Gdy przeczytałem opinie prof. Barbary Darewicz o moim leczeniu i argument, że trudnością jest to iż leczyłem sie w różnych ośrodkach to pomyślałem sobie, czy ona jako lekarz wie jak wygląda praktyka pacjenta w służbie zdrowia. Byłem ciężko chory na nerki. Bóle, zatrzymania moczu, nefrostomia, cewnik wystający z brzucha. Zapadła decyzja o operacji. Chciałem się szybko przygotować, co w Polsce nie jest takie proste. Leczyłem się tam, gdzie mogłem uzyskać świadczenie medyczne. A oto powody wielości ośrodków medycznych, w których sie leczyłem:
Palcówka nr 1 to Szpital - tam pracuje ordynator, który mnie operował. Ale on w żadnej państwowej jak to się mówi przychodni nie przyjmuje, wiec chodziłem do przychodni prywatnej, w której płaciłem 100 zł za wizytę. Mamy zatem:
Placówka nr 2 - prywatna przychodnia. To jednak nie wszystko. Trzeba było sie do operacji przygotować i robił to drugi lekarz. Też ze szpitala a że państwowo nie przyjmuje, to chodziłem do niego do prywatnego gabinetu i tam płaciłem 70 zł. Mamy zatem:
Placówka nr 3 - prywatny gabinet lekarza, który miał mnie razem z ordynatorem niby operować. Oni i ordynator i lekarz wydają skierowania na badania, za które płacić trzeba. I tak albo musiałbym płacić albo z ich zaleceniami chodzić do państwowej przychodni, żeby dali mi skierowanie na badania, za które zapłaci NFZ. Zlecali mi badania kosztujące kilkaset zł. każde. Mamy zatem:
Placówka nr 4 - państwowa przychodnia urologiczna. Dobre by było, gdyby te badania mógł wykonać szpital - owa Placówka nr 1. Ale nie mógł. A zatem jechałem do innych miast zrobić te specjalistyczne badania i tak powstały:
Palcówka nr 5 - kolejny szpital i
Placówka nr 6 - centrum badań radiologicznych. Zdawałoby się super lux. No nie. Poza tym ja codziennie miałem bóle i po leki chodziłem, gdy mi zabrakło do lekarza rodzinnego i tam mamy kolejną placówkę:
Palcówka nr 7 - lekarz rodzinny. Dlaczego do rodzinnego? Bo przyjmuje codziennie a specjaliści: ordynator 2 razy w tygodniu prywatnie i drugi lekarz raz w tygodniu prywatnie.
Jak mam skomentować te trudności w opinii prof. Darewicz o moim leczeniu wynikłe z leczenia w wielu placówkach? Może tak, że prof. Barbara Darewicz nie widziała ciągłości w moim leczeniu i konieczności leczenia w wielu podmiotach, by samo leczenie zachowało ciągłość przedmiotową. Ale może nie widziała związku przyczynowego wielości placówek z moim leczeniem i z ciągłością mojego leczenia.Nie rozumiała procesu terapeutycznego i biegu leczenia. Pisała wszak, że zapisów w dokumentacji rozczytać nie może. Nie przeszkodziło jej to jednak opinie wydać, choć przeczytać kolegów nie mogła co napisali i co zlecali. Prof. Darewicz... biegła, która pisze że nie mogła rozczytać historii leczenia pacjenta i nie widzi w tym błędu niedbalstwa zawodowego lecz... Widzi w tym normę? Standard? Czy widzi w tym wzór Kodeksu Etyki Lekarskiej? Nie wiem. Wiem, że widziała błędy uniemożliwiające jej wydanie opinii z powodu niemożności zapoznania się z materiałem dowodowym.


Komentarze
Pokaż komentarze