Serwis informacyjny polskiego rządu można wyłączyć w 10 min. Może nawet i 5 min. Baaa…. minuty nie trzeba. Gdyby akurat doszło do jakiegoś niebezpiecznego wydarzenia, katastrofy naturalnej czy technicznej (np. pękła by tama we Włocławku), polski rząd przez internet nie mógłby poinformować obywateli o swoich działaniach, bo akurat Anonymus wyłączyli mu taką możliwość. Na podobny pomysł mogłyby wpaść np. rosyjskie służby specjalne, Al-Kaida i mnóstwo innych „pomysłowych” organizacji. Co więcej, wystarczy, że większa liczba obywateli będzie chciała wejść na stronę rządu, to też będzie to niemożliwe. Co się więc dzieje z polską informatyzacją? Z naszym technologicznym skokiem naprzód? Kompletnie nic. Panuje bałagan i drożyzna.
Zacznijmy jednak od początku. Z perspektywy państwa systemy informatyczne a ściślej rzecz biorąc, telekomunikacyjne, to narzędzie wymiany informacji pomiędzy instytucjami rządowymi, samorządowymi etc. Tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Mają ogromne znaczenie strategiczne dla państwa zarówno w normalnych warunkach jak i podczas sytuacji kryzysowych. Bez łączności, wymiany danych, niemożliwa jest sprawna koordynacja jakichkolwiek działań. Oprócz tego, mieści się w tym cała paleta usług e-goverment, które wymagają sprawnej i bezpiecznej infrastruktury. Jej w Polsce nie ma. Poszczególne instytucje budują systemy dla siebie, słabo skoordynowane z innymi. Budują je od lat i jak dotąd rezultatów brak. Można wprawdzie tłumaczyć, że nasz kraj jest duży i skala problemów adekwatna to ich wielkości, tyle, że nasze rozwiązania budowane są bez logiki, drogo i nieefektywnie. Przykładem może być system informatyczny, obsługujący opiekę zdrowotną. Poszło na niego 70 milionów (choć to pewnie początek) a systemu nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Podobnych przykładów można szukać w obsłudze sądów, edukacji i systemie fiskalnym. Klasykiem jest tu informatyzacja ZUS-u i cała kolekcja idiotyzmów z nią związana. Ryszard Krauze zarobił na niej krocie a należący do niego wówczas Prokom dzięki temu zleceniu wybił się mocno do góry.
Na przykładzie informatyzacji ZUS można wskazać na jeden podstawowy problem, który tkwi w nadzorze inwestycyjnym a w zasadzie jego braku. Ponoć jesteśmy krajem, który kształci jednych z najlepszych inżynierów-programistów na świecie, a przypilnować tej sprawy nikt nie umie. Nie jest to możliwe jednoosobowo, a raczej w dużym zespole. Zamiast zatrudniać i godziwie opłacać specjalistów, instytucje rządowe wolą wówczas wynająć inną zewnętrzną firmę, która przypilnuje procesu tworzenia systemów informatycznych. Widać tu jasno, że samo państwo słabo kontroluje pracę nad czymś, co będzie zawierać dane wrażliwe o obywatelach. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że realnie mało kogo to interesuje. Ktoś zarobił na projektach, wszystko jest zgodne z prawem zamówień publicznych, zabudżetowane pieniądze zostały wydane, wszystko jest w porządku. Systemu nie ma, ale czy musiał powstać?
Projektowane rozwiązania bardzo często w słabym stopniu przewidują również sytuację, że oprócz samej architektury liczy się jeszcze czynnik ludzki: użytkownik końcowy, który otrzymuje określony poziom dostępu. Użytkownik ten powinien świadomie korzystać z narzędzi jakie dostaję. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Wpadka rządu, związana z umieszczeniem na stronie KPRM filmiku z Barbarą Kwarc dowodzi tego bezdyskusyjnie a przecież wizerunek dla Premiera jest najważniejszy, tymczasem został on poważnie nadwątlony. Tusk nie ma wyjścia musi teraz iść w zaparte, bo ACTA i tak już dawno zostało wynegocjowane, uzgodnione i nic się nie da już zrobić. Pojawia się nawet dogodna okoliczność, do wprowadzenia niepopularnych reform, a dopiero potem będzie można się zastanowić, jak odzyskać pozycję i miłość obywateli. Po drodze zapewne wyjaśni się, kto miał tak banalne hasło do panelu administracyjnego strony i dlaczego udało się do niego zalogować z zewnątrz infrastruktury KPRM.
Trzeba się więc zadać jedno pytanie i ZDECYDOWANIE DOMAGAĆ SIĘ ODPOWIEDZI. Jaki jest rzeczywisty stan bezpieczeństwa systemów wrażliwych i kiedy zaczną działać zintegrowane systemy bezpieczeństwa, takie jak nieszczęsny numer 112. Lista takich absurdów jest dłuższa niż klasyczna rolka papieru toaletowego, na której zechcielibyśmy ją umieścić. Minister Michał Boni robi tylko dobrą minę do złej gry, wypowiadając się na temat, o jakim zapewne nie ma pojęcia. Nie obrażając Pana Ministra, chodzi raczej o skalę problemu i bałaganu, której żaden dygnitarz partii rządzącej nie jest w stanie realnie ocenić. Ponadto, gdyby rzecznik PIS-u chciał skomentować tę sytuację, lepiej niech zamilknie, bo żaden rząd od lewa do prawa, nie potrafił poradzić sobie z problemem digitalizacji działań administracji publicznej, wzajemnej korelacji systemów poszczególnych resortów czy wzmocnieniem narzędzi reagowania kryzysowego na wypadek katastrofy naturalnej czy technicznej a nawet konfliktu zbrojnego na terytorium RP.
Pozostaje jedynie odnieść się do spiritus movens całej sprawy, czyli porozumienia ACTA. Rząd polski wynegocjował w tym porozumieniu jedynie klauzulę, w myśl której, uprawnienie do stosowania wtórnej odpowiedzialności operatora internetowego leży w gestii państwa-sygnatariusza. Pomysły związane z quasicenzurą internetu w tym kraju już były, po podpisaniu ACTA będzie zdecydowanie łatwiej wprowadzić ją w czyn. Neutralność sieci powoli zaczyna być mitem, bo godzi w interesy korporacji a państwa nie radzą sobie z problemem handlu towarami podrobionymi, bo to realnie problem podobny do handlu narkotykami. Nie da się go rozwiązać radykalizując prawo. Sprawa nie zniknie, bo tak chce rząd. Polski rząd ma narzędzia do walki z piractwem w sieci, ale specjalnie nie angażuje się w to. Angażują się za to korporacje i ACTA da im większe pole do popisu. One będą gnębić szarego Kowalskiego, który może nawet nie mieć szans poprosić kogoś o pomoc, bo numer 112 akurat nie działa. Co więcej, to Kowalski będzie musiał udowodnić, że jest niewinny. Dostęp do adwokata będzie miał ograniczony (bo zarabia akurat płacę minimalną), prawo do obrony nie mal żadne. Co może zrobić…? Zacząć być obywatelem i realnie walczyć o lepsze Państwo. Już teraz.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)