artur olędzki artur olędzki
78
BLOG

KINO NEO.PL: "The Blues Brothers" a Polska 2010.

artur olędzki artur olędzki Polityka Obserwuj notkę 0

 

Wczoraj wszedłem, całkiem niechcący, we flirt "groźny" dla mnie samego z szatynką uroczą. Dalej słów o jej powabie nie wypowiem publicznie, gdyż mógłbym wejść, znowu niechcący, w rejony erotyku, a to ma być przecież coś na kształt wyborczej ulotki – znaczy się ten wpis. Ulotki pełnej raczej gorzkiej wiedzy o naturze tego, w dużej mierze wirtualnego, świata, niż marketingowej nowomowy iskrzącej się naiwnym optymizmem. Otóż z szatynką, również nieopatrznie, wszedłem na temat wczorajszych wyborów. Już myślałem, że poprzerzucamy się nieco „wysokiej próby” prasowymi analizami politycznymi (bo przecież sam wglądu w decyzje rządowe dużego nie mam), kiedy szatynka odpowiedziała: „wie Pan, ja to się polityką nie interesuję, ale głosuję na Bronisława Komorowskiego, zresztą ta IV RP…”
Tak zatem aby pokazać swe intelektualne muskuły, jak najbardziej niewidocznie, a przy tym jednak demonstracyjnie, napinam się jak mogę, głowę do lotu szykuje i wedle swej najlepszej wiedzy, umiejętności wszelakich próbuję jej wyłuszczyć, dlaczego znajdziemy się w krainie dyktatury PR-u i banału III RP jeśli wygra pan Bronisław (III RP rozgrywanej jednak bardzo realnie "tylko po swojemu" przez jedną miłościwie nam panującą oligarchię „panów z boiska”; z Januszem Palikotem jako cheerleaderką i trenerem w jednej osobie). Trudzę się i trudzę, próbuje ją przekabacić, „znieprawić” na Jarosława Kaczyńskiego, miny wszelakie przy tym mądre nakładając na siebie, o ona mi dalej tylko: „wie Pan, ja się polityką nie interesuję, ale głosuję na Bronisława Komorowskiego, no bo ta IV RP…” Ja jej znowu swoje, a ona mi znowu swoje… W pewnym momencie przestałem z przestrachem, bo oto ujrzałem przed sobą – o zgrozo ! – nie poetycką szatynkę, jeno taliba w klapakach brudnych, w wypłowiałym turbanie, z kałachem przy boku, mantrującym jedynie: ten zgniły Zachód, Ameryka szatanem świata… I tak w koło Macieju: ten zgniły Zachód… Ameryka szatanem świata… Pożegnałem szatynkę-taliba czym prędzej, oniemiały ze zdumienia, oddalałem się z kawiarni na paluszkach, kroku przy tym przyspieszając niewidzialnie, a odczuwalnie, bo a nuż – myślałem – kałach szatynki w ramach „wojny polsko-polskiej” wywali, a wtedy żadne muskuły by mi już nie pomogły, bo jak wiemy – prędkość kuli z AK47 groźna jest nawet dla najcięższych kevlarowych kamizelek.
                                                       * * *
Szedłem wzdłuż barbakanu Starówki z głową spuszczoną, z miną zasmuconą. Nawet jakby w ramach kolejnej swojej „wtopy” Bronisław powiedział, że Polskę należy wyprowadzić z Układu Słonecznego, szatynka-talib (wedle socjologòw pochodząca z „segmentu”: młodych, wykształconych wyborców z wielkiego miasta), mantrowałaby niewzruszenie to samo, unieważniając przy tym sens jakichkolwiek nocnych rozmów Polaków.
Sytuacja to nie tylko dla demokracji, ale też i dla szukania jakiejkolwiek prawdy w Polsce praktycznie beznadziejna, bo wystarczy, że „oni” będą mieli wystarczająco dużo przyjaciół w odpowiednich miejscach na areopagach medialno-artystycznych, a dyktatura PR-u i banału tzw. III RP będzie się rozwijać jako to never ending story. Co nam zatem, ludziom Nadziei (co nie jest równoznaczne z ludźmi tzw. IV RP), zostaje? „Modlitwa mój synu, modlitwa, tylko modlitwa” –  mawia moja sąsiadka wiekowa, prawdziwy „moher”, słuchaczka Radia Maryja i dawnego Radia Józef, a przy tym kobieta o anielskim uśmiechu, świątobliwej duszy, i o wiele bardziej elastycznym podejściu do świata niż szatynka-talib. Tak zatem moja dobra, wiekowa sąsiadka jest przekonana, że oni (tj „chłopcy z boiska” ) walczą po 10 kwietnia z historią, której natury sobie nie uświadamiają. Za Ewangelią powiada, że jeśli ta historia jest z Boga, to ona przetrwa, mimo ich wszelkich, agresywnych, złośliwych kopniaków w ramach „polityki miłości”, a oni przeminą kiedyś, jak ten zeszłoroczny śnieg.
