artur olędzki artur olędzki
304
BLOG

"...z miłości do Ojczyzny" - tłumaczenie się (po 11 listopada)

artur olędzki artur olędzki Polityka Obserwuj notkę 0

Ostatnie „zadymy“ związane z obchodami rocznicy odzyskania niepodległości pozostawiły piszącego, i ufa że nie tylko jego , w pewnej bolesnej samotności...

Będzie patetycznie dla wielu teraz, ale jednak koniecznie, dla autora. Na Pomniku Polskiego Państwa Podziemnego koło Sejmu widnieje napis: „z miłości do Ojczyzny - Armia Krajowa“. To „z miłości“ dla człowieka „tropiącego Mesjasza“ jest wyrażeniem prymarnym dla dalszych rozważań. Bo z nim wiąże się oddanie czegoś najcenniejszego dla drugiego (starodawne słowo „poswięcenie“), a stosowanie siły tylko dla koniecznej obrony. Bowiem ta siła, gdy wchodzi w nienawiść, zbrodnię lub też wyrahowane łamanie drugiego (np. w„grze wywiadów“), przepali w sumie najbardziej prawego bojownika w „imię wyższych ideałów“, budząc moralnego kaca (vide: napięcia społeczne w Izraelu). Trudno jak najbardziej uzgodnić słowo „miłość“ z niemoralnymi praktykami w obrębie państwa, owe podniosłe hołdy w czasie rocznic, z jakimkolwiek „draństwem“ ludzi pozostających na jego służbie. Dla wszystkich, co trwają w mesjanistyczno-romantycznych oczekiwaniach, które na swój specyficzny sposób stają się też jakoś bliższe i piszącemu, zwracamy uwagę na wymiar ziemski ich oczekiwań. Dopiero państwo konstruowane w „imię miłości“ od a do z; od służby zdrowia po właśnie grę dyplomatyczną czy wywiadów, ma szanse być owym wymarzonym „Chrystusem narodów“. Tak na marginesie, jeżeli np. w komputerach, samochodach, elektrowniach nie jesteśmy liderem, to może w moralności byśmy spróbowali wieść prym ? Chociaż – czy nasz poziom materialny, nie jest w jakimś sensie odbiciem naszego poziomu moralnego, a może jednak na odwrót :poziom materialny warunkuje morale ? Tylko czy aby na pewno da się tu zastosować „starożytny“ dylemat: - co jest pierwsze: jajko czy kura ?

Oczywiście podczas zmagań dnia codziennego, albo też w chwilach bardzo ważnych, trudno nieraz o wiernośc takim „ideałom“; Jednak ostateczne zło zaczyna się chyba wtedy, gdy próbuje się uciec od świadomości, że tak wysokim wymaganiom się nie sprostało, w sytuacji np. tragicznej lub granicznej. Zresztą – utylitarnie rzecz ujmując: wierność na dłuższą metę dobru drugiego człowieka (tu - pojmowanego na sposób chrześcijański), wydaje się popłacać w wymiarze społecznym, ekonomicznym.. itd. Zgrozą byłoby jednak być w ten sposób wiernym tylko dla tak utylitarnych potrzeb. Bo tak naprawdę ta miłość do Ojczyzny, jest nade wszystko pamięcią o tych, co odeszli, ginęli, pracowali, zostawili dla nas to, co najcenniejsze, których wojskowi przyzywają jak najbardziej poważnie podczas Apelu Poległych, potwierdząjac przez to ich istnienie razem z nami... Kontemplowanym ciągle tak często przez wielu Polaków (bo na pewno już nie przez wszystkich) pod właśnie krzyżami. I tak okazuje się, że ta miłość do Ojczyzny, jak każda prawdziwa miłość, mieści sie w strumieniu Bożej miłości. Teraz już Polska ujawnia sie nam, nie tylko jako formuła państwa, ale też jako przestrzeń zbawienia, jako droga dana człowiekowi do Boga. W jakimś sensie łatwiej być patriotą człowiekowi wierzącemu, ale też znowu – łatwiej być z kolei patriotą niż „ortodoksyjnym katolikiem“, bo wiara w jakiekolwiek obcowanie zmarłych, pozwala juz poczuć zobowiązanie... ergo patriotyzm ma szansę się spełnić.

Jest coś specyficznego w tym, że gdy zaczyna sie mówić o „narodzie“, „Ojczyźnie“, to bardziej się to „czuje“ niż „wie“, niż chce się „ubrać“ w socjologiczne „izmy“, bo tak jakoś trudno naukowo tłumaczyś sie właśnie...z miłości; co z kolei odsyła nas jak najbardziej do przestrzeni człowieczego serca, owej najbardziej skrytej, najświętszej sfery spotkania człowieka z Bogiem. Jeżeli jakiś w radiu zapytany taksówkarz mówi, że nie idzie na wybory, bo patrzenie na polityków i ich działania za bardzo go boli w sercu; to jak najbardziej te nasze intuicje potwierdza. W ich świetle jaśniej można zrozumieć słowa kardynała Dziwisza, że patriotyzm to „Boża sprawa“ ; a również zobaczyć czasami groteskę „polityki miłości“ obecnie rządzacych, którzy „szczują“ wyborców w reklamówkach „pisowskim“ ludem. Można lepiej zrozumieć również kosmpolityczne „nastawienie lewicy“ czy też nacjonalistyczne aberracje. W tych ostatnich bowiem droga do narodu wiedzie niejako przez Boga; czyli odwrotnie, jak to sie ma rzecz w „logice miłości“; w której do Boga idzie sie przez naród. To naród jest na służbie u Boga, a nie Bóg na służbie narodu – co jest rzeczywistym pogaństwem; niezależnie od tego, pod iloma krzyżami sie wydarza.

Doskonale wiemy, że z naszymi patriotycznymi pisankami jesteśmy jak najbardziej podobni do nadwiślańskich Don Kichotów, ale ćóż począć; serce – rzeczywiście nie sługa; każe pisać, tak zatem piszemy, a nawet częściej pisać będziemy, w najbliższym czasie o tych spawach. Tymczasem zapraszamy do naszego „patriotycznego kina“ „Relax 2011“; do „muzy naszego świata“; na początku kolaż obrazu i dzwięku, który szczególnie współgra z naszym czuciem Polski (i proszę się nie przyczepiać małostkowo, że z nie całkiem polskich obrazów jest on „sklejony“, proszę być otwartym na „róznorodność“, „think different“ – mówiąc Jobsem).

 

 

 



 

O autorze: zalogowany w korporacji The Roman Catholic Church, tropiący człowieka zwanego Mesjaszem, w stanach nagłych "łowca androidów"... ; mail: pozamatrixem.pl@gmail.com; Laureat nagrody Feniks 2011 w kategorii publicystyka religijna za książkę:"Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach.Wywiady." Cały blog „źródłowy“ - pod linkiem: www.pozamatrixem.pl strona na facebook.com: Poza Matrixem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka