Pięć lat temu bracia Kaczyńscy w pełni pokazali, co potrafią: po nagraniu przez TVN negocjacji hotelowych PiS z Renatą Beger, rząd zaprzągł całe państwo do przeciwuderzenia.
W piątek, 29 września na łamach prorządowej Rzeczpospolitej ukazuje się wywiad z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Szef rządu jednoznacznie deklaruje: Będziemy kontratakować, to oczywiste i straszy przygotowywanym przez Antoniego Macierewicza raportem z likwidacji WSI (czyli wojskowych służb specjalnych), w którym znajdować się mają dowody na spisek służb sterujących Polską.
Kaczyński zastrzega wprawdzie obłudnie, że nie można zbyt szybko ujawniać raportu, bo to byłoby bezprawne, ale nie waha się powiedzieć: Znam już teraz zarys raportu o likwidacji WSI. I niebawem się państwo przekonacie, co tam jest. Tylko dla tego raportu warto było zawrzeć tamtą koalicję. (...) Po to, aby ten >>Ubekistan<< zaczął być wreszcie podważany. Niestety, ten >>Ubekistan<< znowu dzisiaj się broni. Bo my nie mamy żadnych złudzeń, kto przygotował tę prowokację z taśmami. (…) Ci, którzy w tych działaniach uczestniczą, przede wszystkim Platforma, biorą na siebie wielką odpowiedzialność za skrajne szkodzenie Polsce. Może brzemię polskości jest rzeczywiście zbyt ciężkie dla niektórych. (…) I żeby była jasność. Nie jesteśmy w sytuacji, że musimy stracić władzę. Możemy podjąć taką decyzję, że władzy nie stracimy.
Z kolei prezydent Lech Kaczyński ogłasza, że społeczeństwo musi się dowiedzieć, kto jest kim w Polsce. (…) Są w Polsce media, i to wpływowe, które są głęboko zainteresowane tym, aby te procesy, które się odbywają – jak powołanie CBA i likwidacja WSI – żeby to się nie zdarzyło albo się odwróciło.
Następnego dnia, w sobotę 30 września 2006 Andrzej Zybertowicz, ekspert komisji weryfikacyjnej, na łamach innego prawicowego pisma, Dziennika, podgrzewa atmosferę i oświadcza, że WSI zwerbowały m.in. tych dziennikarzy, którzy obecnie publikują na pierwszych stronach gazet.
W tej sytuacji konferencja prasowa Macierewicza zorganizowana w Łazienkach zapowiada się na wielki skandal. I zaczyna się zgodnie z przypuszczeniami: minister oznajmia, że WSI dopuszczały się bezprawnych działań wobec świata mediów, polityki i gospodarki.
Tyle, że już po chwili wiadomo, że Macierewicz nie ma ani raportu, ani jego tez, a tylko snuje luźne refleksje na temat tego, co w nim może się znaleźć. Oznajmia na przykład: Próba opanowania świata informacji i polityki i manipulowania nim była jedną z istotniejszych aktywności WSI. Zamiast chronić bezpieczeństwo Rzeczypospolitej, zagrażały jej. I dodaje, że ma dowody na nielegalne operacje finansowe, na udział WSI w aferze paliwowej, aferze FOZZ i nielegalnym handlu bronią w latach 90.
Ostatecznie WSI zostają rozwiązane. Tyle że wkrótce okaże się, że rzekome dowody spisku służb posłużą Kaczyńskim do czegoś innego – do walki z wolnymi mediami…
Michał Ogórek tak spointował myślenie braci K.: Jarosław Kaczyński uważa, że to służby specjalne chcą usunięcia go ze stanowiska. Jako że sondaże wskazują, że osób, które tego chcą, jest w Polsce 68 proc., okazuje się, że służby specjalne stanowią już ponad dwie trzecie społeczeństwa. Likwidacja ich wszystkich jako Wojskowych Służb Informacyjnych nie będzie łatwa i może temu nie podołać nawet minister Macierewicz. Trudno nie przyznać premierowi racji, że sytuacja, w której służby stanowią w kraju większość ludności, jest nie do wytrzymania.
Kaczyński zastrzega wprawdzie obłudnie, że nie można zbyt szybko ujawniać raportu, bo to byłoby bezprawne, ale nie waha się powiedzieć: Znam już teraz zarys raportu o likwidacji WSI. I niebawem się państwo przekonacie, co tam jest. Tylko dla tego raportu warto było zawrzeć tamtą koalicję. (...) Po to, aby ten >>Ubekistan<< zaczął być wreszcie podważany. Niestety, ten >>Ubekistan<< znowu dzisiaj się broni. Bo my nie mamy żadnych złudzeń, kto przygotował tę prowokację z taśmami. (…) Ci, którzy w tych działaniach uczestniczą, przede wszystkim Platforma, biorą na siebie wielką odpowiedzialność za skrajne szkodzenie Polsce. Może brzemię polskości jest rzeczywiście zbyt ciężkie dla niektórych. (…) I żeby była jasność. Nie jesteśmy w sytuacji, że musimy stracić władzę. Możemy podjąć taką decyzję, że władzy nie stracimy.
Z kolei prezydent Lech Kaczyński ogłasza, że społeczeństwo musi się dowiedzieć, kto jest kim w Polsce. (…) Są w Polsce media, i to wpływowe, które są głęboko zainteresowane tym, aby te procesy, które się odbywają – jak powołanie CBA i likwidacja WSI – żeby to się nie zdarzyło albo się odwróciło.
Następnego dnia, w sobotę 30 września 2006 Andrzej Zybertowicz, ekspert komisji weryfikacyjnej, na łamach innego prawicowego pisma, Dziennika, podgrzewa atmosferę i oświadcza, że WSI zwerbowały m.in. tych dziennikarzy, którzy obecnie publikują na pierwszych stronach gazet.
W tej sytuacji konferencja prasowa Macierewicza zorganizowana w Łazienkach zapowiada się na wielki skandal. I zaczyna się zgodnie z przypuszczeniami: minister oznajmia, że WSI dopuszczały się bezprawnych działań wobec świata mediów, polityki i gospodarki.
Tyle, że już po chwili wiadomo, że Macierewicz nie ma ani raportu, ani jego tez, a tylko snuje luźne refleksje na temat tego, co w nim może się znaleźć. Oznajmia na przykład: Próba opanowania świata informacji i polityki i manipulowania nim była jedną z istotniejszych aktywności WSI. Zamiast chronić bezpieczeństwo Rzeczypospolitej, zagrażały jej. I dodaje, że ma dowody na nielegalne operacje finansowe, na udział WSI w aferze paliwowej, aferze FOZZ i nielegalnym handlu bronią w latach 90.
Ostatecznie WSI zostają rozwiązane. Tyle że wkrótce okaże się, że rzekome dowody spisku służb posłużą Kaczyńskim do czegoś innego – do walki z wolnymi mediami…
Michał Ogórek tak spointował myślenie braci K.: Jarosław Kaczyński uważa, że to służby specjalne chcą usunięcia go ze stanowiska. Jako że sondaże wskazują, że osób, które tego chcą, jest w Polsce 68 proc., okazuje się, że służby specjalne stanowią już ponad dwie trzecie społeczeństwa. Likwidacja ich wszystkich jako Wojskowych Służb Informacyjnych nie będzie łatwa i może temu nie podołać nawet minister Macierewicz. Trudno nie przyznać premierowi racji, że sytuacja, w której służby stanowią w kraju większość ludności, jest nie do wytrzymania.
Witold Bereś


Komentarze
Pokaż komentarze (5)