
Pal diabli, jeśli tyczy to tylko poglądów estetycznych czy politycznych: wszak niechże i istnieją dzieła jednolite światopoglądowo czy tematycznie, ich problem. Ale co, gdy ewidentnie jest to niesprawiedliwe? Jeśli, na przykład, ktoś się zgadza z tezą, że kobiety są w Polsce społecznie upośledzane (patrz: niższe płace za tę samą pracę, częstokroć przedmiotowe traktowanie), to może coś powinniśmy zmienić? Jednym ze sposobów jest stwarzanie kobietom szans uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym. Stąd choćby pomysł parytetów wyborczych. Nie oznaczają one jednak, jak chcą niektórzy dowcipnisie, wybrania do Sejmu tylu kobiet, ile – proporcjonalnie – jest w społeczeństwie, ale dania im lepszych szans na listach wyborczych. Czyli wyeksponowania ich na dobrych miejscach i – po prostu – ich obecności nie tylko w roli kwiatków do kożucha.
Wierzę głęboko, że jeśli w sposób przemyślany się do tego podejdzie, świat będzie nie tylko sprawiedliwszy (bo dostaną w nim szansę również ci, którzy z racji kulturowych są z niego częściowo wykluczeni), ale i lepszy: mądrzejszy i bardziej stonowany, czasami bardziej pełny pasji i wiary, a na pewno – nie głupio agresywny. Tak, gdyby w „Uważam Rze” kobiety miały więcej do powiedzenia może nie zastanawialibyście się ciągle, kto i dlaczego was chce skrzywdzić i nie szukalibyście trupów w cudzych szafach.
Co w tym głupiego, że, jak pisze Jędrysik, fajnie byłoby przeczytać z okazji II wojny światowej o „cichym heroizmie kobiet (…), wdów po tych zabitych kapitanach, które musiały utrzymać rodzinę w czasie okupacji”? Że nie zrobiła tego ani Wyborcza, ani portal „Polska Ma Sens”? No jasne, a w Ameryce murzynów biją – odpowiadał tow. Gomułka, gdy wytykano mu braki demokracji w PRL.
Pisze red. Zaremba: „To, co proponuje redaktor Jędrysik, prowadzi nie do sfeminizowania, lecz do zdziecinnienia cywilizacji. Ale naprawdę niewesoło robi się wtedy, gdy pojawia się przymus. (…) Czekam, kiedy Jędrysik rzuci się, żeby to poprawiać – przepisami ustawy, a choćby i wymuszanymi przez wrzawę zmianami na medialnym rynku. Kiedy zafunduje mi parytet nie tylko przy rozdawnictwie posad, ale i tematów”.
Sprzeciw. Gdy mama mówi: „Nie dłub w nosie!”, to nazywa się to wychowanie. A gdy niepełnosprawni nie mają jak poruszać się po schodach, to państwo wymusza wprowadzenie odpowiednich zmian w projektowaniu budownictwa. Czasami zatem trzeba interweniować, nawet jeśli komuś byłoby fajniej bez interwencji.
Jej granica jest trudna do oznaczenia – ale na pewno jest zupełnie nie tam, gdzie widzi ją publicysta „Rzeczpospolitej”. I nie zdziecinnienie cywilizacji za nią stoi, lecz jej mądre pogłębienie.
Jej granica jest trudna do oznaczenia – ale na pewno jest zupełnie nie tam, gdzie widzi ją publicysta „Rzeczpospolitej”. I nie zdziecinnienie cywilizacji za nią stoi, lecz jej mądre pogłębienie.
Przyznam się bez prawicowego bicia: jestem typical nadwiślański facio, który ma fatalny ogląd świata – wydzieram się na stadionie, żłopię wódę i zakąszam śledziem. Towarzyszą temu i inne, gorsze, zachowania, nazwałbym je ogólnie – zachowaniami pełnymi rozmaitych irracjonalnych fobii. Wiem o tym, czasami się tego wstydzę, a na pewno – staram się to zmieniać. W sobie również.
W zespole „Polska Ma Sens” na 21 osób jest 11 kobiet. Nie liczę tego i nie planuję redakcji ze względu na płeć, choć, szczerze mówiąc, zawsze jako cechę dodatkową – po profesjonalizmie – wybieram płeć piękną. Nie, nie dlatego, że każe mi jakiekolwiek lewicowe guru, ale dlatego, że po prostu lubię baby i wiem, że na facetów działają budująco.
Ale nie na wszystkich facetów.
Ale nie na wszystkich facetów.
Witold Bereś


Komentarze
Pokaż komentarze (7)