Kalkulując sobie, jak słowa świątobliwej sąsiadki przełożyć na realia prozy życiowej, doszedłem do wniosku na miarę Pomysłowego Dobromira, co przedstawię symbolicznie: że usiądę przed kompem, po lewej mej stronie postawię złoto-miodowe piwsko, a po prawej świątobliwy obrazek, i zanim cokolwiek napiszę, pomodlę się nieco, a potem odpalę kultową historię o „The Blues Brothers”, szalonych braciach, którzy, już jako te stare konie, nieźle przy tym na bakier z prawem, ratują przed bankructwem zakonny sierociniec, gdzie dorastali. I nie mają przy tym złamanego grosza przy duszy, tak zatem muszą go zebrać ze świata.
Ostatnio w sieci powstało małe zamieszanie, gdyż sam watykański dziennik uznał ową produkcję za… „katolicką”, czym wzbudził dobrotliwy uśmiech dziennikarza z „Wyborczej”. Powtórzmy to głośno: ta historia nie jest „katolicka”, dlatego że gdzieś w kadrze mignął obrazek Jana Pawła II, albo antykatolicka bo Belushi    (odtwórca głównej roli) zaćpał się później na amen, a w samym filmie mamy szalone pościgi i niezłe balangi. Ona jest „katolska”  przez to, że mówi o facetach, którzy… odnaleźli swą misję od Boga, ową mission from God, wyczekiwaną przez wielu jak przez niektórych zbawczy Godot. Chłopaki są gotowi dosłownie za wszelką  cenę ją wypełnić  (oczywiście „po Bożemu” choć - przyznajmy to - na swój „niemoralny” sposób). Dają przy tym pstryczka w nos tym wszystkim, którzy myślą, że im bardziej wysokim falsetem się śpiewa, tym bardziej jest się pobożnym. Bo dobrze i właściwie pojęte „katolstwo” to naprawdę niezły blues…
Ale dosyć tego kulturalnego trumfializmu, bo „The Blues Brothers” należy przede wszystkim  oglądać i czasem pląsać przed kompem jak Robin Wiilliams przed mikrofonem w Good Morning Vietnam.Przedtem jednak trzeba zadać „kaznodziejskie” pytania:  kim byliby w dzisiejszej Polsce owi „bracia”, za czym by się opowiedzieli, i wreszcie, czy nie przypominają nam jakiś polskich historii ? Oczywiście oszczędzimy sobie trudu stawiania tych pytań przed szatynką-talibem, wiemy jakiej odpowiedzi udzieli.  Tak zatem pamiętajmy: modlitwa, piwo i Kino NEO.PL, i tak aby do 4 lipca, a potem: „Niech się dzieje wola nieba…”, chociaż dodajmy na poważnie: dla wielu ludzi Nadziei mogą nastać wtedy szczególnie trudne dni…  Ale na razie – Panie i Panowie, The Blues Brothers …!!! (tu czytający winien zakrzyczeć i zatrzepotać łepetyną jak fanka The Beatles; i uwaga: będzie kierowanie na Youtube ).              .                    
                
                                                                       
                                                
 
                                          
 
 
 

O autorze: zalogowany w korporacji The Roman Catholic Church, tropiący człowieka zwanego Mesjaszem, w stanach nagłych "łowca androidów"... ; mail: pozamatrixem.pl@gmail.com; Laureat nagrody Feniks 2011 w kategorii publicystyka religijna za książkę:"Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach.Wywiady." Cały blog „źródłowy“ - pod linkiem: www.pozamatrixem.pl strona na facebook.com: Poza Matrixem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka