To jest wpis archiwalny. Aby dotrzeć do wpisu najnowszego, kliknij na tytuł: poza matrixem
Promocja ksiązki arcybiskupa Kowalczyka o dźwięcznym tytule „Świadectwo i służba” odbyła się ponad tydzień temu w siedzibie warszawskiej Kurii. Tak zatem do wydarzeń tam zaistniałych zyskałem należyty dystans, a jednocześnie są one na tyle jeszcze aktualne, że postanowiłem Salonowiczom przedstawić z nich krótki raport, tym bardziej że niejako w ich imieniu zabrałem tam głos. Zainteresowanych szczególnie tym, o czym traktuje wywiad-rzeka z arcybiskupem, odsyłam do szczegółowego omówienia na stronach KAI (chociaż jego wzmiankę o pracy arcybiskupa z niepełnosprawnymi, rozbudować trzeba o passus, że duchowny przywiązuje do niej, tak całkiem po ludzku, znaczną wagę i ma poniekad żal do mediów, że ten wymiar jego działalności najzwyczajniej w świecie pomijały). Tymczasem w poniższych ustępach chciałbym się skupić na rzeczach mniej „ważkich”…a propos tego spotkania.
„Zaszczyciło” je swoją obecnością paru purpuratów, wiele znaczących person dla Kościoła, nie tylko lokalnego, a i gości całkiem „zwykłych”, jak siostry od Wincentego a Paulo czy też piszący te słowa (nie pytajcie się, jakim trafem się tam znalazłem, ważne, że byłem). Gdy powdychałem nieco podniosłej atmosfery owego spotkania, mocą skojarzeń a la Proustowska magdalenka, wspomniałem symboliczną w swej wymowie obserwację. A dokonałem jej w trakcie odmóżdzającego, banalnego zippowania, któremu oddałem się pewnego wieczoru. Oto skacząc po kanałach, zorientowałem się, że w jednym czasie przez telewizje transmitowane są dwie różne uroczystości, jeśli w odniesieniu do jednej z nich w ogóle można tak mówić. Myślę tu mianowicie o rozdaniu nagród muzycznej telewizji konkurującym też z rozdaniem, ale tym razem szacownych, kościelnych Totusów, którymi Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, powstała z inspiracji nauką Pawła Jana, nagradza osoby szczególnie zasłużone w propagowaniu „wartości chrześcijańskich”… Na tej imprezie, podobnie jak na spotkaniu w Kurii, dało się zauważyć osoby ważne dla życia społecznego, kulturalnego i politycznego Polski. Tak to na kanale X i Y spełniały się zupełnie dwa różne światy, honorujące odrębnych bohaterów, idoli, świętych…Między nimi nie ma mowy o pokojowym współistnieniu, są nastawione na ciągłe, immanentne, zderzenie ze sobą, które będzie musiało wyłonić zwycięzcę. A ten „może być tylko jeden” – podsumowałem frazą z Nieśmiertelnego już to obecną, a już to przyszło „kulturową wojnę światów” tocząca się między kanałami X i Y…
Jeśli chodzi o nastrój Totusów wybrzmiewał on w tych wszystkich „monsignore”, „eminencjo”, „ekscelencjo”, „chapeaux bas”, „bon soir”, „au revoir”, które wzlatywały pod sklepienie złoconej sali Zamku Królewskiego…A między tymi delikatnymi, pełnymi kurtuazji, taktu, kindersztuby szeptami sączyły się co najwyżej – jeśli chodzi o żywiołowość – dźwięki jazzu…Tymczasem na kanale muzycznej telewizji wybrzmiewał ryk kilku tysięcy gardeł skandujących tekst piosenki swej bogini, która – w oklaskach masy – sunęła krokiem pewnym, hardym niemalże, w stroju-zgorszeniu po swoje trofeum. Tak oto nadchodził nasz katastrofizm powszedni, tak oto nadchodziła …Doda Elektroda…Jest niemalże pewne, ze Witkacy, gdyby żył dzisiaj, tez palnąłby sobie w łeb na widok tryumfu takiego bezguścia, które spełniało jego najgorsze koszmary o dziczy nadchodzącej ze Wschodu…po gruzach Tajemnicy Istnienia. Porażony intensywnością owego kontrastu, poruszony wynikiem demokratycznej rywalizacji, zwiastującej, kto po kim w przyszłości ostatecznie się przejedzie, opadłem na łóżko z naprawdę ciężkim westchnieniem: „Już po nas..." – wyszeptałem zrezygnowany. A miałem na myśli to, że dni kultury a la Vaticano są policzone przez kulturę a la Doda…
