Uczenie się historii z podręczników, syntez, analiz jest zawsze w swej istocie procedurą ułomną, bo nigdy nie przybliża nam jednostkowego, ludzkiego doświadczenia w pełni. O ironio, w krótkim newsowym kawałku, który znalazłem dzisiaj na Gazeta.pl spełnia się jednak prawie niemożliwe w mówieniu o historii, i to w kilkadziesiąt sekund: jest i jednostkowe doświadczenie, i synteza czasu minionego; rozpisana w obrazku, którego bohaterami są cisnący się z pytaniami dziennikarze i ojciec Grzegorza Przemyka. Akcja wydarzeń ma miejsce zaraz po ogłoszeniu wyroku skazującego na zomowca, który maczał palce, ręce całe w zbrodni roku 83. Sami ich uczestnicy nie wiedzą jeszcze, jak ich wypowiedzi złożą się na symboliczny osąd Trzeciej RP.
Starszy Pan, zasmucony, strapiony, przybity - mimo finału wydawałoby się dla niego korzystnego - wychodzi z sali. Reporterka podąża za nim, zadając pytanie, czy czuje „wielką radość”, „satysfakcje”, zaraz trochę się poprawi, pytając, czy można mówić tu „o jakiejkolwiek radości”, „satysfakcji”. Pan odpowiada mrukliwie, jakby z irytacją: „Jaka radość…? Po dwudziestu pięciu latach…?”. Idzie dalej, reporterka nie odpuszcza i rzuca, czy rozliczanie ludzi z tego, co się wydarzyło, już się zakończyło. Pan znowu mrukliwie i z irytacją: ”Nie wiem, wszystko zależy od IPN-u…”. Wreszcie z offu ktoś pyta znowu o satysfakcję, o to „czy jakakolwiek kropla sprawiedliwości w tej chwili spadła…?”. Pan odchodzi bez słowa schodami w dół…
Jaki z tego morał? Taki, że Polska przed rokiem 89 i Polska po roku 89 łamała ludzi na zawsze…”. Chłopcy” z Czerskiej muszą uważać, co puszczają na swoim portalu, bo tę drugą Polskę budowali z takim zapałem, że Ojciec przemyka się dla nich nie liczył....
P.S. Zresztą sami zobaczcie:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88722,5250613,Leopold_Przemyk_po_ogloszeniu_wyroku.html


Komentarze
Pokaż komentarze (2)