Kiedy mówimy o Katyniu to nie możemy używać słowa ludobójstwo, bo to może urażać wrażliwość rosyjską. Kiedy mówimy o Wołyniu to nie możemy użyć słowa ludobójstwo, bo to uraża wrażliwość ukraińską.
W zasadzie to wolno nam mówić jedynie o szmalcownikach i Jedwabnem, ale również pod warunkiem, że nie będziemy pytać o przyczyny (Jedwabnego).
Nam wolno tylko walić się całe życie w piersi i przepraszać.
Róbmy tak dalej a Rosjanie w końcu przyślą nam fakturę do zapłacenia za dwadzieścia cztery tysiące pocisków pistoletowych, które musieli zużyć żebyśmy mieli możliwość wykazania się dbałością o rosyjską wrażliwość. A Niemcy każą nam zapłacić za zaprojektowanie i nadzór przy budowaniu „polskich obozów koncentracyjnych”. Ukraińcy nie będą tacy i przebaczą nam wszystkie stępione na Wołyniu kosy, siekiery i noże.
Szlag mnie trafi jak jeszcze raz usłyszę prof. Nałęcza mówiącego o „zbrodni noszącej znamiona ludobójstwa”. Niestety komuna jak już wsiąknie w człowieka to z niego nie wychodzi nigdy nawet z profesora historii.
Jeżeli jednak usłyszę tę durnotę i przeżyję to chyba zacznę być nacjonalistą.
Mam dość tej durnej skrajnej obłudy nazywanej (obłudnie) poprawnością polityczną. Niech ją sobie komuch pod czapki włożą. Może się przyda jako namiastka rozumu.
P.S.
Trzeba było przypadku a może raczej zrządzenia Opatrzności żeby sejmowa komisja uchwaliła rekomendację zgodną z prawdą. Pani Katarasińska nie mogła odżałować, że coś takiego miało miejsce.




Komentarze
Pokaż komentarze (17)