Papieska pielgrzymka A.D. 1991 przebiegała w tempie błyskawicznym. 4 czerwca Ojciec Święty był już w Radomiu – i rozważał V przykazanie Dekalogu: „Nie zabijaj!”, „zakaz stanowczy i absolutny, który równocześnie afirmuje prawo każdego człowieka do życia". W tym kontekście Papież mówił przede wszystkim o ofiarach drugiej wojny światowej (w tym o zagładzie Żydów i Romów), ale i o aborcji – w obu wypadkach pokazując „korzeń” zbrodni, tkwiący „w uzurpacji przez człowieka Bożej władzy nad ludzkim życiem i śmiercią”. (Trzeba pamiętać, że w Polsce nie było jeszcze wtedy prawa chroniącego życie poczęte).
Ważne w tej homilii było dostrzeżenie w V przykazaniu nie tylko zakazu zabijania, ale i wezwania do ochrony życia i szacunku dla godności drugiego człowieka – „niezależnie od jego rasy czy religii, poziomu inteligencji, stopnia świadomości czy wieku, zdrowia czy choroby”, co uprzedzało mającą się zacząć już wkrótce dyskusję o eutanazji. Papież mówił też o ewangelicznym uwewnętrznieniu tegoż przykazania: o tym, że zabijać można również słowem, spojrzeniem czy po prostu nienawiścią.
W Radomiu, o czym warto przypomnieć, Ojciec Święty złożył hołd uczestnikom robotniczego protestu z Czerwca 1976 roku.
Następny etap pielgrzymki stanowiła Łomża, gdzie na Jana Pawła II czekali polscy rolnicy. Tym razem przedmiotem homilii było przykazanie VI: „Nie cudzołóż!”. Biskup Rzymu – nawiązując do przypowieści o ziarnie padającym zarówno na ziemię żyzną, jak i nieurodzajną – postawił tu dramatyczne pytania, co stało się z naszą „polską glebą”: „Czy podstawowe zasady moralności nie zostały z niej «wyrwane» przez Złego, który pod różnymi ukrywa się postaciami? Czy nie zostały «wydziobane» przez rozkrzyczane drapieżne ptactwo wielorakiej propagandy, (…) która igra z naszą ludzką słabością?”. I dalej: „Co stało się z przykazaniem «Nie cudzołóż» w naszym polskim życiu?”.
No właśnie. Co takiego się stało, że – pod pretekstem wolności – ranimy się nawzajem, zdradzamy, krzywdzimy siebie i innych?
„Oby nasze społeczeństwo – wołał Biały Pielgrzym – uwolniło się od tego złudzenia wolności, wolnej miłości, którą usiłuje się przesłonić rzeczywistość cudzołóstwa i rozwiązłości. Zbyt dużo kosztuje ta ułuda. Zbyt wiele dzieci, które muszą tracić zaufanie do rodziców (…). I [tak] niszczeje owa zdrowa tkanka obcowań i układów międzyludzkich”.
Czy na to wszystko można znaleźć jakieś lekarstwo? Można. „Budujmy wspólną przyszłość naszej Ojczyzny wedle prawa Bożego, (…) wedle Chrystusowej Ewangelii. Budujmy… Raczej: odbudowujmy, bo wiele zostało zrujnowane…, zrujnowane w ludziach, w ludzkich sumieniach, w obyczajach, w opinii zbiorowej, w środkach przekazu” (4 VI 1991, Radom).
A zatem: odbudowujmy, bo mimo dwudziestu przeszło lat wolności ta „ruina” wciąż jeszcze (a może nawet coraz bardziej) daje się nam we znaki.


Komentarze
Pokaż komentarze