I tak słuchając, jak spotkanie z arcybiskupem zaczyna powoli tonąć w słodyczy kościelnej nowomowy, wspomniawszy zarazem owa telewizyjną wojnę światów, powziąłem decyzję, aby pytanie zadać, tym samym aktem gombrowiczowskiej niemalże odwagi naruszyć chociaż trochę skorupę eklezjalnego savoir-vivre'u. Tylko nie wiedziałem w imię czego, kogo miałbym przemówić, będąc tak otoczonym przez „kolegów” z mediów katolickich: bo przede mną siedziała Religia TV, a po moich bokach warte trzymał Gość Niedzielny i Niedziela (hmm…następny periodyk katolicki trzeba by było nazwać również z „niedzielą” w środku, np….niech pomyślę…mam: Niedzielny Oddźwierny). Siedzę zatem, człowiek znikąd, i macam się po kieszeniach w nadziei znalezienia jakiejś marnej akredytacji dziennikarskiej, ale nic z tego…jestem dalej tylko człowiekiem znikąd, aż wreszcie wpadłem na pomysł, zgłosiłem się po mikrofon i jąłem przemawiać, pytanie zadając bohaterowi spotkania: „Ja tutaj – ciągnąłem – samowolnie reprezentujeSalon24.pl, „forum niezależnych publicystów”, blogerów. Chciałbym Księdzu Biskupowi pytanie zadać związane niejako ze zbliżającym się końcem jego misji w Polsce. Otóż – nawiązując do jakże obrazowego języka moich przedmówców – chciałbym się zapytać, czy wedle Księdza Kościół w polskich metropoliach przypominać raczy bardziej Titanica, gdzie jeszcze orkiestra gra, gdzie buduje się świątynie-giganty, gdzie robi się katolickie masówki, gdzie śpiewa się frazy, „jaka ta katolicka Polska wiarą, Bogiem silna”, czy też Jambo Jeta, w którym wszystkie silniki wysiadły i zostaje już tylko swobodne pikowanie. Bo jak patrzę mój segment wiekowy, ludzi miedzy 20 a 40 rokiem życia, to sadzę, że raczej jesteśmy w Jambo Jecie…”
Nie wiem czy to przez moje niewyraźne mówienie, chaos wypowiedzi – którego w przytoczeniu nie oddałem nadto – czy też przez kiepskie nagłośnienie, arcybiskup pytania całkiem nie zrozumiał, mimo że ucho wyraźnie nadstawiał. Ważne też, że ja jego odpowiedzi w pełni nie pojąłem, będąc oszołomionym zbytnio po moim wystąpieniu, przez szum w uszach z emocji powstały, ogłuszony trochę. Usłyszałem chyba tylko, że był Sobór Watykański, że władza w Kościele przeszła w ręce świeckich, że to wreszcie ja – tu już się utwierdziłem w przekonaniu, że pytania jednak nie zrozumiał – mam zapalić te silniki w Jambo Jecie…na co cała sala zareagowała gromkim śmiechem…I tak oto przez przypadek swój cel osiągnąłem: „towarzystwo” nieco z kościelnych koturnów zdjąłem, a katolicki lukier pokruszyłem. Okazało się potem, że w trakcie swego pytania gafę jednak w kościelnym savoir-vivrze popełniłem, bo do arcybiskupa zwracałem się jako do „biskupa”. Na szczęście jestem „bardzo uświadomionym katolikiem” i wiem, że centrum Kościoła lokuje się nie w przedrostku arcy- tylko w każdym cierpiącym, dlatego też miałem na końcu języka reakcję: „Biskup, arcybiskup – whatever!”, ale na głos jej nie wyraziłem, bo pomyślałem, że naruszanie formy katolickiej, dworskiej, etykiety też trzeba miarkować nieco... A poza tym nie miałem już czasu i ochoty na takie komentarze, bowiem jakaś siostra o gołębim sercu – i mówię to bez cienia ironii – zaprosiła mnie na kawę i szarlotkę do jednaj z sal…
