To jest wpis archiwalny. Aby dotrzeć do wpisu najnowszego, kliknij na tytuł: poza matrixem
Szczerze myślałem, że się od niego uwolnię, że wraz z nowym blogiem, który poniekąd był odbiciem nowego w mojej egzystencji, juz raz na zawsze go zostawię, przywiązując się radykalnie do nowego nicku. Tak zatem myślałem: nowe w życiu, nowy blog, nowy nick...ale nic z tego. Tęsknię za nim, nie tylko dlatego, że przez tyle czasu się do niego po prostu przyzwyczaiłem (przy starym, dawnym blogu); na tyle, że myślałem o swojej obecności na Salonie przez jego brzmienie, ale też dlatego, że wiąże z nim pewną ciemność, napięcie istnienia - wręcz duchową walkę - które dalej są moim udziałem - stety czy niestety - chciałoby się rzec...Nie dane mi Elizejskie Pola pokoju, nie dana betonowa pewność przekonań, brak zachwiań, które cechują niektórych "prawowiernych publicystów" w naszej logosferze (szczególnie katolickiej), ale również i na Salonie, mimo że tę prawowierność jak najbardziej wolitywnie podzielam....
I tak chodząc po tym jaśniejącym słońcu, coraz wyraźniej czułem, że ciągnę jego cień za sobą. Wiem: trochę działam jak pijany marynarz - od burty do burty. No bo ten blog firmował już Columbo a teraz arturo(ten ostatni przyjęty został z racji sprostania wymogom prawa intelektualnego). Ale Fincher na tyle się ze mną zrósł, że niestety - muszę doń powrócić, będąc świadomym tego, że nieco niepoważnie wyglądam, tak demonstrując swą niekonsekwencję i… z góry przepraszam, tych którzy się tym zgorszą albo w ogóle nie będą wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Tak zatem nowy blog, ale stary Fincher, no może trochę jednak inny, bo przez małe "f”…
P.S. Ale też uprzedzam lojalnie, że we wpisach pisanych w trzeciej osobie głównym podmiotem zdarzeń będzie Arturo…Pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (5)