„Vada a bordo, CAZZO!” (wracaj na pokład, k*tasie) - koszulki z takim napisem są w tej chwili hitem we Włoszech. Tymi słowami wywrzeszczanymi w telefon przełożony kapitana Schettino odpowiedział z brzegu, gdy ten uciekał szalupą ratowniczą ze stateczku wbitego w skały u wybrzeży Toskanii.
Etos capitano Schettino znajduje szerokie odbicie we włoskim internecie, gdzie facet rozszarpywany jest na strzępy. Okazuje się, że - jak ustalił np. portal Slate.com - we Włoszech, w Grecji i w Hiszpanii kapitan tonącego transatlantyka wcale nie ma obowiązku pozostania do końca na pokładzie.
Południowi Europejczycy (leniwi, strachliwi & chutliwi) - opętani są od stuleci demonem dalekomorskich rejsów wcale nie mniejszym niż surowe ludy północy. Gdyby capitano urodził się „Nordykiem” rzuciłby się bez wahania na pomoc dzieciom i staruszkom, pozostawiając przy barze spitą seksbombę?
Na moje rozeznanie, spanikowany „Nordyk” równie dobrze mógłby dać dyla, nie oglądając się za siebie, jak Schettino - za którego Włosi świecą teraz oczami jak za „boskiego Silvio”... Transparentne nawoływania z włoskich koszulek są jak najbardziej godne polecenia także dla surowych ludów północy.


Komentarze
Pokaż komentarze (58)