... znowu chłód i trwoga, i burzanu krzak ... chciałoby się zaśpiewać nad tym co się dzieje z autostradami.
Kiedy słucham nieustających, mimo kolejnych wpadek, zachwytów nad sprawnością obecnej ekipy Ministerstwa Infrastruktury to już nawet denerwować mi się nie chce.
Zaiste durniami jesteśmy jako społeczeństwo jeżeli partia która nam to wszystko funduje ciągle ma tak wysokie poparcie.
Pamięta ktoś jeszcze dziesięć obietnic podpisanych przez Donalda Tuska na oczach całej Polski? Do dziś można je przeczytać na stronie PO. I tylko przeczytać. Nie radzę sprawdzać ich realizacji bo można się zdenerwować.
Trudno mówić o wszystkich wpadkach ekipy Tuska w realizacji obietnic wyborczych dlatego ograniczę się do jednej za to bardzo ważnej.
3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic
I budują. I bardzo dobrze że budują. Czy bardzo dobrze budują to już inna sprawa. Fragment obwodnicy Warszawy zaczął się rozpadać już w pierwszym miesiącu użytkowania więc rokowania nie są zbyt ciekawe.
Ale budują. Ile budują to też ciekawy problem.
Cały czas podczas tej kadencji słyszałem od wszystkich odpowiedzialnych i nieodpowiedzialnych za to bardzo prominentnych ludzi PO wyśmiewanie PiSu i jego dorobku w budowie autostrad. Rzeczywiście PiSowski dorobek nie był specjalnie zachwycający a na pewno nie był wystarczający zważywszy na potrzeby. Dlatego mogą być dumni członkowie i sympatycy PO słysząc takie szydercze wypowiedzi o PiSowskich autostradach.
Niech się cieszą i broń Boże nie czytają dalej bo może być zaskakująco nieprzyjemnie.
Program ekipy Tuska w dziedzinie budownictwa drogowego został opracowany do roku 2020.
Nazywało się to Narodowy Program Wielkiej budowy. Pamiętam piękne foldery wyliczające wszystko dokładnie co będzie zbudowane w ramach tego programu. Przewidywał on zbudowanie:
· 1500 kilometrów autostrad.
· 4500kilometrów dróg ekspresowych – zmodernizowanych i nowych
Większość miała powstać do roku 2012 czyli do Euro 2012.
Tymczasem powstało:
· 145 kilometrów autostrad = 9,66% planowanego zadania. I to już nie jest specjalnie imponujące. Zwłaszcza jeżeli odniesiemy to do czasu jaki zajęła budowa. Od objęcia sterów państwa przez Donalda Tuska do 2020 roku jest trzynaście lat to daje konieczność wybudowania 115 kilometrów rocznie czyli powinno być 405 km na dzień dzisiejszy. Wiem, wiem, że najgorszy jest rozruch. Dlatego nie podważam możliwości spełnienia tych obietnic a jedynie możliwość wykonania większości z tego zadania do 2012 roku i to przez tę ekipę. Przyjmując że „większość”, to ilość niezbędna dla możliwości sprawnego poruszania się między miastami uczestnikami Euro 2012 i dojazd z Europy, to jak sądzę oznacza to 70% zamierzonego zadania. To znaczy, że do roku przyszłego do czerwca powinniśmy realizować 233 kilometry rocznie żeby mieć 1050 kilometrów autostrad w przyszłym roku. I to oznacza dramat.
· 266 kilometrów dróg ekspresowych. =5,9% planowanego zadania. Stosując taką samą wyliczankę jak dla autostrad powinno być 346 kilometrów rocznie. Czyli jesteśmy 945 kilometrów w plecy, Ale ponieważ nie mam danych ile ekspresówek już wyremontowano to nie będę się przy tym upierał.
Wynik niezbyt imponujący? Niektórym to nie przeszkadza. Nawet tłumaczą, że może nie powstanie na czas odpowiednia ilość kilometrów autostrad ale będą na pewno przejezdne
I że kiedyś jednak powstaną autostrady już rozpoczęte.
Infantylne bardzo tłumaczenie. Drogi polne też są przejezdne.
Do obietnic Pana Ministra Grabarczyka odnosić się nie będę bo nie obietnicami będziemy jeżdzili.
Mam dla członków PO i jej zwolenników propozycję. Niech staną w każdym miejscu gdzie autostrada będzie przechodzić w drogę przejezdną i wręczają przyjeżdżającym ulotki opowiadające o tym jaka to piękna autostrada powstanie kiedyś w tym miejscu.
Nie chcę dobijać wszystkich, którzy jeszcze resztkami wiary wspierają nieudaczników, ale nie sposób nie spointować poruszonych problemów inaczej jak tylko przypomnieniem o szyderstwach rzucanych pod adresem PiSu, i porównaniem osiągnięć w budownictwie drogowym różnych ekip rządzących (zestawienie na podstawie Money.pl)
W latach 1989-1993 okres przełomu - 9 km.
W latach 1993-1997 rząd WłodzimierzaCimoszewicza - 75 km.
W latach 1997-2001 rząd Jerzego Buzka - 310 km.
W latach 2001-2005 rząd Leszka Millera i Marka Belki - 236 km.
W latach 2005-2007 rząd Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosław Kaczyńskiego - 105 km.
W latach 2007-2011 (do czerwca) rząd Donalda Tuska - 145 km.
Proszę sobie policzyć ile kilometrów rocznie budowała każda z nich.
Żadna z nich nie ma powodu do dumy, ale też żadna z nich nie obiecywała cudów. No nie, przepraszam, jedna obiecywała. A jak wyszło?
Komentarze
Pokaż komentarze (4)