Zbliża się nieuchronnie sensacyjny moment, kiedy w najbliższą niedzielę rozstrzygnięta zostanie wreszcie rywalizacja o nieanglojęzycznego Oskara. Jak wiadomo, nominacje dostali Polacy, Izraelczycy, Irańczycy, Belgowie i Kanadyjczycy (frankofońscy?). Ostatnia dwójeczka kręci mnie średnio.
Fajniejsze są tematy & relacje pierwszej trójeczki: izraelsko-irańskie i polsko-żydowskie. Na ostatni temat powiedziano już wszystko, choć wg mnie nie dotknięto sedna problemu. Bez sensu są takie „rozmówki” nie poprzedzone dogłębną debatą o odwiecznym antyjudaiźmie chrześcijańskim w Europie.
Rzecz jasna, do debaty takiej trzeba dwojga, więc nie zanosi się raczej na jakiś przełom w XXI w. Dużo aktualniejsza wydaje się kwestia izraelsko-irańska (będąca obecnie głównym tematem światowym). Mam wrażenie, że emocje hollywoodzkich Żydów nie ulecą tym razem torem eskapistycznym.
Nie będą mieli lekko; decyzję utrudni im dodatkowo fakt, że zarówno izraelski „Przypis”, jak irańskie „Rozstanie” dzieją się w kompletnym oderwaniu od groźnej rzeczywistości politycznej. To jakby totalna projekcja wymarzonej normalności, tak samo zresztą, jak polski „W ciemności” Agnieszki Holland.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)