Bywam tu niestety rzadziej niżbym chciał. Piszę jeszcze rzadziej. Ale czasem coś uwiera tak że trzeba i koniec.
Kiedy PO wygrała wybory, również na łamach Salonu pisałem że życzę by jej się udało, mając nadzieję że jak jej się uda to nam również. Widzę że się myliłem. Nie w życzeniach nie. W mojej naiwnej nadziei że nam przy PO też się uda. PO się udaj, nam jakoś nie za bardzo.
Życie jest okrutne i pozbawia nas złudzeń.
Po ogłoszeniu wyników przez GUS za pierwszy kwartał natychmiast wystąpił Pan Premier i obwieścił wielkie zwycięstwo jego polityki Że mamy wspaniały wynik wzrost PKB o 0,8 %, że mamy drugie miejsce w tym wyścigu, że jesteśmy oazą szczęśliwości i że nic tylko się cieszyć. Było również o histerykach co to podobno ciągnęli nas w przepaść.
Tak już mam, za sprawą Clarence Darrow`a (choć agnostyk) że im więcej ludzi mówi że coś jest białe tym bardziej mnie korci żeby sprawdzić czy to aby prawda.
Do dziś mam bowiem przed oczyma wielki artykuł w GW Prwie cała Europa tonie... Polska jeszcze pływa”. Pamiętam bo nie było to tak dawno raptem szesnastego maja czyli sprzed dwóch tygodni.
Wielki wykres pokazywał na czerwono ile poniżej zera spadło PKB w innych krajach Unii i na zielono trzy kraje nad zerem: Grecja – 0,3%; Polska 1-1,3 % i Cypr 1,6.
Oczywiście bez manipulacji GW żyć nie może więc i tym razem zrobiła to co najbardziej lubi. Prawie wszystkie dane przytoczyła za unijnym urzędem statystycznym, greckie za greckim urzędem statystycznym a polskie za prognozami ministerstwa finansów.
I tu pojawia się pierwsze pytanie. Po co? Przecież pamiętam że Unia podawała prognozy naszego PKB. Może były dla rządowej tuby propagandowej zbyt mało budujące?
Minęły dwa tygodnie i co widzimy? dane GUSu są gorsze niż przewidywania ministra. Prognozy unijne okazały się dokładniejsze. Ale wszyscy się cieszą. Minister się pomyli z rozmysłem lub niechcący. Ale wszyscy się cieszą.
Teraz będzie o „histerykach” z przemówienia Pana Premiera.
GUS podał również że skromny bo skromny ale jednak wzrost PKB zawdzięczamy konsumpcji. Ci wszyscy, którzy w kwietniu i maju stracili pracę już nie przyłożą się do PKB.
Drugie pytanie. Czy nie warto było skorzystać ze zgromadzonych pieniędzy, a nawet nieco zwiększyć deficyt budżetowy i rozwinąć rozbudowę infrastruktury, podtrzymać miejsca pracy? Ludzie by zarabiali i wydawali.
Budowali PKB. Argument tak często przez Pana Premiera powtarzany o zadłużaniu przyszłych pokoleń do którego nie dopuści zda się psu na buty. Dzięki biernej postawie rządu deficyt i tak rośnie tylko że od jego wzrostu miejsc pracy ani autostrad nie przybędzie. Czyli nie wspomoże wzrostu PKB. Czyli zadłużamy się i tak, ale nic z tego nie mamy.
Teraz o tym w jakiej to luksusowej sytuacji jesteśmy w porównaniu z takimi Niemcami czy Francją.
To przypomina mi inny artykuł w GW chyba dwa miesiące temu. Gazeta pochylała się z troską nad ludźmi który jej zdaniem stracili w tym kryzysie najwięcej. Na czele listy była pani która straciła prawie połowę majątku jakieś pięćdziesiąt milionów. Straszna strata. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej sumy chyba że przeliczę to na możliwość zrealizowania jakiegoś wielkiego projektu. A realizowałem i takie po dwieście milionów euro.
No tak, ale tej Pani zostało jeszcze przeszło pięćdziesiąt milionów. Gazeta nawet nie zająknęła się o ludziach którzy stracili tylko tysiąc złotych miesięcznych zarobków ale dla nich to była strata wszystkiego a nie połowy.
Z nami i Niemcami jest podobnie. Oni z pewnością stracą więcej ale również z pewnością więcej im zostanie. My jeżeli stracimy jeszcze trochę to wygrzebywać się z dołka będziemy znacznie dłużej niż oni.
.


Komentarze
Pokaż komentarze