Przeczytałem najnowszą adhortację Benedykta XVI Verbum Domini i jestem pod wrażeniem niektórych zawartych w niej postulatów. Przede wszystkim takiego, żeby bardziej niż dotąd otworzyć Kościół na studium Pisma Świętego. Gorąco popieram.
Wiem, że w wielu polskich domach znajduje się egzemplarz Biblii. Nie wiem tylko, jak często (i czy w ogóle poza Wigilią) ktokolwiek do niej zagląda. Może więc na początek, zanim zaczniemy Biblię czytać, udałoby się zrobić z niej przynajmniej… kronikę rodzinną. Mam tu na myśli wpisywanie (na drugiej stronie okładki!) ważnych wydarzeń, takich jak data urodzin, chrztu, ślubu, data śmierci najbliższych… Może dzięki temu zaczniemy postrzegać Pismo jako Księgę życia?
Opowiadał mi kiedyś znajomy pastor, że w rodzinach luterańskich z ogromnym pietyzmem przechowuje się takie Biblie domowe, przekazywane – z pokolenia na pokolenie – jak największy skarb. Ewangelicy – mówił – niechętnie rozstają się ze swoim Pismem Świętym. Ono jest dla nich fizycznym znakiem obecności Boga.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)