Muzyk Kazik Straszewski wypowiedział się na temat polityki. Nie po raz pierwszy. Ani drugi, ani trzeci.
Właściwie od początku jego działalności widać wyraźnie, że polityka jest jego wielką namiętnością. Jednak jako człowiek inteligentny, albo przynajmniej sprytny, nie wyrażał akcesu do żadnej z istniejących opcji politycznych. Dobrze wiedział, że jego wiarygodność w oczach odbiorców mogłaby znacznie ucierpieć. Krytykował więc sobie zawzięcie wszystkich – od prawa, do lewa, bo to zawsze się spodoba, bo zawsze jest ktoś, komu można przywalić. Czasami enigmatycznie opowiadał o swoich wyobrażeniach na temat idealnego państwa, aż wreszcie powiedział za dużo. Treści w jego wywiadzie dla Nowej Trybuny Opolskiej było niewiele. Ot, tyle co w przelotnej rozmowie o polityce między dalekimi znajomymi. Więcej tam było emocji i rozżalenia, niż rzeczywistej analizy. Jednak zważywszy na czas, w jakim muzyk wypowiedział swe słowa, było tego stanowczo za dużo. W każdym razie wystarczająco, by z dnia na dzień Kazik stał się idolem wszystkich pisowskich aktywistów. Obwieścili oni z triumfem całemu światu, że oto nawet Kazik zagłosuje na PiS. Wkrótce za poparcie podziękował sam Jarosław Kaczyński i tego już było za dużo. Muzyk wydał oświadczenie, w którym stanowczo odciął się od tych insynuacji, a słowa Prezesa nazwał kurtuazyjnie sporą nadinterpretacją. Na koniec napisał: Na wybory się nie wybieram. Mój głos zmarnuję z pełną świadomością. I to jest z mojej strony ostatnie słowo wokół tej żenującej ruchawki.
Zastanawiam się, co w tej sprawie jest bardziej żenujące? Czy postawa zwolenników PiS, którzy wczoraj jeszcze wychwalali pod niebiosa polityczną przenikliwość lidera Kultu, a dzisiaj wylewają na niego wiadra pomyj, czy sama postawa Kazika? Prawdę mówiąc bardziej rozczarował mnie ten ostatni. Do agresywnych i wulgarnych zachowań sympatyków prawicy przyzwyczaiły mnie już różne fora internetowe. Ze strony Kazika liczyłem jednak na coś więcej. On zachował się jak mały chłopiec, który przegrywając w warcaby, wywala całą szachownicę. Tym bowiem jest jego deklaracja, że Na wybory się nie wybieram. Mój głos zmarnuję z pełną świadomością. A w wyborach nie chodzi przecież o niego i o to, że sparzył się paplając bez opamiętania. Musi przecież zdawać sobie sprawę, że dla wielu ludzi jest jakimś tam autorytetem i że takimi deklaracjami czyni ogromną szkodę. Zabiorę szachownicę i jeszcze powiem kolegom, żeby z wami nie grali - zdaje się mówić Kazik. Tylko to, że jemu nie udała się partia, wcale nie musi oznaczać, iż cała gra jest do kitu. Może jest odwrotnie. Gra jest super, tylko on się do niej nie nadaje? W każdym razie inni mają prawo choćby spróbować.
Wisi mi, czy muzyk pójdzie na wybory, czy na długi spacer z psem. Nie chcę jednak, by swoją absencją zachęcał do takiego kroku innych. Kazimierz Dejmek mawiał: Dupa jest od srania, aktor jest od grania. Myślę, że muzykom również można polecić tę zacną dewizę.
Zastanawiam się, co w tej sprawie jest bardziej żenujące? Czy postawa zwolenników PiS, którzy wczoraj jeszcze wychwalali pod niebiosa polityczną przenikliwość lidera Kultu, a dzisiaj wylewają na niego wiadra pomyj, czy sama postawa Kazika? Prawdę mówiąc bardziej rozczarował mnie ten ostatni. Do agresywnych i wulgarnych zachowań sympatyków prawicy przyzwyczaiły mnie już różne fora internetowe. Ze strony Kazika liczyłem jednak na coś więcej. On zachował się jak mały chłopiec, który przegrywając w warcaby, wywala całą szachownicę. Tym bowiem jest jego deklaracja, że Na wybory się nie wybieram. Mój głos zmarnuję z pełną świadomością. A w wyborach nie chodzi przecież o niego i o to, że sparzył się paplając bez opamiętania. Musi przecież zdawać sobie sprawę, że dla wielu ludzi jest jakimś tam autorytetem i że takimi deklaracjami czyni ogromną szkodę. Zabiorę szachownicę i jeszcze powiem kolegom, żeby z wami nie grali - zdaje się mówić Kazik. Tylko to, że jemu nie udała się partia, wcale nie musi oznaczać, iż cała gra jest do kitu. Może jest odwrotnie. Gra jest super, tylko on się do niej nie nadaje? W każdym razie inni mają prawo choćby spróbować.
Wisi mi, czy muzyk pójdzie na wybory, czy na długi spacer z psem. Nie chcę jednak, by swoją absencją zachęcał do takiego kroku innych. Kazimierz Dejmek mawiał: Dupa jest od srania, aktor jest od grania. Myślę, że muzykom również można polecić tę zacną dewizę.
Piotr Czyż


Komentarze
Pokaż komentarze (5)