Gdy do niej wszedłem, zorientowałem się, że już wszyscy prawie z niej wyszli. Niemal w całkowitej samotności więc (nie licząc obsługi „cateringowej’) raczyłem się kruchą szarlotką i kawa „kurialną”. Trzeba przyznać, że smakuje ona o niebo lepiej niż wszelkie produkty z Cofeeheaven. Już kończyłem poczęstunek, kiedy nagle dziwnym zrządzeniem losu znalazłem się w sytuacji dla wiernego niezwykle niekomfortowej, powiedziałbym wręcz tragicznej. Oto bowiem między jednym a drugim kęsem przepysznej, kurialnej szarlotki przesunęła się przed mymi oczami sylweta samego „pasterza mojej diecezji”, arcybiskupa w Warszawy. Nikt, kto nie był nam moim miejscu, nie zrozumie, w jakąż to sytuację bez wyjścia popadłem…Miałem do wyboru: albo powiedzieć „Szczęśc Boże” i szarlotką obsmarkać dywan, albo…dygnąć niewyraźnie, jak panienka z okienka, z ustami pełnymi a zatkanymi zarazem…Wybrałem to drugie i wiele wskazuje, że „pasterz mojej diecezji” dygnięcia mego nie zauważył…Tak zatem wyszło na to, ze zlekceważyłem samego arcybiskupa, zostając tym samym… „katolickim”…chamem… Bo bądźmy konsekwentni. Jeśli mamy „katolickich” intelektualistów, prawników, lekarzy, polityków, dziennikarzy, to trzeba też byśmy mieli i „katolickich”…chamów. Jestem pierwszy…
Wychodząc z kurialnych zabudowań natknąłem się jeszcze na ślniącą, czarną bryko-limuzynę Nuncjusza z zatkniętym watykańskim proporcem. „Wow… – westchnąłem – trzeba mu oddać: osiołek to to nie jest”. Widok tego luksusu na czterech kołach nasunął i przypomniał mi pytanie, które od dawna w sercu nosiłem, które również Nuncjuszowi, a i kilku zgromadzonym na sali biskupom, zadać był powinienem. Narodziło się ono w łepetynie moje, kiedy telewizja donosiła o przeniesieniu z Koszalina do Warszawy arcybiskupa Nycza, pod którego „władzą pasterską” przychodzi mi przeżywać mój katolicyzm, co na szczęście nie stanowi dla mnie żadnego etycznego czy też intelektualnego dyskomfortu (i piszę to znowu bez cienia ironii). „Zwyczajni” ludzie – mówiąc Tuskiem – wypytywani przez dziennikarzy na ulicy, często mówili, że był to „wielki biskup” i bardzo będzie im go brakowało…Pomyślałem, dlaczego on jest taki „wielki” i jąłem się uważniej sondom ulicznym przysłuchiwać. Okazało się, że jest „wielki” bo – między innymi: chodzi po ulicy i z ludźmi rozmawia, komórkę podejmuje, księży do kurii wpuszcza, kiedy tylko do niego z problemem lub jakąś sprawą zapukają. Przyznajmy to szczerze: każdy „zwyczajny” człowiek, jeśli to czyni, jest dalej tylko „zwyczajnym” człowiekiem, ale nie biskup, on przez to staje się „wielki”. Czas zatem zapytać: jaki według ludzi jest biskup „normalny”. Czy aby ta pochwała arcybiskupa Nycza nie skrywała zarazem żalu i skargi w stosunku do innych członków „ciała biskupiego” w Polsce? Tak zatem, czy ta pochwała zwiastuje rzeczywisty kryzys „stylu posługi biskupiej wśród Ludu Bożego”, czy też tylko kryzys w zakresie public relation między „Ludem Bożym” a biskupami. Taaak, takie pytanie powinienem zadać…jak najbardziej. A Salonowiczom wypada z kolei na zakończenie postawić pytanie już wspomniane: Jeśli chodzi o Kościół polski, szczególnie ten w metropoliach, to jesteśmy, Panie i Panowie na Titanicu, czy też w Jumbo Jecie…? Pozdrawiam serdecznie…
Dla zainteresowanych i cierpliwych:
- Omówienie ksiązki arcybiskupa Kowalczyka na stronach KAI
http://ekai.pl/ludzie/?MID=16846
- Wywiad z nim na stronach serwisu Duchowy.pl
http://duchowy.pl/content/view/3210/1/


Komentarze
Pokaż komentarze (11)