Ponury Ponury
29
BLOG

Tusk

Ponury Ponury Polityka Obserwuj notkę 9

 

Felieton ten dedykuję Panu Grzegorzowi

Wbrew pozorom nie mam zamiaru tutaj napisać monografii tego człowieka. Mimo to chyba wiadomo, o którego Tuska mi chodzi. Tusków być może jest wielu, ale tylko ten jeden zajmuje pozycję wdzięczną dla pochwał od jednych i krytyk od drugich. Od monografii zaś specjalistów w Polsce mamy wielu. Zarówno apologetów, jak i krytyków. W jednej, jak i w drugiej grupie lizusów dostatek. Tak samo jak po wszystkich stronach politycznych barykad.

Czegoś się jednak nasi współobywatele nauczyli przez tych kilkanaście lat istnienia Niepodległej. Mianowicie tego jak się ustawić i urządzić, a najbardziej przydatnym okazał się tu giętki język, lub sprawne pióro i refleks. Ten ostatni po to aby odpowiednio szybko zareagować, pamiętając przy tym o kierunku. Kierunek musi być oczywiście słuszny, a wyznacza go WÓDZ. Wodzów też widzieliśmy wielu. Jednak nie sposób było ich mierzyć miarą wielkości, lecz wręcz przeciwnie – małości. Bo czyż nie tak należało by popatrzeć na Lecha Wałęsę? A na Andrzeja Leppera można spojrzeć inaczej? Jaki jest Roman Giertych? A Aleksander Kwaśniewski? No, z Kwaśniewskim można mieć problem przy ocenie, bo nie wiadomo o którego chodzi, tego trzeźwego, czy pijanego. Zgadzam się - może on wzbudzać kontrowersje. Lecz mimo wszystko pod każdą postacią na wielkość w żadnej nie zasługuje.

Jakim w takim razie pośród nich jest Donald Tusk? Jego klakierzy z pewnością błyskawicznie zareagowali by, że wielkim. Grunt to refleks. Krytycy zaś pewnie by to wyśmiali, nie spiesząc się, bo i po co? Zwykle łatwiej i przede wszystkim wygodniej jest odnieść się niż zająć stanowisko. A obiekt w tym wypadku jest bardzo wdzięczny.

Apologeci Donalda Tuska, jeżeli zechcą napisać jego biografię będą mieli problem. To duże wyzwanie napisać coś o niczym. Jak znaleźć zalety w chodzącej katastrofie? W kimś, to tak naprawdę niczego sobą nie reprezentuje, po za zdolnością przystosowania. Zdolność ta genetycznie wykształcona przez wieki w społeczności Kaszubów. Grunt to się ustawić i skorzystać. Że się nic, lub niewiele sobą reprezentuje? No i co z tego? Najwyżej wypchnie się do przodu kogoś, kto ładnie wygląda, albo mówi i nie ważny sens, grunt, żeby „polaczki” kupili. Później już tylko będą korzyści i krótkie zaspokojenie nienażartej ambicji.

Nie wiem co Donald Tusk robił w młodości, zresztą on i jego środowisko i tak mówią, że przeszłość jest nieważna. Doskonale jednak pamiętam jego „karierę” już w III Rzeczypospolitej, kiedy to z Janem Krzysztofem Bieleckim, Januszem Lewandowskim i Jackiem Merkelem założyli Kongres Liberalno Demokratyczny. Miał on jasne cele - żeby się urządzić. Tam to właśnie przyjęto za swoją maksymę, że „pierwszy milion należy ukraść” i wprowadzono w życie. W zasadzie cele swe osiągnęli, lecz może nie wszyscy. Jak zwykle Tuskowi coś nie poszło. Choć tak się starał. Poparł przecież, a nawet aktywnie uczestniczył w puczu Wałęsy przeciwko rządowi Jana Olszewskiego, póżniej nadskakiwał Hannie Suchockiej, a i tak - jak można było się spodziewać - przyniósł swemu ugrupowaniu klęskę w wyborach w 1993 r.

Niestety nie zraził się tą porażką i połączył tę swoją kanapową partyjkę jaką był KLD z Unią Demokratyczną, tworząc Unię Wolności. Jako - powiedział bym nie nieskromnie o sobie – nie źle zorientowany obserwator polskiej sceny politycznej, już wtedy trudno było mi pojąć to wydarzenie. Jak to możliwe, że duża, dobrze zorganizowana, z ambicjami partia łączy się z kanapą i traktuje ich przy tym tak poważnie? Zmieniając nawet z tej okazji swoją nazwę. Logicznie powinna ich po prostu wchłonąć, bo po przegranych wyborach byli tylko cieniem kanapy, a nie partii. Donald za to dzięki temu mariażowi znowu się ustawił, chwilowo na posadzie wiceprzewodniczącego.

Dlaczego tak doceniono jego nieudolność? Pewnie on sam tego nie wie. Za to poczuł się wielki. No - prawie mesjasz. Wystartował w wyborach o przywództwo w UW i oczywiście – co również było do przewidzenia - przegrał z Bronisławem Geremkiem. Mówi się, że zraziło go to i odszedł z UW. Następnie wspólnie z Maciejem Płażyńskim i Andrzejem Olechowskim założyli Platformę Obywatelską. Zapomina się jednak, że był to okres schyłkowy rządów koalicji AWS i UW. Wszystko wskazywało na to, że te partie, po swoich dokonaniach i zaniechaniach szczególnie w ostatnim okresie poniosą poważne konsekwencje w nadciągających nieuchronnie wyborach. Donald Tusk wtedy po prostu zwiał. No, nie był przecież kapitanem tego tonącego okrętu. Nie musiał czekać do końca i jeszcze te jego ambicje... Na szczęście znaleźli się mądrzejsi, którzy umieli stworzyć nową partię i przyciągnąć do niej zwolenników i przyjazne media. No i Tusk się do nich podłączył.

Przedsięwzięcie stworzenia nowej partii z dezerterów przede wszystkim z UW i w dużo mniejszym stopniu z AWS, okazało się być trafionym. PO po wyborach parlamentarnych 2001 r., jako największy sejmowy klub opozycyjny przyjęła na siebie misję jednoczenia i przewodzenia prawicy w walce przeciwko czerwonej mafii, która znowu przejęła władzę w Polsce. Dzięki przychylności najbardziej opiniotwórczych – powszechnie uznawanych za niezależne - mediów odnosiła na tym polu sukcesy. Przy takim wzroście koniunktury dla tej partii dziwną wydaje się rezygnacja ze stanowiska jej założyciela i przewodniczącego Macieja Płażyńskiego , a także jego wystąpienie z PO. Jak sam określił, przyczyną jego decyzji było odejście partii od początkowych założeń ideowych i programowych. Sam był też zwolennikiem zbliżenia z Prawem i Sprawiedliwością braci Kaczyńskich, słusznie uważając, że tylko taki silny sojusz może skutecznie przeciwstawić się czerwonej oligarchii. Mniej więcej w tym samym okresie odchodzi z PO Andrzej Olechowski, lecz z innych powodów. W ten oto sposób Donald Tusk zdobył dla siebie dużą, nowoczesną, ze sprawnym zapleczem, silną partię i może przystąpić do realizacji swoich celów.

A cele jego były dalekosiężne. Przy czym droga do nich wcale nie była trudna. Do ostatnich wyborów z 2005 r. wydawało się, że PO przygotowana jest perfekcyjnie. Nadgorliwe lizusy Donalda Tuska jeszcze zanim one się odbyły z trudem powstrzymywali się z ogłoszeniem jego zwycięstwa, przez co znacząco przysłużyli się w sumie do odniesionej klęski. Wielu sympatyków z PO do tego stopnia uwierzyło w ten sukces, że nawet nie wybrali się do urn. Stąd teraz, mądrzejsi o te doświadczenia, propagandyści z podległych mediów z kręgu Agory i TuskVN (dawniej TVN) tak żarliwie nawołują do pójścia na wybory. Przezornie strasząc, także przy pomocy spreparowanych sondaży, widmem zwycięstwa i utrzymania się przy władzy PiS.

