Święta Bożego Narodzenia spowija cień nieuchronnej śmierci: oto Ten, który jest Panem czasu, poddaje się prawu przemijania, rodzi się, żeby umrzeć. Wyraźnie dostrzegają to twórcy ikon, przedstawiając ciemną jak grób otchłań groty Narodzenia i pieluszki krępujące ciało Niemowlęcia niczym żałobny całun. Ów dramatyczny wymiar oddaje również katolicka liturgia: w tych dniach wspominamy przecież niewinne dzieci, wymordowane z rozkazu króla Heroda, zaś drugi dzień świąt (jeśli tylko wypada w dzień powszedni, a nie w niedzielę) to wspomnienie św. Szczepana, który był męczennikiem. Ma to nam uzmysłowić, że Boże Narodzenie domaga się naszej odpowiedzi… Że to jest dar, który wzywa, zobowiązuje…
O tym „mroku i cieniu śmierci”, towarzyszącym Narodzeniu, przypomniały nam świąteczne wydarzenia na Filipinach i w Nigerii. W mieście Jolo, na Filipinach, w czasie Pasterki wybuchła bomba: rannych zostało dziesięć osób. Do eksplozji doszło w trakcie czytania Ewangelii. Z kolei w Nigerii, w Kano, uzbrojony mężczyzna otworzył ogień do uczestników nocnej liturgii; na szczęście udało się go obezwładnić, zanim ktokolwiek zginął. Dużo gorzej było w nigeryjskim mieście Jos, gdzie w wyniku eksplozji śmierć poniosło kilkadziesiąt osób.
Oto współcześni męczennicy. A nam – jeśli na serio chcemy nazywać się chrześcijanami – nie wolno o nich zapomnieć!
Szkoda tylko, że te dramatyczne wydarzenia zostały tak słabo nagłośnione przez część polskich mediów; dla niektórych newsem o wiele ciekawszym okazało się to, że Elton John i jego partner zostali właśnie rodzicami. Czyżby uznano, że tuż po świętach Bożego Narodzenia ludzie nie zechcą czytać tzw. złych wiadomości? Że będą oczekiwać bardziej nadziei niż prawdy?
No cóż, ten rodzaj „nadziei” nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem – nazwałbym ją raczej „matką głupich”. A wspomniana strategia redaktorów to, moim zdaniem, nowy, szczególny rodzaj cenzury (bynajmniej nie politycznej). Polega ona na przemilczaniu pewnych ważnych aspektów rzeczywistości, zwłaszcza wiadomości ze świata. Co robić, żeby to medialne zjawisko przynajmniej ograniczyć? – z tym pytaniem wchodzę w rok 2011.
A póki co: życzę Wszystkim, którzy na tę stronę zaglądają, dobrego roku.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)