Ta pieśń to przepierka. A kogo? A, premierka, ryżego, nieudolnego, zupełnie nie polskiego. Gdyż był sobie premierek, co przywar w sobie miał szereg. Chciał mieś władzę i błyszczeć, choć na czole miedzi śniedź... U ha, chyba śnię premierek dwa zero dwanaście! Chyba śnię, na pewno śnię, wciąż to premier dwanaście... Miał lekarkę swej mamy, co uczuciem nam nieznanym, tak pokochał, że z czasem mózg mu zmienił się z tralalala... Choć była to idiotka, taki zaszczyt ją spotkał, że ministrem została. Jak to uczucie pała... U ha, sen trwa dniem, została ministrem! Jawą stał się taki sen, resort stał się dnem... Lecz, że kochał ją okropnie, na jej etat dał spodnie. Z SLD chyłkiem wyrwane, tajnie zmodyfikowane... Teraz to już żaden błąd, ten minister wszak nie stąd! Dziewicza pękła mu błona, A marszałkiem już ona! U ha, miłość trwa, z ministrem dwa zero jeden dwa... Bliżej dna jest co dnia, lecz idylla trwa...


Komentarze
Pokaż komentarze