Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens
125
BLOG

Z prawego łoża

Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens Polityka Obserwuj notkę 1

Odcinek 16: Mocne pchnięcia

 
Doprawdy czytając powieści Bronisława WildsteinaRafała Ziemkiewicza odnosimy zgoła różne wrażenia.

Chciałoby się w dwu słowach uzasadnić to przeciekawe spostrzeżenie. Zauważamy zatem, że twórczość Wildsteiena wynika z pobudek szalenie szlachetnych i czysto konserwatywnych. Ma, po pierwsze, przynosić literaturze światowej starą jakość, ma nie bawiąc uczyć historii, ma wstrząsać sumieniami jego dawnych znajomych, których po latach opisuje, ma ich uczyć moresu, patriotyzmu i jedzenia kotletów mielonych. I wreszcie, dawać im do zrozumienia że przyjdzie czas, gdy naród ich z tego przepyta.
Jakość seksu umieszczonego jest wypadkową wymienionych założeń taktycznych. Jest to pomieszanie seksu z jedzeniem mielonego. Poza tym, co ważne, i o czym tu już wspominaliśmy, jego proza jest identyczna pod każdym względem z publicystyką uprawianą przezeń na bieżąco.

U Ziemkiewicza zaś doznajemy szoku. Literat ten na co dzień jest przecież człowiekiem głęboko moralnym – powiedzmy to głośno – jest wewnętrznie bardzo piękny. Jego pisarska i oralna żarliwość, z jaką broni ojczyzny przed obcymi przywodzi na myśl partyzantów i nie mamy tu wcale na myśli partyzantów z książki Mieczysława Moczara pt. „Barwy walki”. Ziemkiewicz za swe poglądy cierpi rzecz jasna straszne krzywdy od reżymu Tuska i salonu Michnika, ale niemal nigdy – w odróżnieniu od swych kolegów – nie uronił z tego powodu nawet jednej łezki. Tak nam się przynajmniej wydaje. Śmiało możemy postawić tezę, że Ziemkiewicz w odróżnieniu od Wildsteina czy Horubały nie jest beksą. To heros nam niedziwny.

Za to w swej prozie autor ten nas zdumiewa, na zupełnie inny sposób. Popatrzmy i podziwiajmy, bowiem jest to próbka frazy, której w przyszłości będziemy kosztować chochlami. To rzecz jasna „Ciało obce”, a w nim Danka: „Imponował mi jej seksualny apetyt, może nie tyle nawet imponował, ile leczył z kompleksów; po każdym rżnięciu czułem się uspokojony i dowartościowany jak rzadko w życiu. Szła prosto od drzwi do łazienki, zawsze w pośpiechu, bo praca, dzieci, mąż, zresztą ja też nie miałem ochoty na przydługie powitania – a potem od razu klękała przed moim kutasem. Przysysała się do niego zgłodniała, bezwstydnie, radośnie i ze znawstwem pozwalającym jej nieomylnie wyczuć, w którym momencie przerwać obciąganie i nadstawić się, tak żebym, zanim się spuszczę, jak najdłużej pozostał twardy. Przy całym okazywanym podnieceniu, posapywaniu, wszystkich tych krzykach i wbijaniu mi paznokci w pośladki, gospodarowała moją erekcja jak skrzętna gospodyni mężowską pensja, żeby nie zmarnować ani jednego pchnięcia. Bardzo rzadko trafiał się jej na tyle gorszy dzień, że odpuszczała i w którymś momencie dokańczała mnie na zewnątrz, pozwalając trysnąć sobie na piersi” (str. 11).

Tu czytelnik może zapytać, czymże tak się zdumieliśmy i co nam nie pasuje. Otóż rzecz jasna wszystko nam pasuje i to jest właśnie najgorsze. Gdyby ten kawałek wrzucić na portal „Polityce”, albo posłać do „Rzepy” do adiustacji Wildsteinowi, albo do „Gazety Polskiej Codziennie” synowi Wildsteina i gdyby dopisać, że stworzył to nie Rafał Ziemkiewicz, a ktoś z tzw. naszych, prawdopodobnie zostałyby wezwane na pomoc kibiców hufce maryjne. Przecież to literatura zwyrodniała w każdym calu, zwyrodnieniem charakterystycznym dla wiadomo kogo. Ona – pardon – wyje wyciem nergalowym z samego piekła, by użyć adekwatnego określenia, które nam się tak bardzo podoba.
 
 
Stanisław Mancewicz

Pragniemy skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka