Pamiętam, kiedy po okresie żałoby narodowej, po śmierci Jana Pawła II, ludzie z młodej lewicy nie omieszkali wykrzyczeć w jednej z audycji, że oni nie płakali, nie żałowali, a jedynie pragnęli powiedzieć wszem i wobec, że ten cały żal, to oni mają w du….ie (oczywiście przerysowuje), tylko że media histerię nakręciły i ich na antenę nie chciały puścić, żeby swe pupy, wolne od żalu, pokazali (też przerysowuje). Chłopcy z lewicy, jak to zwykle bywa, przestrzelili, a do czynienia z pompowaniem nastrojów narodowych mamy do czynienia teraz dopiero. Okazuje się bowiem, że bycie Polakiem wiążę się z wielbieniem 22 facetów za jedną
okrągłym przedmiotem się uganiających.
Tak, to nieco wyświechtany obraz-oskarżenie, ale przyznajmy - jakże prawdziwy. Polaki-katolik? Nie…Polak-kibic? Ależ oczywiście, ależ bez cienia wątpliwości…!!! Dziennik mówi: „wszyscy jesteśmy kibicami!!!”. Kto w domu nie faluje, nie czyni fali meksykańskiej, nie…przepraszamy, fali bałtyckiej, nie godzien dowodu nosić, paszportem polskim się chwalić…
Śmieszna jest ta sublimacja wszelakich odruchów wojennych w mecze dwóch państw...Śmieszna jest ta cała retoryka podziału według płci (niby że panowie w telewizorze, a panie poza domem), bo to już dzisiaj jeden z niewielu sposobów na podkręcenie męskiej odrębności, niezależności wobec żywiołu kobiecego. A już śmieszą najbardziej te wszystkie filozoficzne, taktyczne, analizy piłkarskich ekspertów. Nie, nie, nie jest to egzegeza pism Heideggera, choć na pierwszy rzut ucha tak się wydaje, to jest robienie bajki o Królu, co była nagi, a przecież ci, którzy coś w tym sporcie osiągnęli przekonywali, że to zajęcie w gruncie rzeczy proste, bardzo proste (vide: przypadek św. pamięci Kazimierza Górskiego).
Należy się zatem zdobyć na odwagę, aby głosem wolnym od narodowej histerii, medialnego terroru, powiedzieć, że nas (to jest mnie i mego sąsiada) piłka nie kręci, nie zachwyca, a jedynie nudzi. I jeśli ktoś chciałby podważać naszą męskość, niech wie (jeśli go moja męskość nie przekonuje), że mój sąsiad jest oficerem Wojska Polskiego (pancerniakiem). A i owszem, w armii nie odważył się na coming out ( w którym by wyznał, że ma inną orientację sportową), bo by go zwymyślali od „ciot”, ale powiedział, żebym go dopisał do tego wpisu z kolei...
Miłością sąsiada jest wędkowanie (tak, tak nie blefuję), a moją - …ping-pong, jakże szlachetny, jakże wymagający samoorientacji, szybkości, trzymania nerwów na wodzy.. .sport. Jeśli ktoś chciałby go łączyć ze świetlicowym brzdąkaniem, lub z głupkowatym przepychaniem piłeczki a la Forrest Gump, ten nie wie, o czym myśli… Bo ping-pong uprawiany na całego, to adrenalina w czystej postaci…nie trzeba skoku na bungee, aby poczuć, kiedy serce człowiekowi bije jak dzwon…przed finałową piłeczką przy stanie równowagi…
I jeszcze wszystkim „mężczyznom” z nosem utkwionym w telewizorze chcemy przypomnieć, że na ekranie, to widzą ogryzki tego, co się wydarza na murawie, gdzie można śledzić całą „strategię” tego widowiska (jeśli już odważymy się nazwać to „strategią”). A co do wyniku, to powiem tak….
W przeszłości, kiedy słuchało się najlepszych piłkarzy (Platiniego, Sokratesa, Bońka, a nawet Maradony), to człowiek wiedział, że mówi do niego facet, który szybko łączy na łączach. To był jeszcze football osobowości, a nie sterydowców wyrzucających z siebie dwa, trzy zdania… Do czego zmierzam? Do tego, że czym mądrzej piłkarz gada, tym lepszą piłkę, sukcesy robi (ja jej dalej oczywiście nie lubię). Tak zatem, gdy słucham dzisiejszych piłkarzy, szczególnie polskich, sukcesu wielkiego nie wróżę, a sam Leo nie jest miraclemakerem na tyle by w nich błyskotliwość do 20-tej wykrzesać...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)