To jest wpis archiwalny. Aby dotrzeć do wpisu najnowszego, kliknij na tytuł: poza matrixem
Ostatnio przeczytałem internetową notkę o tym, że budowa Centrum kultu im Jana Pawła II pochłonie około 200 mln PLN. Jeśli dodamy do tego 80 milionów na Świątynie Opatrzności Bożej, to otrzymujemy poniekąd obraz strategii ewangelizacyjnej wedle naszych hierarchów. I śmiem twierdzić, ze o takiej Nowej Ewangelizacji zmarły papież nie marzył. Ten 280 milionowy kosztorys nabiera nowego znaczenia, gdy zestawimy go ze stanem radiofonii katolickiej, szczególnie tej diecezjalnej.
Kościół otrzymał w latach 90 prawdziwy skarb: koncesje na diecezjalne rozgłośnie właśnie, pokrywające bardzo duży obszar kraju. Były próby ich scalenia. Wynajęto do tego „swiątobliwą” ekipę pampersów, która powołała do życia sieć Plus, wcielając do niej poszczególne jednostki. Szybko jednak się okazało, że ewangelizacja wedle pampersów to „dowalanie” nade wszystko czerwonym (bo to były przecież lata szczytnej walki: AWS kontra reszta świata). Pampersi Polski nie uratowali swoim radiem, które na ilość środków w nie utopione, miało żenująco niską słuchalność, jednak określili kształt „nowoczesnej” radiofonii katolickiej na lata. Generalnie można go teraz poznać po brzdąkaniu tzw łagodnych przebojów, w którym nie zagra się już piosenki z wyśpiewanym imieniem "Jezus", bo prostu nie mieści się ona… w formacie soft AC... czy coś tam (proszę jednak nie podejrzewać, że jestem bezkrytycznym fanem produkcji spod znaku tzw „muzyki chrześcijańskiej”). Generalnie też mówienie o Ewangelii zastąpioną w tej radiofonii dyskursem o wartościach, o sprawach społecznych i co najwyżej kościelnych (a przeczytanie fragmentu Nowego Testamentu na dany dzień oceny tej w żaden sposób nie zmienia). Tak zatem jest miło, przyjemnie, koktajlowo i… pusto. Takim stylem szyje się obecnie program w dzisiejszym Pulsie i Vox Fm. Istnieją jeszcze pojedyncze rozgłośnie diecezjalne, grające na własny rachunek i lokalnego ordynariusza, który spełniać może swoje kaznodziejskie ambicje np.w „pasterskim kwadransie”… balansując przy tym na granicy statystycznego progu słuchalności. No, można udawać, ze sytuacje ratuje „katolicki głos w naszych domach”, ale każdy kto żyje w mieście i nieco myśli, wie, że można tylko udawać…
Owy stan radiofonii katolickiej świadczy jak mało co na niekorzyść polskich hierarchów, mówi nam coś o ich ambicjach, o zrozumieniu (a raczej niezrozumieniu) świata spełniającego się wokół nas. A negatywnej oceny całej sytuacji dopełnia te 280 zabetonowanych milionów. Świat dzisiaj postawił na dynamikę, zmianę i siłę intelektu? Ludzie coraz bardziej uciekają z kościołów, fizycznie i mentalnie? Nic to, zbudujemy giganty, zrobimy katolicką masówkę, a potem będziemy się kołysać i usypiać frazą, jaka ta Polska „katolicka”, jaka „wiarą silna”, tylko... jakoś tak coraz bardziej głupio przyznać się przed innymi, że do kościoła chodzi się nie tylko ze święconką, nie tylko na „szopkę” ślubną.... Taaak…można by przewrotnie zaśpiewać a la Młynarski: „Ewangelizacja...? W mury panowie! W mury panowie! W mury panowie….”
Do czego zmierzam? Do tego, że mając owe diecezjalne koncesje, a przy tym chociaż jedną czwartą z tych 280 milionów, można by zbudować ogólnopolskie, katolickie radio jak ta lala (patronem którego niechby został właśnie Paweł Jan). Radio łączące tradycję i nowoczesność, a ewangelizujące przez niebanalne wpisanie programu – w sposób mniej lub bardziej bezpośredni - w Osobę Chrystusa, na różnych poziomach przekazu. Ale takie radio to na razie marzenia…Chociaż to z tych marzeń narodził się właśnie arturo...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)