Odcinek piętnasty: Zero onanizmu
Oczywiście my starzy, niewykształceni z małych miast, bierzemy sobie do serca bieżącą publicystykę Rafała Ziemkiewicza. Silnie stosujemy się do jego złotych zaleceń moralnych i wszelakich porad, w tym tej, jak gładko pogodzić agresywną codzienność postmodernizmu z godnością Słowianina. A zatem, nigdy nie wchodzimy do żadnych salonów, nawet fryzjerskich. Jemy dużo wieprzowiny, bowiem to wieprzowina właśnie daje nam pełnię uczucia polskiej tożsamości. Staramy się też wydzielać ogromne ilości dwutlenku węgla i metanu, głównie metanu, co doprowadza do furii zwolenników teorii globalnego ocieplenia.
Ziemkiewicz swym pisaniem nauczył nas ogromnej ostrożności wobec tzw. autorytetów i uczulił na to, co ludzie opozycji czasów komunistycznych mówią na swój temat. To od Ziemkiewicza wiemy, że wtedy – na przykład w stanie wojennym – należało robić to, co on, czyli wydzielać metan właśnie. Wyłącznie. Tak było najlepiej dla ojczyzny. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, nie znając wtedy Ziemkiewicza, robiliśmy właśnie tip-top to samo. Dzięki temu czujemy się świetnie, a czulibyśmy się jeszcze lepiej, gdyby Ziemkiewicz był dziś ministrem kultury, albo skarbu, albo zdrowia i na dodatek szefem kapituły orderu Orła Białego. Tak by było dobrze, wręcz idealnie..
Jest pewna okoliczność, którą – gdybyśmy byli wybitnymi literatami – nazwalibyśmy łyżką dziegciu w beczce miodu. Otóż przy wszelkich możliwych zaletach ducha i ciała, publicysta Ziemkiewicz, najprawdopodobniej bez konsultacji z Bronisławem Wildsteinem, bez porozumienia z zespołem programowym PiS i bez zgody episkopatu, opublikował książkę pod tytułem „Ciało obce”. Parę lat temu. Nikt jej w tych gremiach nie zauważył.
Łyżka dziegciu staje się błyskawicznie łygą miodu (w bece tegoż), gdyż de facto jesteśmy przecież młodymi wykształconymi ludźmi z wielkich miast, a nie z małych. Jednym słowem, żadne niepokoje dotyczące literatury nas nie dotyczą. Żadne. My czytamy jak leci i się podniecamy bez oporów. Z entuzjazmem i na chama. Niniejszym chcemy tu ogłosić żyjącym w stereotypowych wyobrażeniach o twórczości Ziemkiewicza, że od pierwszej do ostatniej strony „Ciała obcego” bohater ma wzwód i jest to – używając terminologii medycznej – wzwód deskowaty. To oznacza tyle, że bohaterowi stoi przez 222 strony w wydaniu wznowionym (cena okładkowa 29.90 zł). Opłaca się.
Założenie programowe powieści brzmi następująco: „Wreszcie jestem wolny, w pełni sił, ledwie skończyłem czterdziestkę, a świat jest pełen towaru, tylko brać. Od dziś istnieją trzy żelazne zasady, trzy jedyne rzeczy, które sobie przysięgam: zero wyrzutów sumienia wobec kobiet, zero uczuć dla którejkolwiek i zero onanizmu”. Tak się zaczyna. Obiecująco. Ziemkiewicz ustami swego bohatera deklaruje niemal to samo co my: zero onanizmu.
Ziemkiewicz swym pisaniem nauczył nas ogromnej ostrożności wobec tzw. autorytetów i uczulił na to, co ludzie opozycji czasów komunistycznych mówią na swój temat. To od Ziemkiewicza wiemy, że wtedy – na przykład w stanie wojennym – należało robić to, co on, czyli wydzielać metan właśnie. Wyłącznie. Tak było najlepiej dla ojczyzny. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, nie znając wtedy Ziemkiewicza, robiliśmy właśnie tip-top to samo. Dzięki temu czujemy się świetnie, a czulibyśmy się jeszcze lepiej, gdyby Ziemkiewicz był dziś ministrem kultury, albo skarbu, albo zdrowia i na dodatek szefem kapituły orderu Orła Białego. Tak by było dobrze, wręcz idealnie..
Jest pewna okoliczność, którą – gdybyśmy byli wybitnymi literatami – nazwalibyśmy łyżką dziegciu w beczce miodu. Otóż przy wszelkich możliwych zaletach ducha i ciała, publicysta Ziemkiewicz, najprawdopodobniej bez konsultacji z Bronisławem Wildsteinem, bez porozumienia z zespołem programowym PiS i bez zgody episkopatu, opublikował książkę pod tytułem „Ciało obce”. Parę lat temu. Nikt jej w tych gremiach nie zauważył.
Łyżka dziegciu staje się błyskawicznie łygą miodu (w bece tegoż), gdyż de facto jesteśmy przecież młodymi wykształconymi ludźmi z wielkich miast, a nie z małych. Jednym słowem, żadne niepokoje dotyczące literatury nas nie dotyczą. Żadne. My czytamy jak leci i się podniecamy bez oporów. Z entuzjazmem i na chama. Niniejszym chcemy tu ogłosić żyjącym w stereotypowych wyobrażeniach o twórczości Ziemkiewicza, że od pierwszej do ostatniej strony „Ciała obcego” bohater ma wzwód i jest to – używając terminologii medycznej – wzwód deskowaty. To oznacza tyle, że bohaterowi stoi przez 222 strony w wydaniu wznowionym (cena okładkowa 29.90 zł). Opłaca się.
Założenie programowe powieści brzmi następująco: „Wreszcie jestem wolny, w pełni sił, ledwie skończyłem czterdziestkę, a świat jest pełen towaru, tylko brać. Od dziś istnieją trzy żelazne zasady, trzy jedyne rzeczy, które sobie przysięgam: zero wyrzutów sumienia wobec kobiet, zero uczuć dla którejkolwiek i zero onanizmu”. Tak się zaczyna. Obiecująco. Ziemkiewicz ustami swego bohatera deklaruje niemal to samo co my: zero onanizmu.
Stanisław Mancewicz


Komentarze
Pokaż komentarze