Odcinek 17: Pomruki spod knebla
Jesteśmy autentycznie poruszeni i dlatego natychmiast cytujemy Piotra Zarembę z portalu wPolityce: Jestem autentycznie poruszony, choć miałem przekonanie, że będę oglądał to, co już dobrze znam. Ale Wojciech Tomczyk niesłychanie zręcznie wypreparował może najciekawszy wątek powieści Bronisława Wildsteina <Dolina nicości> wzbogacając własną wyobraźnią.
Mamy w tych zdaniach jakieś drobne językowe kulawizny, ale zważywszy poruszenie autora, machamy na to ręką. Jako się rzekło jesteśmy poruszeni równie, a może nawet bardziej. Otóż Piotrem Zarembą wstrząsnęło rzucenie adaptacji wspomnianej powieści na szkło teatru telewizji, nami zaś poruszył rysujący się, na razie niewyraźnie ale jednak, wielki zamysł. Wygląda na to, że się zaczęło. Że oto teatr telewizji zabrał się za naszych ulubionych autorów na dobre i na Wildsteinie nie poprzestanie. Rzecz jasna, nie podoba nam się adaptowanie wątków nieerotycznych, należących do kategorii dających do myślenia. Jednak wierzymy, że gdy Bronisław Wildstein znów i zaraz zostanie prezesem TVP, nikt niczego nie będzie preparował, ani wzbogacał. Że dostaniemy i Dolinę nicości i Czas niedokonany w pełnej wersji autorskiej. Ot choćby z ową malowniczą sceną (z tej drugiej powieści), gdy główny bohater wsadza rękę do majtek pewnej panience, w trakcie tragicznego przemówienia premiera Olszewskiego. Nawiasem mówiąc, przyznajemy że Wildstein jest dla nas nieco za trudny. Dlatego jeszcze bardziej byśmy chcieli adaptacji powieści Rafała Ziemkiewicza pt. Ciało obce. Z niej się nie da niczego wypreparować, ani zręcznie ani niezręcznie. Z tego można zrobić tylko kawał wielkiego pornocha a’ la polonaise. Silnie przemawiającego do naszego braku wyobraźni. Chcielibyśmy pornocha, na scenę albo na ekran, po którego oglądnięciu niemieckie facetki z branży, będą musiały szukać ukojenia w modlitwie. Tego oczekujemy i tym na razie, autentycznie poruszeni, żyjemy.
By nasze marzenia nie zostały jednak uznane za jałowe, jałowizną lizania przez szybkę, szybko wracamy do konkretu, do Ciała Obcego właśnie, którym od parunastu dni się zachwycamy. Przypomnijmy, że jesteśmy dopiero na samym początku i – tak nam się wydaje - nic a nic nam jeszcze nie umknęło, ani fakt miękki, ani twardy. Owa Danka, którą poznaliśmy w odcinku poprzednim, okazuje być wyjęta z żurnala konserwatywnych mód. Ziemkiewicz tak ją widzi, gdy ta wychodzi z łazienki: Wyszła stamtąd w pończochach, szpilkach i skórzanym gorseciku odsłaniającym piersi, w grubej obroży, z naręczem akcesoriów. (…) okazały się bardzo praktyczne, zwłaszcza knebel, twarda, skórzana kula na mocnym pasku z zapięciem na kark. Wsłuchiwałem się, jak przez ten knebel Danka pomrukuje aprobująco, gdy ją rżnąłem spętaną, pełen szczęścia i ulgi. (str. 12 i 13) Tu musimy przerwać, by zareagować po ludzku i od serca. Ta plastyczna scena plus akcesoria, jest niespecjalnie oryginalna. Jest stara jak wszystkie przebieranki świata. Owszem. My jednak ze zdumieniem graniczącym z owym autentycznym poruszeniem stwierdzamy, że jest to najpewniej profetyczna wizualizacja, skreślona ongiś ręką pisarza, a malująca przecież dzisiejszą, tak! Obecną! dolę prawicowych publicystów. Można o tym przeczytać wszędzie. Od wPolityce, poprzez Rzepę, Uważam Rze, Salon24, po Gazetę Polską codziennie i co tydzień. Wszędzie tam stoi czarno na białym, o tym jak mainstream wkłada tym ludziom szpilki, obrożę i knebel, zwłaszcza w mediach publicznych. To nam się po prostu za bardzo kojarzy, nawet skórzany gorsecik odsłaniający piersi nam się kojarzy ale nie powiemy z kim i dlatego nie możemy dłużej analizować tej scenki.
