Dzisiejszej nocy Salon24 upadł pod ciężarem oręża hackerów, którym zależało na wymierzeniu policzka Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wiadomo, że premier, świeżo upieczony bloger, dzięki swojemu net stylowi dziarsko zmierza po władzę. Są środowiska, którym zależy, aby tak się nie stało. Dlatego Salon24, na którym ten żwawy dyskutant, sprawny internetowy polemista, założył swojego bloga, został zaatakowany. To jest jedna z hipotez. Należy ją rozważyć, bo popularność pierwszego wpisu była tak wielka, że aż osiągnęła prawie jedną czterdziestą fejsbukowej popularności orangowskiej bramkisms, co skłania do refleksji, że oto, dzięki nowoczesnej technologii, Alvinowi Tofflerowi Kaczyński być może już w październiku stanie się premierem świata. Jak wielu blogerów trafnie oceniło – prezes szybko i skutecznie ocieplił swój wizerunek i odpruł łatkę technologicznego niedorajdy.
Drugą z hipotez, równie prawdopodobna (a pamiętamy chyba mającą znamiona działalności agentury wpływu akcję zbanowania Kataryny na fejsie) jest chęć niedopuszczenia mnie do mojego bloga. Wskazywałby na to fakt, że jako jeden chyba z ostatnich uzyskałem dostęp do S24. Komu na tym zależało i dlaczego? Przecież wykazuję się posłuszeństwem wobec elyt. Być może zbyt mało regularnie ostatnio oczerniam antysalon. Być może to było tylko ostrzeżenie. Drogi Zarządzie Cywilizacji Śmierci i Gubernatorze Salonu, ja właśnie miałem coś naskrobać o Sakiewiczu i „Uważam Rze”! Miałem ich prześladować, tak jak reklamodawcy, którzy się nie zgadzają z ich poglądami.
Swoją drogą cieszę się, że wybrałem ciemną stronę mocy – bo w nocy przecież rozgrywała się batalia między ciemną i jasną stroną. Nie muszę przeżywać takiego wykluczenia i stygmatyzacji jak Mazurek I Zalewski, jak Wildstein i Ziemkiewicz, którym na billboardach reklamodawca zaznaczył, że nie zgadza się z ich poglądami. Tak po ludzku to im współczuję. Ciągle prześladowania, ciągle upokorzenia, ciągle kopniaki. Tak jak pani Marta Kaczyńska, jak zauważył redaktor Sakiewicz. Tylko dlatego, że nie wierzy w szczere intencje Rosjan i Donalda Tuska. Dlatego ją salon kopie, pluje na nią, znieważa. Albo jej męża – patriotę, który ostatnią kroplę krwi dla Polski by przelał, który by ostatnią żyłę sobie wypruł, od ust by sobie odjął dla ojczyzny dając.
Strasznie trudne jest życie prawicowca w Polsce. Jak nie kop, to ban na fejsie, jak nie zwilżenie pyska ruską śliną, to atak na blogera (roku?), jak nie zawłaszczenie odzyskanego mozolnie TVP, to ataki ze strony reklamodawców. Ciężko Panowie i Panie, ciężko. Nie zazdroszczę Wam.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)