Alexis de Tocqueville w swoim klasycznym dla myslenia o współczesnym społeczeństwie obywatelskim dziele “O demokracji w Ameryce” tak porównywał Francję i Stany Zjednoczone: “Kiedy pierwszy raz usłyszałem w Stanach Zjednoczonych, że sto tysięcy ludzi publicznie zobowiązało się, że nie będą używać alkoholu, rzecz wydała mi się raczej zabawna i nie mogłem z początku zrozumieć, dlaczego ci tak wstrzemięźliwi obywatele nie zadowolili się po prostu piciem wody we własnym domowym zaciszu. W końcu pojąłem, że sto tysięcy Amerykanów, zaniepokojonych wzrastającym wokół pijaństwem, postanowiło dać przykład abstynencji. (...) Można przypuszczać, że gdyby te sto tysięcy ludzi żyło we Francji, każdy z nich zwróciłby się do rządu z prośbą o sprawowanie nadzoru nad karczmami na terenie królestwa”.W istocie mamy tu do czynienia z dwoma różnymi typami bycia obywatelem. W pierwszym Ci których coś niepokoi próbują sami rozwiązać problem, podejmują aktywność, wykazuja inicjatywę, w drugiej domagają sie, żeby to państwo coś z tym 'fantem" zrobiło.
Oczywiscie nie ma modelowych rozwiązań. Wystarczy wspomnieć, że w Stanach zaangażowanie obywateli doprowadziło do uchwalenia prohibicji...
Niewątpliwie jednak są to dwa różne podejścia. Pytaniem jest, gdzie My mieścimy się w tej dychotomii. Czy wolimy Państwo i ograniczenie wolności, czy też Wolność połączoną z ryzykiem. Chcemy się sami organizować ufając innym ludziom, a nie bezosobowej władzy, czy też poddać się rządom bezosobowych instytucji w przekonaniu, że lepiej im zaufać niż sąsiadowi?
Komentarze
Pokaż komentarze (4)