artur olędzki artur olędzki
156
BLOG

IN VITRO, "LEWICA" a 10.04.2010

artur olędzki artur olędzki Polityka Obserwuj notkę 6

 

Myśli na temat powyżej zapowiedziany w tytule są tylko szkicem pisanym na cito, wymagającym jeszcze  – jak całe Wydarzenie 10.04.2010 – pogłębionego spojrzenia, odczytania, które określi zobowiązanie dla nas, jakie płynie z tej Tragedii; zobowiązanie, a nie żadną „grę trumnami”. Różnicę podejścia do tego, co się wydarzyło w tym dniu odzwierciedla to, czy mówi się tym jako o Katastrofie (pisanej z dużej litery), czy też tylko o katastrofie (pisanej z małej litery). Piszący te słowa opowiada się przede wszystkim za tym pierwszym, symbolicznym sposobem rozumienia, uznaje, że znajduje się wtedy o więcej sensów dla naszej wspólnoty, niż wtedy gdy mówi się tylko o katastrofie. Taka optyka, „tylko wypadku”, dominuje w wielu miejscach na medialno-politycznych areopagach i widać, że wiele ona nam nie przynosi poza nakręcaniem (znowu po 10.04) chocholego tańca nienawiści. Obserwuję to np. w programie pani Moniki O. („Kropka nad i”), który jest niczym więcej jak politycznym bazarem w trendy dekoracjach, takim samym przed 10.04, takim samym po tej dacie, o przekazie prowadzącym tak naprawdę donikąd.
Człowiek Nadziei 10.04, owy współczesny homo viator, owy NEO.PL, po tym tygodniu narodowej żałoby będzie już wiedział, że nieustannie musi zmierzać, dreptać, pielgrzymować, a nieraz już tylko czołgać się, w stronę owego klasycznego horyzontu filozofii i teologii , w stronę dobra, prawdy i piękna, współistniejących w ciszy osobno, a jednocześnie razem, podobnie jak to się dzieje w przypadku Tajemnicy o św. Trójcy. Tak, ta Katastrofa, to przeżyte przez wielu doświadczenie prawdy, że wszyscy poprzez śmierć jesteśmy wspólnotą ludzi, a przez to, że żyjemy między Odrą a Bugiem, jesteśmy przy tym wspólnotą narodową, była szansą dla wszystkich do rzeczywistego pojednania, ale w prawdzie… w a nie w groteskowej, programowanej nam tyle lat przez „królestwo Agory” formule "miłosierdzia" (rozpisaną na antylustrycyjną, anty-dekomunizacyjną histerię), które winnych nie przemieniło, a skrzywdzonych nie napełniło spokojem. Owa szansa na pojednanie 10.04 wymagała od niektórych, w kontekście wcześniejszego traktowania przez nich prezydenta RP, i wielu mu bliskich, prywatnie albo i światopoglądowo, ludzi publicznego przerobienia moralnej wyliczanki, jakiej uczą się dzieci chociażby z okazji pierwszej Komunii. Chodziło o te „żałuję”, „przepraszam”, „proszę”, dzięki którym przywraca się w kosmosie boski ład moralny. Dzisiaj już widać, że niektórzy jej nie przerobili w ogóle…
Z tego przeżytego doświadczenia wiedzy o własnej śmiertelności, wynikł dla nas jeden prosty, a znany wielu komunikat: Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Transparent z takim napisem można było zauważyć koło Pałacu Prezydenckiego w Te Dni. Ten wers znaczy ni mniej, ni więcej, jak tylko to: mamy się tylko do śmierci. Warto go przeformułować, gdyż zbytnio się nam on zbanalizował w powszechnie dostępnym brzmieniu, na nowo zaś wypowiedziany przekonuje o nakazie, który nawet niektórzy politycy ujmowali, że należy się szanować, tylko i aż, zawsze i wszędzie; jako Osoby obciążone wiedzą, że życie jest nam po prostu darowane, że jesteśmy jego depozytariuszami i na każde istnienie ludzkie należy po prostu dmuchać, chuchać, a nie je niszczyć. To jest przede wszystkim wniosek  natury filozoficznej, a dopiero potem ( i to może) religijnej.
Gdy się patrzy na film nagrany komórką, zaraz po katastrofie w mglistym lesie smoleńskim (ten ze strzałami z offu), naocznie przeżywa się jeszcze dziś Grozę Istnienia. Czuć, jak przed chwilą wybiła tu godzina Śmierci, godzina Prawdy. Stu notabli państwowych zostało „ściętych” naraz, w jednym oka mgnieniu. Czy myślicie Państwo, że najważniejsi tego świata chcieli przyjechać na pogrzeb, tylko dlatego ze szanowali ś.p. prezydenta ? Pewnie, i przede wszystkim  dlatego, ale podejrzewam, że także z tej racji, że poczuli rzeczywistą wspólnotę losu ze zmarłym. Odczytali podskórnie, nieświadomie inny komunikat, w wiekach średnich powszechny, że i ty władco tego świata podlegasz takiemu samemu prawu jak najmniej znaczący w oczach społeczeństwa żebrak, kloszard… I tak Średniowieczny dance macabre dał o sobie znać z piorunującą mocą  w czasach genetycznych manipulacji.