W tamtych, z przed dwóch lat, wyborach Tusk w swym talencie do ponoszenia porażek odniósł jednocześnie czterokrotną klęskę:

  1. PO nie zdobyła większości głosów, które byłyby im potrzebne dla utworzenia samodzielnie rządu;

  2. PO nawet nie zajęła pierwszej lokaty, a jedynie drugą, będąc praktycznie największym przegranym tej kampanii;

  3. Donald Tusk przegrał też w walce o fotel Prezydenta RP z Lechem Kaczyńskim;

  4. PO nie weszła do koalicji rządowej z wydawało by się naturalnym prawicowym sojusznikiem jakim był PiS, stając się przez to przerośniętą, sfrustrowaną opozycją.

Dodatkowo w trakcie tamtych gorących kampanii wyborczych Polacy dowiedzieli się o wielu, raczej mało znanych, faktach także z naszej historii. Najbardziej znamiennym było oskarżenie dziadka Donalda Tuska - Józefa o służbę w Wehrmachcie. Informacja ta wzbudziła ogólne oburzenie, zarówno po stronie zwolenników, jak i przeciwników PO. Oburzenie to jednak miało różne podłoża. Kiedy jedni wyrażali je z powodu tego, że nie można kogokolwiek oskarżać o czyny popełnione przez przodków, drudzy zaś zwracali uwagę, że rolą Polaków w podbitej ojczyźnie nie mogła być aktywna służba w armii okupanta. W gruncie rzeczy obie opinie były słuszne. Jackowi Kurskiemu jednak nie chodziło o skazanie Donalda Tuska za czyny dziadka, lecz o wskazanie z jakiego środowiska się on wywodzi.

W czasie wojny naród nasz i nasza ojczyzna ponieśli relatywnie największe straty. W tamtym czasie postawy Polaków były różne, lecz mimo to nasza odwaga, walka, poczucie honoru, upór i bohaterstwo przyniosły nam uznawaną przez prawie wszystkich sławę. Nie uznały jej wyłącznie środowiska żydowskie, w ten sposób dziękując tysiącom Polaków za wielką daninę strachu i krwi złożoną przez tych, którzy ryzykując życiem swoim i swoich najbliższych, starali się ratować tysiące polskich współobywateli narodowości żydowskiej. O tym wszyscy wiemy, ale po za obszarem Pomorza mało kto dotychczas wiedział o służbie Kaszubów w hitlerowskich formacjach wojskowych. W społeczności tej nie było to żadne novum, lecz raczej powszechna postawa. Jak trudno być bohaterem mogą powiedzieć jedynie ci, którzy wojnę przeżyli. Nie każdego stać było na to, aby wstąpić do ruchu oporu i czynnie walczyć z okupantem z bronią w ręku, lub w konspiracji. Nie potępiamy tych, którym zabrakło na to odwagi. To były indywidualne decyzje, często podejmowane na podstawie różnych przesłanek. Jednak Polacy nie hańbili się współpracą z najeźdźcą. Nieliczne jednostki łamiące tę zasadę były bezkompromisowo eliminowane ze społeczeństwa, często fizycznie. Na tym tle postawa Kaszubów była, po za nielicznymi wyjątkami, całkiem odmienna. Pisałem już o niej w innym miejscu na tym blogu, więc nie chcę się tutaj powtarzać. Chodzi mi tutaj wyłącznie o ukazanie na tym tle osoby bohatera tego materiału i obronę merytorycznie słusznej wypowiedzi Jacka Kurskiego.

Ciekawą reakcję na to oskarżenie zaprezentował Donald Tusk. Te jego błękitne ślepka patrzące prosto w obiektyw kamery i stanowcze zaprzeczenie słowom Kurskiego. Do tego ta śmieszna mina zdziwionego pelikana i mało składnie wypowiadane słowa z charakterystycznym tuskowym akcentem zaprzeczające zarzutom. Kłamstwo jednak ma krótkie nogi, chociaż Jarosław Kaczyński początkowo dał wiarę zapewnieniom Donalda i błyskawicznie usunął Jacka Kurskiego z partii, to jednak jak się szybko okazało uczynił to zbyt pośpiesznie. Na Wybrzeżu służba Kaszubów w Wehrmachcie, nie wykluczając rodziny Tusków, była rzeczą tak dobrze znaną wszystkim, że nie trudno było znaleźć tego potwierdzenie nawet wśród krewnych Donalda.

Ze zdarzenia tego możemy wyciągnąć jeszcze jeden, o wiele ważniejszy dla współczesności wniosek, mianowicie taki, że Donaldowi Tuskowi łatwo przychodzi kłamać, a nawet patrzeć przy tym prosto w oczy. Bez wstydu. Jest on po prostu zwykłym oszustem, który zawsze kłamie, nawet w tak błahej i mimo wszystko niewiele z nim związanej sprawie jak ta z jego dziadkiem. Wcale przy tym nie liczy się z tym, że i tak wszystko się wyda. Czasem szybciej niż mu się wydaje. Jak można zaufać człowiekowi, którego wszystkie samodzielne działania są popisami nieudolności, do tego owładniętego niczym nie uzasadnioną manią wielkości? Jak można zaufać człowiekowi, który nie tylko nie potrafi się przyznać do błędów, ale który nawet nie potrafi mówić prawdy? Czy jemu i jemu podobnym chcielibyście powierzyć władzę nad dumnym i honorowym narodem?

* * *

Wczoraj w radiu usłyszałem wypowiedź Donalda Tuska w kontekście afery posłanki PO Sawickiej. W jaki sposób skomentował wyrzucenie jej ze swojej partii? Powiedział, że była pazerna. Pazerna? Tylko tyle? Że niby co? Powinna była poczekać na wygranie wyborów? Czy może zapomniała podzielić się łupami z wierchuszką?

Z przedstawionego materiału z podsłuchu w tej sprawie, słyszałem tylko fragment i osobiście nie wierzę, aby była to zmowa tylko dwojga posłów PO. Nie rozumiem jednak zarzutów tej partii pod adresem rządu, że pokazano ten materiał przed wyborami. A kiedy miano niby go pokazać? Może po wyborach nie miałby już żadnej szansy ujrzeć światła dziennego. Tak czy inaczej, po za poinformowaniem opinii publicznej, odniósł on jeszcze jeden skutek – wyrzucono z PO również tego posła, który ewidentnie był z Sawicką w zmowie. Jakoś tak o nim jakby zapomniano, kiedy ta afera wybuchła miesiąc temu. Teraz przynajmniej został wykreślony z list wyborczych PO.

* * *

Na najbliższy weekend mam tylko jedno życzenie, aby w niedzielny wieczór jeszcze raz zobaczyć na gębie Donalda Tuska tę jego minę zdziwionego pelikana. Tak jak wtedy – przed dwoma laty.


 

* * *


 

Jeżeli powyższy tekst komuś się spodobał, to zapraszam ponownie na tę stronę niebawem. W piątek, lub w sobotę znajdziecie tu nowy materiał pod tytułem: „Cele Donalda Tuska”, w którym napiszę dlaczego jemu i jego środowisku tak bardzo zależy na przejęciu władzy w Polsce – właśnie teraz. Nowy materiał będzie z pewnością krótszy, ale za to bardzo treściwy. Zapraszam.


 

Ponury
O mnie Ponury

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka