1 obserwujący
4 notki
3822 odsłony
1994 odsłony

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

Wykop Skomentuj15

 

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

 

Leżąc w słońcu przed Katedrą z głową wspartą o mój wysłużony plecak, modląc się przy grobie świętego Jakuba i kładąc dłonie na ramionach jego rzeźby, stanowiącej centrum ołtarza Katedry czułam, że tak jak pierwszego dnia po policzkach płyną mi łzy głębokiej wdzięczności i szczęścia. Uśmiech przez łzy cisnął się na twarz, kiedy oparłam się o słupek głoszący „KM 00,0” przy latarni morskiej na przylądku Finisterre, gdzie wraz z zachodem słońca naprawdę kończy się droga. I gdzie Droga tak naprawdę się zaczyna.

 

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

Finis terrae

 

Trzy dni później byłam już w Polsce, na zajęciach o zmianach w strukturze klasowej, o metodach badań ilościowych. Trzeba było zająć się egzaminami, esejami na zakończenie seminariów, referatami, przygotowaniami do koncertu finałowego szkoły flamenco, w której się uczę i od jakiegoś czasu uczę też innych. Prosto z drogi w wir codzienności, która jednak wyglądała jakoś inaczej. I prosto do znajomych, którzy pytali: Po co? Dlaczego? I najważniejsze: co z tego zostaje? Odbyłam wiele takich rozmów, czasem z zupełnie niespodziewanymi osobami, i odpowiadając na ich pytania, próbowałam na nie odpowiedzieć sobie. Bo będąc w drodze, nie zdążyłam się nad nimi zastanowić. I może jest to jedna z tych rzeczy, które z bycia w drodze się wynosi: wobec jej trudności i zmagań z codziennymi przeciwnościami nie pozostaje nic innego, jak być tu i teraz, w tym co jest nam dane, i zrobić z tego jak najlepszy użytek. Nie ma czasu, żeby nadawać rzeczom inne znaczenie, niż to, które mają w danej chwili; czasu na dopisywanie interpretacji zdarzeniom i intencji ludziom. Okulary przeciwsłoneczne służą do ochrony przed słońcem, kurtka - do ochrony przed wiatrem, książka i notatnik do czytania i notowania, a nie wyznaczania różnic statusu. Drugi człowiek jest towarzyszem w podróży, a nie środkiem do osiągnięcia jakiegokolwiek celu. Bo chociaż wędrujemy razem, to koniec końców każdy z nas jest w tej drodze sam ze swoimi słabościami, ograniczeniami i strachami, sam ze swoimi intencjami, motywacjami i decyzjami. Czy dzisiaj przejdę 25 kilometrów, czy dowlokę się trzy kilometry dalej? Czy peleryna przeciwdeszczowa, podarta trzy dni temu, kwalifikuje się do zostawienia w schronisku, czy jednak jeszcze będzie z niej użytek? A książka, której nie otworzyłam od dnia wyruszenia, chociaż miałam szczery zamiar w końcu ją przestudiować?

 

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

Czasu na zastanawianie się jest w drodze w bród, a i miejsce do pomyślunku się znajdzie

 

Samotna droga do Santiago pokazała mi, gdzie naprawdę leżą moje granice i okazało się, że to zupełnie inne miejsce, niż się spodziewałam. Nie myślałam o sobie jako o kimś, kto decyduje się przejść 400 kilometrów przez góry i doliny w deszczu i wietrze, ufając że po drodze nie przydarzy się nic co mnie z tej drogi zawróci. A jednak okazało się, że to właśnie ja. Dlatego bywa, że Camino jest samo w sobie granicą: krętą, pagórkowatą, znaczoną krokami i żółtymi strzałkami. Narysowaną na mapie, ale wyraźniej widoczną w duszy tego, kto tę drogę przemierza. Granicą między różnymi sposobami postrzegania siebie i świata. I dlatego, paradoksalnie, Santiago de Compostela i grób świętego Jakuba są celem tej wędrówki tylko trochę - o tyle, o ile pielgrzymka winna zakończyć się w jakimś miejscu naznaczonym epifanią. Osiągnięcie go stanowi swego rodzaju potwierdzenie tego wszystkiego, co wydarzy się w drodze; przypieczętowanie wszystkich zmian. Słusznie jednak mawiają gospodarze schronisk i inni pielgrzymi: Camino nie kończy się w Santiago de Compostela, ono tam się dopiero tak naprawdę zaczyna. Kiedy wracamy do naszego codziennego profanum, najtrudniejsze jest zachowanie w sobie tego, co zmieniło się w nas w drodze.

 

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

Ostatnie kilometry na bosaka po plaży

 

Co zmieniło się we mnie, co zyskałam w tej samotnej wędrówce? Przede wszystkim dużo spokoju. Przekonanie, że można przekraczać granice o których myśli się, że są nieprzekraczalne. Umiejętność zaufania sobie samej i swoim możliwościom. Wiedzę o tym, bez czego nie mogę się w życiu obejść, co potrafię zostawić za sobą, a z czym nie umiem się rozstać. Wiarę w to, że droga i Droga wynagradzają trud, jaki w nie wkładamy. I w to, że jeśli z pomrukiem „maybe it doesn’t kill us” na rozstaju szlaku wybieram błotnistą, górską ścieżkę zamiast trawersującej wzniesienie asfaltowej szosy, mogę na tym wyjść lepiej niż ci, którzy wybiorą szosę.

 

Oby ziemia pod twoimi stopami stawała się drogą

Koniec drogi i Drogi początek

 

 

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości