Wczorajsze rozruchy w Syrii (28 zabitych) były najgwałtowniejsze od wybuchu rebelii w tym kraju ok. 3 miesiące temu. Wciąż nie ma żadnych niezależnych emisji telewizyjnych, ale „migawki” przekazywane internetem z komórek, które oglądacie w tv, mają wymowę ostrzejszą... To kolejne objawienie cywilizacyjne, z którym trzeba się będzie oswoić.
Reżim utrzyma się, dopóki nie wybuchną poważne bunty w wojsku. W miarę, jak ofiarami pacyfikacji prowadzonych głównie przez alawicką 4 dywizję pada coraz więcej cywilów - rośnie gniew i strach w szeregach pozostałych siedmiu dywizji. Nie zbuntują się jednak przeciw dr. Asadowi, dopóki przeciw niemu nie wystąpią dwa główne miasta: Damaszek i Haleb.
Te z kolei (chodzi o ostrożną z natury klasę średnią) nie ruszą się, dopóki nie poczują za sobą zmasowanego poparcia opinii światowej (ONZ), rządów zachodnich, najbardziej popularnych NGO-sów etc. Na razie takiego poparcia nie ma, co samo w sobie nie jest zaskoczeniem, gdyż - jak wiadomo - krew w żyłach Syryjczyków nie zalatuje naftą.
Kupony na kryzysie syryjskim odcina przytomnie turecki Erdogan, wykorzystując puste miejsce po USA. Jutro zapewne wygra zdecydowanie wybory, co umożliwi mu zmianę konstytucji i przywrócenie stopniowo „władzy ottomańskiej”. Tymczasem przymierza się do stworzenia strefy buforowej w północno-wschodniej Syrii, żeby zablokować Kurdów.
Ciekawe są prognozy, że z czasem Turcja aspirująca do pozycji mocarstwa regionalnego - stanie się Iranem, a Republika Islamska - Turcją.
@
Europejczycy atakujący oddziały Kadafiego ostrzegli, że zaczną bombardować też jego przeciwników, jeśli ci nadal wycinać będą cywilów i ochotników murzyńskich wiernych reżimowi. Stratedzy NATO byli przekonani, że mają do czynienia z nosicielami postępu?


Komentarze
Pokaż komentarze (17)