Gdy Stalin umarł, w "obozie pracy" w Libiążu, w Zagłębiu Jaworznickim, zorganizowano specjalny apel. Uwięzieni tam byli głównie inteligenci, wielu byłych działaczy partyjnych, oficerów, skazani na niewolniczą pracę w mokrej kopalni "Janina", w koszmarnych warunkach dawnej filii niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po odczytaniu informacji znaczna część tych ludzi lała łzy. Słychać było nawet płaczliwe obawy dotyczące tego, co teraz będzie, jak poradzimy sobie teraz bez niego. I to płakali ludzie skazani na duże, oczywiście bezsensowne wyroki. Łamano im życie, zabrano przyszłość, nieraz nawet przeszłość, i podeptano im godność, a właśnie oni martwili się tym, co stanie się ze światem bez Józefa Stalina.
Tak skrajny syndrom wyuczonej bezradności nazwano mianem homo sovieticus. To człowiek, który czuje się wolny tylko w obszarze swojej niewoli. To człowiek, który uznał swoją niewolę za konieczność ogólnoludzką, społeczną i był swoją rolą w niej usatysfakcjonowany. To bohater słynnej książki George'a Orwella Rok 1984, który pokochał swego kata. To wreszcie każdy z nas w chwili, kiedy ma dość odpowiedzialności za własny los i dobrze wspomina czas, kiedy ktoś inny podejmował za niego większość decyzji, pozostawiając jedynie nadzieję na przetrwanie.
Sam jestem ofiarą pewnego przedsiębiorstwa, które uzależniało mnie od siebie i wytworzyło silne poczucie bezradności. Na domiar złego jestem tego świadom, a mimo to ciągle ulegam tej manipulacji. Pewnym, acz marnym pocieszeniem jest fakt, że podobnie ulegają mu miliony ludzi, a część z nich nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Przytaczam za T. Witkowski - Psychomanipulacje


Komentarze
Pokaż komentarze (6)