Mamy w tych zdaniach jakieś drobne językowe kulawizny, ale zważywszy poruszenie autora, machamy na to ręką. Jako się rzekło jesteśmy poruszeni równie, a może nawet bardziej. Otóż Piotrem Zarembą wstrząsnęło rzucenie adaptacji wspomnianej powieści na szkło teatru telewizji, nami zaś poruszył rysujący się, na razie niewyraźnie ale jednak, wielki zamysł. Wygląda na to, że się zaczęło. Że oto teatr telewizji zabrał się za naszych ulubionych autorów na dobre i na Wildsteinie nie poprzestanie. Rzecz jasna, nie podoba nam się adaptowanie wątków nieerotycznych, należących do kategorii dających do myślenia. Jednak wierzymy, że gdy Bronisław Wildstein znów i zaraz zostanie prezesem TVP, nikt niczego nie będzie preparował, ani wzbogacał. Że dostaniemy i Dolinę nicości i Czas niedokonany w pełnej wersji autorskiej. Ot choćby z ową malowniczą sceną (z tej drugiej powieści), gdy główny bohater wsadza rękę do majtek pewnej panience, w trakcie tragicznego przemówienia premiera Olszewskiego. Nawiasem mówiąc, przyznajemy że Wildstein jest dla nas nieco za trudny. Dlatego jeszcze bardziej byśmy chcieli adaptacji powieści Rafała Ziemkiewicza pt. Ciało obce. Z niej się nie da niczego wypreparować, ani zręcznie ani niezręcznie. Z tego można zrobić tylko kawał wielkiego pornocha a’ la polonaise. Silnie przemawiającego do naszego braku wyobraźni. Chcielibyśmy pornocha, na scenę albo na ekran, po którego oglądnięciu niemieckie facetki z branży, będą musiały szukać ukojenia w modlitwie. Tego oczekujemy i tym na razie, autentycznie poruszeni, żyjemy.
By nasze marzenia nie zostały jednak uznane za jałowe, jałowizną lizania przez szybkę, szybko wracamy do konkretu, do Ciała Obcego właśnie, którym od parunastu dni się zachwycamy. Przypomnijmy, że jesteśmy dopiero na samym początku i – tak nam się wydaje - nic a nic nam jeszcze nie umknęło, ani fakt miękki, ani twardy. Owa Danka, którą poznaliśmy w odcinku poprzednim, okazuje być wyjęta z żurnala konserwatywnych mód. Ziemkiewicz tak ją widzi, gdy ta wychodzi z łazienki: Wyszła stamtąd w pończochach, szpilkach i skórzanym gorseciku odsłaniającym piersi, w grubej obroży, z naręczem akcesoriów. (…) okazały się bardzo praktyczne, zwłaszcza knebel, twarda, skórzana kula na mocnym pasku z zapięciem na kark. Wsłuchiwałem się, jak przez ten knebel Danka pomrukuje aprobująco, gdy ją rżnąłem spętaną, pełen szczęścia i ulgi. (str. 12 i 13) Tu musimy przerwać, by zareagować po ludzku i od serca. Ta plastyczna scena plus akcesoria, jest niespecjalnie oryginalna. Jest stara jak wszystkie przebieranki świata. Owszem. My jednak ze zdumieniem graniczącym z owym autentycznym poruszeniem stwierdzamy, że jest to najpewniej profetyczna wizualizacja, skreślona ongiś ręką pisarza, a malująca przecież dzisiejszą, tak! Obecną! dolę prawicowych publicystów. Można o tym przeczytać wszędzie. Od wPolityce, poprzez Rzepę, Uważam Rze, Salon24, po Gazetę Polską codziennie i co tydzień. Wszędzie tam stoi czarno na białym, o tym jak mainstream wkłada tym ludziom szpilki, obrożę i knebel, zwłaszcza w mediach publicznych. To nam się po prostu za bardzo kojarzy, nawet skórzany gorsecik odsłaniający piersi nam się kojarzy ale nie powiemy z kim i dlatego nie możemy dłużej analizować tej scenki.
Stanisław Mancewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (2)