Odcinek 18: Nacieranie mocne i szybkie
No właśnie. Nie możemy sobie przypomnieć, czy Ziemkiewicz odzywał się ostatnio na jakiś łamach, na temat satanizmu. Ktoś nam podpowiada, że owszem, pisał o szatanie, na jednym z portali, w swoim cyklu pt. „Myśli nowoczesnego endeka”. Lubimy i ten nadtytuł, i owe myśli, których nowoczesność nas tak bardzo onieśmiela.
Dlatego napomykamy o dzisiejszej publicystyce Ziemkiewicza, bo w „Ciele obcym” Ziemkiewicz umieścił księdza o pseudonimie „diabełek” i robi sobie z niego niezłe jaja. Liczyliśmy, że autor niczego nam nie oszczędzi i się nie przeliczyliśmy. Bohater jajcarsko się „diabełkowi” spowiada, głównie z tego, że się brzydko bawi sam ze sobą. Uważamy, że to jest ciekawostka z punktu widzenia trwających właśnie sporów i dyskusji o diabelstwie, kuszeniach i prześladowaniach chrześcijan. Jesteśmy gotowi wysłać „Ciało obce” jakiemuś biskupowi, by ten skonfrontował doświadczenia z konfesjonału z brzydkimi myślami nowoczesnego endeka. Taka opinia by nas ciekawiła, zwłaszcza że mamy już trochę dość „Ciała obcego”, a zwłaszcza tych właśnie kawałków, w których bohater Ziemkiewicza rozwlekle się onanizuje. Nie tego oczekiwaliśmy po nowoczesności, nie o tym marzymy i zaczynamy powolutku tęsknić za Wildsteinem, o którym wielbiciele mówią, że pisze bardzo pięknie, i który jawi nam się teraz jako człowiek subtelny.
Musimy teraz przejść do rzeczy, czyli do cytatów, tego wymaga misja, której ku pożytkowi narodu się podjęliśmy. A zatem, bohater masturbuje się na oczach owej wspomnianej już Danki, kobiety dojrzałej: „Najbardziej podniecało ją patrzenie, jak się onanizuję. No wiesz, każdy facet to kiedyś robił, próbowałem z początku wybrnąć, ale już widzę że ją to kusi, aż piersi jej nabrzmiewają i robią się różowe: pokaż mi niegrzeczny chłopczyku, jak to robiłeś, no pokaż. No wiesz przysięgałem sobie, że już nigdy w życiu, mówię, ale ona: nie musisz tryskać, ja cię później dokończę. (…) Strasznie ją to nakręciło i chciała potem powtarzać tę zabawę wiele razy – siadała po przeciwnej stronie łóżka albo na fotelu, rozkładała szeroko nogi i wpatrzona, jak walę konia, łapała się za łechtaczkę. Nacierała ją sobie tak mocno i szybko, że ja nigdy bym się nie odważył. (…) Dopiero po tylu latach zrozumiałem, dlaczego Diabełek zawsze się upewniał, czy moje >>nieskromne uczynki wobec ciała<< popełniane były w samotności. Skoro w samotności to mniejszy problem”. (str. 25-26).
Ponieważ od lat stoimy tam gdzie stało ZOMO, ponieważ od lat na widok Jarosława Kaczyńskiego uderzamy rytmicznie pałami w metalowe tarcze, możemy z przekonaniem graniczącym z pewnością powiedzieć, że scena ta nie jest napisana z rozmachem, którego byśmy oczekiwali. Jest to scena szalenie tradycyjna zważywszy, że pokazana została z powodu księdza, który na swe nieszczęście znalazł się w tej fabule. Wniosek autora, odnoszący się do katolickiego kanonu zachowania reguł życia w czystości, musi być dla wielu czytelników tej powieści argumentem i do dyskusji a na pewno praktyk.
Dlatego napomykamy o dzisiejszej publicystyce Ziemkiewicza, bo w „Ciele obcym” Ziemkiewicz umieścił księdza o pseudonimie „diabełek” i robi sobie z niego niezłe jaja. Liczyliśmy, że autor niczego nam nie oszczędzi i się nie przeliczyliśmy. Bohater jajcarsko się „diabełkowi” spowiada, głównie z tego, że się brzydko bawi sam ze sobą. Uważamy, że to jest ciekawostka z punktu widzenia trwających właśnie sporów i dyskusji o diabelstwie, kuszeniach i prześladowaniach chrześcijan. Jesteśmy gotowi wysłać „Ciało obce” jakiemuś biskupowi, by ten skonfrontował doświadczenia z konfesjonału z brzydkimi myślami nowoczesnego endeka. Taka opinia by nas ciekawiła, zwłaszcza że mamy już trochę dość „Ciała obcego”, a zwłaszcza tych właśnie kawałków, w których bohater Ziemkiewicza rozwlekle się onanizuje. Nie tego oczekiwaliśmy po nowoczesności, nie o tym marzymy i zaczynamy powolutku tęsknić za Wildsteinem, o którym wielbiciele mówią, że pisze bardzo pięknie, i który jawi nam się teraz jako człowiek subtelny.
Musimy teraz przejść do rzeczy, czyli do cytatów, tego wymaga misja, której ku pożytkowi narodu się podjęliśmy. A zatem, bohater masturbuje się na oczach owej wspomnianej już Danki, kobiety dojrzałej: „Najbardziej podniecało ją patrzenie, jak się onanizuję. No wiesz, każdy facet to kiedyś robił, próbowałem z początku wybrnąć, ale już widzę że ją to kusi, aż piersi jej nabrzmiewają i robią się różowe: pokaż mi niegrzeczny chłopczyku, jak to robiłeś, no pokaż. No wiesz przysięgałem sobie, że już nigdy w życiu, mówię, ale ona: nie musisz tryskać, ja cię później dokończę. (…) Strasznie ją to nakręciło i chciała potem powtarzać tę zabawę wiele razy – siadała po przeciwnej stronie łóżka albo na fotelu, rozkładała szeroko nogi i wpatrzona, jak walę konia, łapała się za łechtaczkę. Nacierała ją sobie tak mocno i szybko, że ja nigdy bym się nie odważył. (…) Dopiero po tylu latach zrozumiałem, dlaczego Diabełek zawsze się upewniał, czy moje >>nieskromne uczynki wobec ciała<< popełniane były w samotności. Skoro w samotności to mniejszy problem”. (str. 25-26).
Ponieważ od lat stoimy tam gdzie stało ZOMO, ponieważ od lat na widok Jarosława Kaczyńskiego uderzamy rytmicznie pałami w metalowe tarcze, możemy z przekonaniem graniczącym z pewnością powiedzieć, że scena ta nie jest napisana z rozmachem, którego byśmy oczekiwali. Jest to scena szalenie tradycyjna zważywszy, że pokazana została z powodu księdza, który na swe nieszczęście znalazł się w tej fabule. Wniosek autora, odnoszący się do katolickiego kanonu zachowania reguł życia w czystości, musi być dla wielu czytelników tej powieści argumentem i do dyskusji a na pewno praktyk.
Stanisław Mancewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (1)