                                                         * * *
Mimo że starcza mi wyobraźni miłosierdzia do wszystkich osób w tym samolocie, to jednak nie każda historia wyborów, które one niosły ze sobą da się obronić w kontekście tej Katastrofy. Tak np. podejście ś.p. Jarug Nowackiej do kwestii życia zupełnie nie broni się w zderzeniu z ową godziną Trwogi, Prawdy, Śmierci. Rozpiszmy, skrótowo i publicystycznie jej poglądy, które Jan Paweł wpisywał w ideologię tzw. „cywilizacji śmierci”. Antykoncpecja – zamyka na życie (spokojnie: nie każę palić pigułek), związki gejowskie – immanentnie nie dają życia, aborcja – niszczy narodzone życie, in vitro – jest  zarazem „kreacją” i niszczeniem życia, eutanazja – depczę resztki życia… Jeśli zatem ktoś z poglądami za takimi procedurami, chce sie odmeldować w ową godzinę Śmierci i Prawdy, przez którą przeszli już oni, to proszę bardzo: bon voyage... Sam opowiadając się za ochroną życia, boję się takiej godziny niezmiernie. Sytuacja jednak po 10.04 jest według mnie jakościowo innaniż wcześniej, bo w tym dniu przeżyliśmy w Polsce właśnie bardzo jasno prawdę o tym, że zmierzamy do śmierci… i dlatego musimy szanować każde istnienie ludzkie. Ale też naocznie doświadczyliśmy tego, że nie jesteśmy panamii życia, i śmierci.
Jak to się przekłada na podejście do znanych nam, kontrowersyjnych problemów cywlizacyjno-politycznych; mam tu na myśli teraz szczególnie aborcję, in vitro? Jak wspomniałem to ostatnie jest  szczególną formą „kreacji” i niszczenia życia, niezależnie od tego, jak bardzo niektórzy będą przekonywali, ze zamrażanie zarodków to taki przedłużony - nie wiadomo przecież na jak długo - „zimowy sen” ludzki. Owszem – projekt posła Gowina wydaje się rzeczywistym „kompromisem”  w naszym państwie, pojętym jako zbiór wielu, różnych sumień ludzkich. Sam uważam jak najbardziej in vitro za procedurę niemoralną, nawet w wariancie posła Gowina (dozwolona „produkcja” tylko jednego zarodka, natychmiast implementowanego), gdzie godność osoby ludzkiej doznaje jednak uszczerbku. Zdaje sobie jednak sprawę, że dla innych może to być mało zrozumiały argument, nader delikatny, wzięty z porządku wiary.
Jaki zatem może więc być non possumus wobec in vitro człowieka Nadziei? Żadnego bezpośredniego manipulowania, czy też niszczenia pozostałych po procedurze in vitro zarodków, a zatem żadnego tworzenia nadprogarmowych zarodków,  żadnego też wspierania tej procedury z moich pieniędzy, ergopaństwowych. W praktyce znowu powracamy do projektu posła Gowina, jednak w samej PO widać, że będzie on marginalizowany i wygra jak najbardziej „liberalny” wariant ustawy (choć słowo „liberalny” nie jest tu zbyt właściwe) z produkcją wielu nadprogramowych zarodków, ich selekcją, z finansowaniem tej procedury przez budżet państwa. Jeśli do tego dojdzie w polskim prawie potwierdzony zostanie oficjalnie logiczny absurd, wedle którego istnienie ludzkie w takim samym stadium rozwoju nie będzie równie chronione – jeśli zestawimy dotychczasową ustawę antyaborcyjną i ewentualną "liberalną" za in vitro.
                                                            * * *
Staje się zatem coraz bardziej jasne, że wielu czołowych polityków  PO i SLD nie przerobiło należycie, moralnie i intelektualnie, życiowej lekcji 10.04, co zresztą w innym obszarze poświadczają widocznie stylem uprawiania polityki, a już na pewno nie przerobił jej Bronisław Komorowski, któryna pytanie czy podpisałby ustawę o finansowaniu in vitro, odpowiedział, że na ten temat wypowiadał się już przed wyborami. Jego zdaniem, tajemnicą w tej sprawie są natomiast poglądy Kaczyńskiego, gdyż „chowa się on za zasłonę tego, że jest katolikiem”. – Ja też jestem katolikiem, jestem konsekwentnie za życiem, a więc także za metodą in vitro i za finansowaniem tej metody w skali oczywiście możliwej do przyjęcia przez budżet państwa”(23.06). Tym samym pan Bronisław zaliczył swoją największą „wtopę” w materii logiki, egzystencji, nauki  i wiary, a jednocześnie rzucił wszystkim biskupom w twarz rękawicę, bowiem przy jakieś następnej uroczystej Mszy św. po Komunię św. się ustawi. I znowu niejeden „telewizyjny kapłan” będzie miotał się, wił jak piskorz ze strachu, aby nie być nazwanym chrześcijańskim talibem”,  tłumacząc między innymi swój strach argumentami typu: nie wiadomo, czy on aby nie zmienił swojej świadomości od czasu tej wypowiedzi, do momentu, gdy się po Komunię św. ustawił. Tu jednak naprawdę sytuacja stała się „zero-jedynkowa”, tu rzeczywiście dochodzi do takiego zgorszenia „owych” maluczkich, jakie wcześniej w polskim pejzażu politycznym nie miało miejsce. Przez polityka tak ostentacyjnie przyznającego się do katolicyzmu, negującego zarazem tak ostentacyjnie jego moralne przesłanie w punktach najważniejszych.
Wychodząc z pisania wedle trybu katolickiego intercomu odpowiem tylko, że wiem jakie poglądy ma Pani Kluzik-Rostkowska, wiem też, że niektórzy mogą sięgać swoimi kontr-argumentami (dla mnie jak najbardziej chybionymi)  aż do samej pary prezydenckiej. Jednak to nie szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego, tylko on sam ubiega się o fotel prezydenta RP. A niedawno mówił: Jabym nie chciał w tej chwili wdawać się w tego rodzaju rozważania, sprawa in vitro jest sprawą bardzo skomplikowaną i na pewno musiałaby być rozwiązana na zasadzie poszukiwania jakiegoś kompromisu - odpowiedział kandydat PiS na prezydenta (na pytanie o możliwość podpisania ustawy o finansowanym in vitroneo.pl)  - Jestem katolikiem i z powodów kampanii wyborczej nie zmieniam swojego wyznania – oświadczył(23.06). Tłumacze tę wypowiedź jako o uznanie niegodnego charakteru procedury in vitro, a jednocześnie przyznanie, że żyjemy w społeczeństwie światopoglądowo jak najbardziej spluralizowanym, w którym trzeba się rzeczywiście porozumieć w tak ważnych obszarach. W każdym razie, jeśli przed pierwszą turą miałem wątpliwości, na kogo winienem oddać głoś jako osoba wierząca: na Marka Jurka czy na Jarosława Kaczyńskiego, to teraz takich wątpliwości już nie mam.
Oczywiście dla jednych taka deklaracja to będzie za mało, dla innych za dużo. Pytanie do tych, dla których  jest to za mało: czy myśleli o tym, jak pomóc rzeczywiście małżeństwom bezdzietnym zamiast miotać w nich jedynie zakazami. Bo przecież – mówię to całkiem hipotetycznie - można by stworzyć w systemie zdrowia ścieżki proceduralne leczenia niepłodności poza in vitro, można by  się przyjrzeć dokładniej takze procedurom adopcji. O takich środkach pomocy mówi się na razie bardzo mało, niektórzy twierdzą, że przez naciski lobby od in vitro.Oczywiście, znajda się tacy, którzy powiedzą, że ich cierpieniu taka pomoc nie jest w stanie zapobiec. Po 10.04 zobaczyliśmy jednak, że cierpienia nie da się z tego naszego życia wyplenić do końca i jedyne, co nam pozostaje, to przejść przez nie godnie, szanując wszystkich w każdym momencie istnienia, nawet owych „złowrogich postkomunistów” . I  taką próbę podjął też Jarosław Kaczyński w Szczecinie w świetle tego, co się stało w Tym Dniu, mówiąc o Oleksym jako polityku „lewicowym”. Próbę znalezienia języka, w którym jednoznacznie można odnieść się do postępków innych, jednocześnie cały czas ich szanując. Niektórym „liderom prawicowej opinii” w głowie się to jeszcze mieści. Jan Paweł II, beatyfikowany ksiądz Jerzy Popiełuszko już dawno takich oporów nie mieli…
 
 

 

O autorze: zalogowany w korporacji The Roman Catholic Church, tropiący człowieka zwanego Mesjaszem, w stanach nagłych "łowca androidów"... ; mail: pozamatrixem.pl@gmail.com; Laureat nagrody Feniks 2011 w kategorii publicystyka religijna za książkę:"Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach.Wywiady." Cały blog „źródłowy“ - pod linkiem: www.pozamatrixem.pl strona na facebook.com: Poza Matrixem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka